Ostatnim wpisem dotyczącym Edynburga planowałam zakończyć wątek Szkocji, jednak gdy zaczęłam przeglądać notatki to zdałam sobie sprawę, że jest jeszcze spora garść ciekawostek, a także istotnych informacji, którymi chciałabym się z Wami podzielić, a które pierwotnie zostawiłam na cykl travel diary, jednak ten nieopatrznie gdzieś mi umknął.

W latach, w których bywałam w Londynie, nie prowadziłam jeszcze bloga, dlatego też nigdy nie było okazji, bym podzieliła się z Wami własnymi spostrzeżeniami na temat brytyjskich rozwiązań. Jest jednak wiele szczegółów, które powtarzają się zarówno w Anglii jak i w Szkocji i to właśnie o nich chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. O części z nich, nawet jeżeli nigdy nie byliście na wyspach brytyjskich, z całą pewnością już słyszeliście, ale mam nadzieję, że nie o wszystkich :)

.#1 brak elektryczności w łazience

Co nierzadko oznacza także pralkę podłączoną w kuchni. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przychodzi moment suszenia włosów za pomocą suszarki, prostowania, czy chociażby depilacji. Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie wolę takie czynności wykonywać w łazience. Na szczęście wymyślono przedłużacze. Oczywiście brak tych gniazdek jest spowodowany wyłącznie bezpieczeństwem, na wypadek, gdyby przyszło Wam do głowy suszenie włosów podczas kąpieli…

.#2 prohibicja

W Wielkiej Brytanii obowiązuje zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach od 22:00 do 10:00. Nie kupicie i koniec, nawet, jeżeli sklep jest czynny całodobowo, a towar dostępny na sklepie – kasa go po prostu nie przyjmie.

.#3 okna otwierają się na zewnątrz

Przynajmniej problem ich mycia mają z głowy. Oczywiście rozwiązują to poprzez zamówienie ekipy sprzątającej, jednak wciąż jest to niszowy system w porównaniu z innymi krajami europejskimi.

.#4 policja nie wręcza mandatów za przejście na czerwonym świetle

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii turystów najłatwiej rozpoznać na przejściach dla pieszych – zwykle czekają oni na zielone światło, podczas gdy miejscowi szukają pierwszej lepszej okazji na przejście między samochodami. Prawdą jest jednak, że faktycznie można przechodzić na czerwonym, ale tylko wtedy, jeśli nie zagraża to bezpieczeństwu na drodze. Absurdalna jednak wydała mi się sytuacja, która miała miejsce w Glasgow: czerwone światło, a na przejściu zatrzymały się wyłącznie służby policji, podczas gdy wszyscy inny spokojnie przechodzili przez ulicę.

.#5 dwa krany przy umywalce

Jeden po lewej, drugi po prawej. Jeden z ciepłą wodą, drugi z zimną. To niemalże tak irytujące, jak wąskie rury kanalizacyjne w Grecji, gdzie papier toaletowy wyrzuca się do kosza na śmieci…

.#6 skrzynka pocztowa w drzwiach wejściowych

…nawet w blokach mieszkalnych. Bo jeszcze w domach bym to zrozumiała, ale fakt, że listonosz musi podejść w kilku piętrowym bloku pod każde drzwi, jest dla mnie czystą abstrakcją. Na dodatek – te skrzynki to nic innego jak zasłaniana, całkiem spora szpara w centralnej części drzwi, przez którą spokojnie można wrzucić komuś nie tylko list… co jest już lekko przerażające. A tak swoją drogą – zdziwiłam się także, że bloki mieszkalne nie mają swoich numerów i gdy u nas adres skonstruowany jest według schematu: ulica + numer domu/bloku + numer mieszkania (w przypadku bloków), tak w Szkocji podaje się tylko ulicę i numer lokalu, listonosz musi więc wiedzieć, która klatka schodowa zawiera jakie numery mieszkań.

.#7 umiejętność gotowania jest zbędna

Poszłabym o zakład, że większa część dostępnego asortymentu spożywczego w sklepach, to wyłącznie gotowe posiłki. Nigdy nie widziałam tak wielu produktów przygotowanych wyłącznie do odgrzania, jak właśnie w Wielkiej Brytanii. Ale co ciekawe – mają naprawdę bogatą ofertę produktów light. Szkoda tylko, że nie widać, aby cieszyły się dużym zainteresowaniem.

.#8 włącznik światła w łazience

Przysięgam, że nigdzie poza Wielką Brytanią, nie spotkałam się z tego rodzaju włącznikiem… a mowa tu o sznureczku zwisającym z sufitu tuż obok wejścia. Oczywiście wciąż ma to związek z bezpieczeństwem, gdyby przyszło Wam przypadkiem do głowy gaszenie światła niedokładnie wysuszoną ręką. Cały czas bałam się, że urwę ten sznurek…

.#9 zasłonięte wyroby tytoniowe

Pomimo, iż papierosy można kupić tam bez większego problemu (nie to co w Barcelonie, gdzie aby znaleźć sprawny automat, trzeba pokonać niemalże pół miasta – oczywiście tylko wtedy, gdy zaczyna się ich szukać, bo w każdym innym przypadku można się na nie natknąć znacznie szybciej), to jednak żaden sklep nie umieszcza ich na widoku. Nie widziałam także ściągi w postaci obrazków informujących jakie marki są dostępne, a więc najwyraźniej trzeba wiedzieć, po co się przychodzi i po prostu powiedzieć sprzedawcy. Zmiana ta została wprowadzona stosunkowo niedawno i ma to na celu zmniejszenie liczby palących.

.#10 szkocki akcent

Przyznaję, że potrzebowałam trochę czasu, aby się przyzwyczaić, bo na początku wątpiłam, czy to aby na pewno wciąż jest język angielski.

.#11 „przepraszam!”

Za wszystko i wszędzie (nawet, jeśli to była Twoja wina) – prosta filozofia Brytyjczyków. Może tylko ja miałam takie dziwne szczęście, a może faktycznie jest to u nich normą, jednak nieustannie zdają się za wszystko przepraszać. Oczywiście to forma grzeczności, w sklepie czy na ulicy, ale wciąż dziwnie się czułam, gdy widziałam skruchę na czyjejś twarzy i szybkie przepraszam, pomimo że to ja weszłam komuś pod nogi.

.#12 wiata przystanków jest ustawiona tyłem

W Polsce, jeśli jest to w ogóle praktykowane, to z pewnością nie we Wrocławiu. W Edynburgu naprawdę spodobało mi się takie rozwiązanie, bo tylna część wiaty przystanku, ustawiona była od strony ulicy, dzięki czemu nawet w deszczową pogodę, nie groziło mi jeszcze większe przemoczenie spowodowane ochlapaniem przez nadjeżdżające samochody.

.#13 włączniki w kontaktach

Każde gniazdko elektryczne posiada włącznik on/off – kolejne zabezpieczenie, jednak tym razem nie tyle przed własnym roztargnieniem, a po prostu przed dziećmi.

.#14 brytyjskie banknoty

Tego akurat dowiedziałam się w dzień wyjazdu, a co jest dość ważne. Pozwolę sobie przytoczyć cytat z Wikipedii, aby jak najzwięźlej ująć istotę problemu:

Obecnie w obiegu znajdują się cztery banknoty o nominałach 5, 10, 20 i 50 funtów, emitowane przez Bank of England. Na awersie każdego z nich widnieje postać królowej Elżbiety II. […] Niektóre lokalne banki Szkocji i Irlandii Północnej emitują własne banknoty funta szterlinga. Nie są one jednak prawnym środkiem płatniczym, a jedynie rodzajem weksla […]. Banknoty północnoirlandzkie i szkockie często nie są honorowane w Walii i Anglii i nie są przyjmowane w wielu kantorach poza Wielką Brytanią.

źródło: pl.wikipedia.org

I o ile brytyjskie banki wymienią te banknoty bez żadnych problemów, tak po powrocie do rodzimego kraju, może już pojawić się problem przy sprzedaży szkockich czy irlandzkich pieniędzy.

.#15 nocne marki

…pomimo licznych legend o pladze nocnych lisów, osobiście nie zobaczyłam żadnego, a co wieczór siedziałam z nosem przy szybie.

Ogólnie mam bardzo pozytywne odczucia, jeżeli chodzi o Brytyjczyków. Są przyjaźnie nastawieni, chętni do pomocy i wyjątkowo tolerancyjni (a może po prostu przyzwyczajeni). Widok nastolatki w puchowej kurtce i balerinkach? Norma. Absolutna mieszanka kulturowa? Nikogo to już nie dziwi. Uwielbiam ich także za to, że na ruchomych schodach w metrze, ustawiają się po jedne stronie, aby osoby spieszące się, mogły biegiem przemknąć obok nich. Wsiadając do autobusu witają się z kierowcą, a wychodząc – dziękują. Zróbcie tak w komunikacji miejskiej we Wrocławiu, a pomyślą, że coś dzisiaj braliście, co z pewnością nie zachęca do tego rodzaju interakcji.

A co Was najbardziej zaskoczyło w Wielkiej Brytanii? Może dodalibyście coś do tej listy?

Photo: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com (by David Marcu)

34 odpowiedzi

Odpowiedz

Z wielkim uśmiechem czytałam ten post :) wszystko się zgadza plus jeszcze wiele innych rzeczy, z którymi już przeszłam do porządku dziennego :). Teraz jadąc do Polski szukam sznureczka by włączyć światło w łazience ;).
Niektóre rozwiązania absurdalne, niektóre jednak mają jakiś tam sens.
Ale muszę przyznać, że z tymi banknotami to mnie zaskoczyłaś.

Odpowiedz

Przechodzenie na czerwonym świetle jest dość popularne w wielu krajach Europy – tylko w Polsce można dostać mandat za przechodzenie na migającym zielonym.
O większości tych faktów nigdy nie słyszałam, jak np. o pieniądzach, alkoholu czy papierosach. Ale wszystkie łazienkowe sprawy na szczęście nie są popularne w hotelach.

Odpowiedz

Świetne ciekawostki! Wszystkie to dla mnie zupełna nowość więc bardzo przyjemnie się czytało. Ten tekst utwierdził mnie kolejny raz w przekonaniu, że chcę pojechać do Wielkiej Brytanii!!!

Odpowiedz

Ale wtopa – anglistka, a o kilku rzeczach nie miałam pojęcia! Wstyd, oj wstyd!
Tradycyjnie zapraszam w swoje skromne progi – będzie mi szalenie miło :)

Odpowiedz

My po pobycie w Wielkiej Brytanii doceniliśmy gotowanie w domu. Też byliśmy zaskoczeni ilością gotowych produktów i półproduktów. Brytyjczycy mają zapakowane, zafoliowane i zamrożone chyba wszystko:).

Odpowiedz

O tych dwóch kranach opowiadała mi koleżanka…mówiła “Justyna….ja się tam jakoś nie mogę zaaklimatyzować, oni mają dziwne krany, za dużo ich”.

Odpowiedz

te dwa krany to jest ustrojstwo! ;) pamiętam, że nie mogłam się w tym odnaleźć :D

Odpowiedz

O wielu faktach, o których piszesz słyszałam, ale nie zmienia to faktu, że bardzo chętnie odwiedziłabym ten kraj ;)) Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane ;)

Odpowiedz

Punkt o witaniu i żegnaniu się z kierowcą autobusu powodował u mnie ogromny uśmiech na buzi w Stanach! Szczególnie, gdy porównać to z naszymi kierowcami zamykającymi Ci drzwi przed nosem…

Odpowiedz

Wiele z tych faktów od razu skojarzyłam z Irlandią. Prohibicja na alkohol, nietypowe krany, brak elektryczności w łazinkach, to była moja zmora w czasie, gdy tam pracowałam. Jednak nic nie równało się szokiem, który wywołały u mnie wysokie ceny owoców i oczywiście gotowe dania. Wszędzie. Uciążliwy był także praktycznie brak jogurtów, twarogów, serków wiejskich.

Odpowiedz

To w kwestii nabiału chyba zrobili delikatny postęp (zwłaszcza w odtłuszczonych wersjach), ale owoce wciąż mają drogie niestety. Jednak bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie Tesco, bo oprócz standardowej, polskiej półki “ze wszystkim”, mieli tam także nasz nabiał, chociażby właśnie twaróg :)

Odpowiedz

O! To świetna wiadomość! Pamiętam, że tego właśnie brakowało mi najbardziej :) A ostatnio znalazłam w Barcelonie gruszkowe piwo KISS, które chętnie w Irlandii :)

Odpowiedz

A ja zauważyłam jeszcze, że przechodzenie przez ulicę dosłownie we wszystkich miejscach i niezaleznie od ruchu jest bardzo praktykowane. I co lepsze, kierowcy zatrzymywali się, by ktoś mógł przejść. Choć to może specyfika Londynu?

No i nigdzie nie widziałam takiej ilości gotowych kanapek w Tesco jak w UK. Podstawa diety? ;)

Odpowiedz

Gdy tak wspomniałaś o tych kanapkach z Tesco (i od razu stojące obok mini zestawy sushi), to przypomniały mi się też “funciaki”, mimo wszystko znacząco różniące się od polskich “wszystko po 5 zł” ;)

Odpowiedz

elektryczności w łazience nie ma dla bezpieczeństwa, ale przechodzić pomiędzy autami można, ciekawie ;)

Odpowiedz

Gdy przychodzi u mnie moment depilacji, to nie martwię się, że jestem w brytyjskiej łaziencę. Myślę raczej: czas się obudzić!

Odpowiedz

Witamy na wyspach :). Dorzuciłabym do tego jeszcze machanie na autobus. Jak nie wystawisz ręki to się na przystanku nie zatrzyma. Przepisy bezpieczeństwa w Anglii to jest świętość! Anglicy też są mega zorganizowani i ciężko jest się w tym kraju zgubić. No i koniecznie trzeba zobaczyć na własne oczy dziewczyny w piątkowy czy sobotni wieczór, które udają się na imprezę w sukienkach bez rajstop i bez kurtek czy płaszczy w środku zimy!

Odpowiedz

Zupełnie zapomniałam o tym machaniu, a nawet zdarzyło mi się raz tego nie zrobić i musiałam pójść w końcu pieszo ;) Pamiętam też jak któregoś razu jechałam autobusem w okolicach Camden – do środka wpadł bardzo rozentuzjazmowany tłum, jednak spora jego część była bosa (a to późna jesień), jeden gość miał ogon tygryska z Kubusia Puchatka, a dziewczyny postanowiły zaprezentować swoje figi, a raczej wyszły z takiego założenia tyły ich dość krótkich sukienek. Myślę, że Londyn nie jest dla osób o słabych nerwach :D

Odpowiedz

Skoro o autobusach mowa, to przypomnialo mi sie, ze ludzie ustawiaja sie do autobusow w kolejce. Pelna kultura, wszyscy grzecznie stoja i czekaja na swoja kolej.

A co do dziewczyn, no coz. Sandaly, brak rajstop, wszystkie atuty na wierzchu… Pozostawie to bez komentarza :D

Mam wrażenie, że jeszcze sporo można byłoby dorzucić do tej listy.
Tak sobie myślę, jak się muszą czuć ludzie o bardzo ortodoksyjnych poglądach, kiedy odwiedzają Anglię :D

Lekka terapia szokowa, to na pewno ;)

Odpowiedz

Mi się kilka razy zdarzyło machać w Polsce na autobus ;)
Oh to musieli być Australijczycy! Oni kochają wszelkiego rodzaju przebieranki. Kilka lat temu mieszkałam na Sh. Bush gdzie znajdował się jeden z słynniejszych australijaskich pubów Walkabout. Nikogo nie dziwił widok chłopaków w szortach i japonkach lub poprzebieranych za superbohaterów, greckich bogów i rzymskich wojowników w niedzielę rano w środku zimy. Oni radośnie właśnie kroczyli na całodniową imprezkę :)
Chyba masz rację to nie miejsce dla osób o słabych nerwach. Londyn rządzi się swoimi – szalonymi – prawami.

Odpowiedz

Przez 1,5 roku mieszkałam w starym budownictwie w Krakowie i tam też w łazience nie było gniazdek. Rozumiem Twój ból ;)

Odpowiedz

Ja od siebie dodałabym jeszcze dywan w łazience, co jest dosyć kłopotliwe i po prostu dziwne oraz pitną wodę w kranie, którą serwują za darmo we wszystkich restauracjach, pubach, kawiarniach.
A co do zakazu sprzedaży alkoholu to na pewno takie prawo nie obowiązuje w całej Wielkiej Brytanii. W Cambridge bez problemu kupisz alkohol w sklepach całonocnych. Może było to prawo obowiązujące w danym mieście?
Do tej pory trudno mi się przyzwyczaić do braku kontaktu w łazience. Mam to szczęście, że mam kontakt zaraz za drzwiami więc kabel od suszarki sięga, ale nadal jest to kłopotliwe. No i nie wspominając o tym nieszczęsnym kranie! Ile razy się poparzyłam…

Odpowiedz

Dywan w łazience rządzi szczególnie w kolorze tej gustownej zieleni albo czerwieni haha
Co do alkoholu to z pewnością w Londynie tak jest jak pisze Alabasterfox, ale tak bardzo bym się nie upierała co do tego, że nie ma szans kupić alkoholu po 22. Parę razy mi się zdarzyło ;) U mnie w Bournemouth chyba jest tak samo jest jak u Ciebie. :)

Odpowiedz

U mnie w łazience gości piękna wykładzina w kolorze wyblakniętego błękitu… Masakra!
Dziewczyny, zapraszam w takim razie do mnie na drinka :) Serwuję nawet po 22 :D

Z przyjemnością skorzystam z zaproszenia będąc w okolicach! ;)

Oh tak i jeszcze błękit! Jak mogłam zapomnieć. Niebieski z bordo i zieleń z bordo oraz żółto – morelowe ściany to angielski znak rozpoznawczy plus wszędobylski grzyb.
Ktoś mi przypomni czemu w tym kraju mieszkamy? Hahah

Odpowiedz

Ach, gdy tak wspomniałaś o tym dywanie to faktycznie przypomniało mi się, że w Londynie miałam tę wątpliwą przyjemność doświadczenia takiego rozwiązania ;) Myślę jednak, że pozostanę przy kaflach i maleńkim dywaniku łazienkowym w okolicach wejścia do kabiny – zawsze się ślizgam, ale wykładziny bym nie przeżyła, nie w łazience ;)

Co do zakazu – czyli faktycznie może to być domeną tylko niektórych obszarów :) Jednak prawdą jest, że jeżeli ktoś planuje szczególną okazję, to o zapasy postara się znacznie szybciej (albo najlepiej jeszcze na polskiej bezcłowej ;) ). Bo gdy tak spoglądałam na ceny alkoholu, to może nie jest jeszcze tak źle, jak w Norwegii, gdzie kwoty po prostu zabijają, ale również nie jest on tam najtańszy :) Zastanawiam się w sumie, czy przekłada się to jakoś na liczbę osób sięgających po alkohol, podobnie jak w przypadku zmian wprowadzonych z wyrobami tytoniowymi, będę musiała spojrzeć chyba na jakieś badania statystyczne, tak już z czystej ciekawości :)

Odpowiedz

Byłam w Londynie zaledwie raz, ale rzeczywiście rzuciło mi się w oczy to, że Brytyjczycy bardzo często mówią “przepraszam”. Będąc w primarku wpadłam nieopatrznie na pewną panią i obydwie jednocześnie przeprosiłyśmy. Czuję, że tutaj w takiej sytuacji spotkałabym się raczej z zirytowanym/nienawistnym spojrzeniem :D
Chyba czymś, do czego za nic nie mogłabym się przyzwyczaić to dwa krany, szczególnie że zazwyczaj myję ręce w letniej wodzie.
Tym, co najbardziej mi się rzuciło w oczy, jeśli chodzi o ludzi, to zdecydowanie styl niektórych. Pośród tych ubranych w garnitury i tych, w codziennych strojach, przewijał się często ktoś nietypowy, a to Pani w stylu mrocznej lolity, najbardziej zszokował mnie pan, który był ucharakteryzowany na Pana Tumnusa z “Opowieści z Narni”. Dosłownie, miał nawet buty-kopytka :D Bardzo podobało mi się to, że ludzie nie traktowali tego jako coś innego. Szanowali to, że każdy ma inny styl. Występuje tam duża mieszanka kultur i w większości żyją ze sobą w zgodzie, i to mi się chyba najbardziej podobało w Londynie.
Uwielbiam czytać takie posty, mam nadzieję, że kiedyś będzie więcej!

Odpowiedz

Bardzo ciekawy post! Marzy mi się wyjazd do Anglii na studia… :)

Odpowiedz

:) Te dwa krany chyba najbardziej mnie zdziwiły, gdy byłam w Anglii. I niby jak tu umyć ręce w przyjemnie letniej wodzie?

Odpowiedz

To chyba jedno z największych wyzwań dla osób mało cierpliwych ;)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.