3 anomalie blogosfery

.#3 anomalie blogosfery

Myśl o tym, że bloger powinien być subiektywny, towarzyszy mi odkąd w ogóle zainteresowałam się blogosferą. Niezależnie od tego, czy posiadałam w danym okresie bloga, czy nie, podejście to okazało się być na tyle uniwersalne, że przetrwało liczne zmiany i upływ czasu, by koniec końców, znaleźć swoje zastosowanie również w obecnym kształcie blogosfery. Tak, bloger wciąż powinien być subiektywny, a w zasadzie – zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Względny obiektywizm mamy w mediach, podczas gdy lwia część z nas nieustannie szuka czegoś zupełnie innego, i może właśnie to poniekąd stąd wynika tak niski poziom czytelnictwa prasy w Polsce (30/1000).

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ dostrzegłam trzy zjawiska, które przyznam szczerze i otwarcie, doprowadzają mnie do szewskiej pasji w naszej polskiej blogosferze. Znajdują one swoje źródło wśród odbiorców, ale i także wśród autorów.

.to musi być praktyczne!
(użyteczne, przydatne / wstawcie cokolwiek)

Pozwolę sobie przytoczyć zarys przykładu, który jest najświeższy, choć wcale nie stanowił powodu tego wpisu, chociaż niewykluczone, że przelał czarkę goryczy. Czytałam ostatnio tekst dosyć znanej już blogerki, wspominała akurat o artykułach szkolnych, dla których chciałaby cofnąć się o kilka lat i 1 września wyruszyć z plecakiem. Oczywiście wpis był nacechowany bardzo pozytywnymi emocjami, z lekkim przymrużeniem oka i dodatkowo pokazywał nowości, które są dostępne dziś, a o których mogliśmy tylko pomarzyć 10 lat temu. Ja jak to ja, mam zwyczaju czytać niekiedy także i komentarze, więc tak też się stało w tym przypadku. Natknęłam się na wypowiedź czytelniczki, która dość krytycznie podeszła do tematu – nie było hejtu, od razu uprzedzam, jednak pojawił się zarzut, że blogerka nie wzięła pod uwagę faktu, że mało kto wydałby 75 zł na notatnik, nieważne jak piękny by był i z jakich materiałów wykonany – a przynajmniej z pewnością ta czytelniczka by tego nie zrobiła, natomiast drewniany kalendarz prędzej wykonałaby własnoręcznie z dzieckiem, niż pozbyłaby się 50 zł na taki gadżet. Pojawiła się też dosadna sugestia zrobienia następnym razem listy, która będzie bardziej przydatna, bo na kieszeń każdego – tańsze produkty połączone z DIY (“zrób to sam”).

Niby zwykła sugestia, w porządku, to jest OK. Ale temat wpisu był o czymś zupełnie innym. Autorka przedstawiła swoją subiektywną listę rzeczy, która to właśnie jej tak się spodobała i ten wpis dotyczył wyłącznie wspomnianego tematu – to były jej powody chęci powrotu do szkoły. Ale abstrahując – tak, oczywiście, że niektóre z przedmioty nie są na każdą kieszeń, ale to trochę tak, jakby mieć pretensje do blogerek modowych, że pokazują torebkę Michaela Korsa za 1200 zł, a nie z H&M za 79 zł – są różni ludzie, z różnym stanem portfela, dlatego nie rozumiem postawy pod tytułem: byle tanio. I nagle, gdy zbierze się kilka takich przykładów (co bardzo często można zaobserwować na blogach modowych – no bo dlaczego ona nie ubiera się w lumpeksie albo sieciówce, inaczej nikt przecież za tym nie podąży, jako że ludzi na to nie stać – otóż niektórych stać, a tacy również są odbiorcami blogów), to można dojść do wniosku, że rolą blogera powinno być ulepszanie świata i robienie dobrze wszystkim dookoła, nawet, jeśli nie jest to zgodne z tym, co akurat chciał przedstawić. Oczekiwania nieustannie rosną.

.miejsce ma znaczenie

Nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce, zwróceniu uwagi, czy wyjścia z propozycją (!), podobnie jak nie mam nic przeciwko… czytaniu ze zrozumieniem, bo na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce, mamy także skrzynki e-mail, czy wiadomości na fanpage’u. Świetne zjawisko można zaobserwować u innej, tym razem bardzo znanej już blogerki. Przykład: wpis zawierający zdjęcia z wakacji, a przy tym krótką relację, żywy przykład, jeden z komentarzy pod tekstem: Gdzie kupiłaś to krzesło do sypialni, które pokazywałaś w notce sprzed XX lat, bo też chcę sobie takie kupić. I nagle gdy przeszpera się kilka wpisów wstecz, można zauważyć, że 5-10/50 komentarzy zawiera podobny wydźwięk – zupełnie nie na temat, nie pod wpisem, którego powinny dotyczyć, całkowita ignorancja dla tekstu, pod którym zostawia się te kilka słów, a później oburzenie, bo nie daj Boże blogerka nie odpowiedziała. I znów – oczekiwania wciąż rosną.

3 anomalie blogosfery_3

.bo blogerowi się należy

Niestety niektóre przykre zjawiska mają także swój początek wśród blogerów, dlatego ten fragment jest bardziej w stronę moich kolegów i koleżanek po fachu. Wraz z natężeniem zjawiska, coraz mocniej męczy mnie fakt, że blogerzy stają się bardzo roszczeniowi. Robią dym, zanim pomyślą i ochłoną. Prosty przykład: niewłaściwie skompletowane zamówienie, a tym samym błędnie przesłane przez markę X. I zamiast załatwić to polubownie na mailach – wpis na blogu i nierzadko wiadro pomyj. Problem z siecią komórkową – zamiast wysłać maila – wpis. I wiadro. Zła jakość materiału, szybkie zepsucie się sprzętu, zamiast reklamacji – wpis i wiadro. Ale żebyśmy źle się nie zrozumieli – mówię tu o przypadkach, gdy najpierw problem jest wywlekany publicznie, a dopiero po tym przychodzi refleksja, że można było to jednak załatwić dyskretniej i spokojniej.

Oczywiście co innego, gdy wcześniejsze kontakty e-mailowe, telefoniczne i pisemne, faktycznie zakończyły się fiaskiem – wtedy możliwe, że ten sposób okaże się skuteczniejszy, podczas gdy wszystkie inne zawiodły, ale i na to jest odpowiedni czas. Bo wiecie co? Może i bloger ma tę przewagę, że posiada grono czytelników, przed którym swobodnie może wylewać swoje żale, ale to nie powinno powodować, że należy go traktować lepiej, niż typowego konsumenta nieposiadającego bloga, niestety niektórym to najwyraźniej umyka, bo próbują wymusić pierwszeństwo, a to tak nie powinno działać. Pamiętam, gdy czytałam kiedyś tekst jednej blogerki, która opublikowała roszczeniowy wpis na temat kosmetycznego boxa, w którym zabrakło jednego produktu. Jeszcze nie zdążyła dobrze ogarnąć paczki, a już wylewała brudy na blogu, zamiast na spokojnie załatwić to z firmą X, która i tak uzupełniła brakujący produkt. Pamiętam także komentarze pod tamtym tekstem, które w wielu przypadkach sugerowały, iż nie jestem osamotniona w swoich spostrzeżeniach, dlatego tak, uważam, że niektórym zdecydowanie przydałoby się trochę ogłady i pokory.

.to nie jest wpis sponsorowany!

Wpisy (nie) sponsorowane… I tu również trochę sama sobie jestem winna, może właśnie dlatego o tym wspominam, bo zdarzyło mi się raz na to naciąć – zabezpieczyłam się na coś, co mogło w ogóle nie nastąpić. Tłumaczymy się – często zupełnie bez powodu. Odnoszę wrażenie, że blogosfera jest tak przewrażliwiona na punkcie wpisów sponsorowanych (zarówno tych realnie opłaconych, jak i tych wyłącznie w teorii czytelników), że wielu blogerów, publikując tekst na temat jakiegoś produktu / marki, z której korzystają i chcieliby się tym podzielić, polecając ją swoim czytelnikom, asekuracyjnie zaznacza, że to wcale nie jest wpis sponsorowany, a wyłącznie ich szczera opinia. To trochę jak obawa przed osądem, że jak kogoś polecamy, to na pewno czerpiemy z tego korzyści materialne i to już zaczyna zakrawać o lekki obłęd, bo przecież… wracając do początku – bloger powinien być subiektywny, inaczej po co nam blogi? Choć z drugiej strony – gdyby każdy bloger (bez wyjątku) był w 100% szczery ze swoimi czytelnikami i każdorazowo zaznaczał, który wpis jest sponsorowany, może nie dochodziłoby do takich anomalii.

Wiem, że jest to temat, który może wzbudzać skrajne opinie, ostatecznie… jest to subiektywne odczucie, dlatego tym bardziej ciekawi mnie, jak Wy postrzegacie te kwestie, a może są jeszcze inne, które kolą znacznie bardziej, a dziwnym przypadkiem nieustannie się o nich milczy? Jestem ciekawa Waszego zdania.

Photo: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com

Total
0
Shares
Komentarze: 24
  1. Mnie osobiście irytuje sytuacja kiedy bloger mówiąc o drogich produktach zachowuje się tak jakby było tu zupełnie bez znaczeniai jakby każdy mógł sobie na nie pozwolić. Oczywistym jest że przy odpowiednich zarobkach podnosimy nasz standard ale nie nie sprowadzajmy tego do normy, bo jednak dla szerokiej grupy odbiorców są to produkty niosiągalne co nie znaczy że nie fajnie móc je poznawać. Mam nadz że udało mi się uchwycić istotę moich odczuć.

  2. Blog musi być subiektywny, jednak czasem wydaje mi się, że niektórzy blogerzy próbują być na siłę kontrowersyjni, chcą błysnąć opinią inną niż wszystkie – wydaje mi się to bardzo sztuczne i nieprawdziwe.

  3. Masz wieeeele racji. Szczególnie o tych komentarzach. Chcesz coś przekazać ludzkości, jakąś ważną myśl a tu pytanie o to jak długo gotowałaś owsiankę, którą obfotografowałaś i wrzuciłaś na insta 3 dni temu :D Bezsensu :)

  4. Być może wynika to z mojego szperania w różnych, dziwnych częściach Internetu, ale uwagi na temat tzw. offtopów w komentarzach wywołały u mnie wyłącznie wzruszenie ramion. Inny komentarz zaś, o tym jak bezczelny użytkownik śmiał wytykać biednej autorce złe działanie bloga na ogniolisie, automatycznie skłonił do przerwócenia oczami.

    Doprawdy, czy to jest aż taki problem? Rozumiem, że zapytanie o krzesło z antycznego wpisu wymaga od blogera wyjścia ze stanu zdziwienia, a następnie przekopania się przez swoje archiwum, by odnaleźć wspomniany wpis… Co jest mniej lub bardziej problematyczne. Jednakże, komentarz na temat, że brak polskich znaków w przeglądarce nie powinien nikogo oburzać, ba, autor zamiast bezsensownie i małostkowo irytować się powinien stwierdzić “ok, dzięki!” i po prostu wziąć tu pod uwagę. Jakby nie patrzeć, wpisy są właśnie dla czytelników i sytuacja, gdzie brakuje polskich znaków jest raczej cenną informacją. Nie rozumiem takiego oburzonego podejścia, ot.

    Kwestia “pomyj” jest bardziej interesująca. Gdzie powinna leżeć granica, której bloger nie powinien przekraczać? Czy jeśli jeden wpis ma nieść pomoc komuś innemu (wszelakie akcje charytatywne), to czy inny nie może pomóc blogerowi załatwić jego własnej sprawy? Ostatecznie to jednak czytelnik bedzie tutaj sędzią, aprobując (lub nie) takie akcje autora, dla siebie stwierdzi czy autorytet blogera został odpowiednio wykorzystany. Na całe szczęście nikt nie zmusza Was do czytania takich rzeczy, prawda?

  5. Super wpis! Niestety zawsze znajdzie się ktoś taki kto nie wiadomo po co i dlaczego wrzucił komentarz. Fajnie – jeśli jest to jakaś konstruktywna krytyka.. gorzej jak nie. Później ty się przejmujesz.. a tamci po 5 minutach nawet nie pamiętają o tym.. ale co zrobisz. xxx

  6. Blogosfera moim zdaniem powinna być przeznaczona jedynie dla tych, którzy czerpią z niej jakieś korzyści. To powinni być nasi docelowy czytelnicy, którzy chcemy, aby nas czytali. To z nimi chcemy podzielić się dobrą książką, którą przeczytaliśmy, smakami jakie poznaliśmy, miejscami, które mogliśmy zobaczyć. To dlatego prowadzimy blogi, bo chcemy opowiadać o rzeczach, które interesują nas, ale i które zainteresują ludzi w jakimś stopniu podobnych do nas – przynajmniej w niektórych kwestiach. Blogosfera jednak to miejsce, gdzie wiele osób wylewa swoje frustracje. Nie możesz być ładna, bo z pewnością zaraz ktoś wytknie Ci zbyt wąską górną wargę, nie możesz mieć zbyt dużo kasy – bo jak to tak, że kogoś stać na torebkę MK, a tamtego nie, wyjazdy zagraniczne – na pewno w głowie się poprzewracało, a jeśli polecisz jakiś produkt, to na pewno nie dlatego, że jest po prostu dobry – na pewno jest okropny, a Ty dostałaś mnóstwo kasy, żeby napisać nieprawdę. I za to właśnie nie lubię blogosfery. Różnice zdań – tak, konstruktywna krytyka – okej. To wciąż mnie boli, ciągle się przyzwyczajam i mam nadzieję poznawać i przyciągać wszystko to, co pozytywne, bo o to w tym wszystkim chodzi. :)

  7. Bardzo ciekawe uwagi. Jeśli chodzi o postawę roszczeniową, to wydaje mi się, że dużo większą można zaobserwować u blogerów. Pewnie jest to zależne od tego jakie osoby się czyta/ogląda, ale tam wszelkie publiczne reklamacje są na porządku dziennym. I dotyczą dosłownie wszystkiego: zbitej lampy przez kuriera, złego odbioru telewizji cyfrowej, niespełniającego oczekiwań sprzętu domowego.

    PS. Też ogromnie cenie sobie subiektywizm w blogosferze. I choć wiem, że niektórych to drażni, ale staram się tworzyć wpisy, które zawierają wyłącznie moją własną opinię na dany temat. W końcu tworzymy WŁASNE miejsce w sieci. Musi się czymś wyróżniać ;)

  8. Amen to that:). Blogi “muszą” być subiektywne, inaczej tracą moje zainteresowanie. Przyznaję, nad kilkoma wpisami się zastanawiałam bo może ktoś uzna, że przesadziłam i nikogo nie będzie na to stać, potem jednak przyszedł rozum do głowy i wpisy powstały, bo to są rzeczy które ja lubię, które chce pokazać innym i może kiedyś kupię sobie lampę od Jonathana Adlera. A wpisy sponsorowane? Gdyby marka czy sklep który uwielbiam i mam wiele rzeczy od nich w domu zaproponował taki wpis to jestem na tak, ale wpis dla samego wpisu i zarobku trochę słabo. Lubię blogerów, którzy jawnie się do tego przyznają że wpisy są sponsorowane ale to są blogerzy, u których rzeczywiście widzę te produkty i te marki.

  9. Zgadzam się, zwłaszcza z dwoma ostatnimi punktami.
    Ja na swoim blogu kiedy coś jest fajne i godne polecenia to polecam. Być może nie mam z tym problemu ponieważ mimo wielu lat prowadzenia bloga nie mam sponsorów i po prostu to co jest fajne, ciekawe to wychodzę z założenia, że warto polecić ot tak.
    Co do wpisów sponsorowanych to odnoszę wrażenie, że już co niektórym się w dupach przewraca. Najpierw deklaracje typu “nie będę reklamować nic czego bym sam nie użył” a ostatnio u kilkorga obserwuję “testy” z używania smartfonów Huwawei, po czym po “teście” i wpisie wracają do swoich ukochanych iPhone’ów. Rodzi się pytanie czy jest na świecie telefon, dla którego bloger pozbył by się swojego ukochanego iPhone’a? Czy to tylko lipa na zasadzie ściemniam, że testuję, dodam wpis, wezmę kasę a tak na prawdę w życiu bym tego badziewia nie użył?

  10. Sama raz trochę napisałam o jednej z firm na blogu, ale nie był to typowy hejterski post czy pretensja i nie napisanie jak sprawa się rozwiązała. Pisząc jednak tamto uważałam, że konsumentowi się należy dlatego to powstało, ale widać że teraz wyszło, że blogerce się należało. Śmieszą mnie też te podpisy, że coś nie jest wpisem sponsorowanym. Rozumiem oznaczać to kiedy tak jest, ale w druga stronę? Wydaje mi się to tak strasznie żałosne, a znam kilka blogerów, którzy to robią. Ale tu ludzie coraz częściej to wytykają i pokazują brak akceptacji jak czytam potem w komentarzach.

  11. Moim największym blogowym grzechem było właśnie asekuracyjne zachowanie. Nie poruszałam tematów, o których chciałabym napisać, ponieważ wydawały mi się zbyt błahe lub za mało ‘ambitne’. Innym powodem była przezorność. Nie chciałam wdawać się w zbędne dyskusje. Zwłaszcza na moim blogu. Wiedząc, że za chwilę pojawią się komentarze ‘to nie jest dla każdego’.
    Z drugą anomalią radzę sobie w jeden sposób- namiętnie kasuje każdy podobny komentarz.
    Roszczeniowej postawy u blogerów zupełnie nie popieram. Tak samo jak podobnej postawy u czytelników. Przede wszystkim podobne zachowanie jest dla mnie wynikiem braku kultury.
    Poza tym męczy mnie w blogosferze schematyczność, powtarzalność. Zbędna wulgarność. Niedbałość. Wszystko to co sprawia, że jest coraz mniej blogów, które śledzę regularnie.
    Mam nadzieję, że coraz więcej blogerów zyska świadomość tego, że blog jest odzwierciedleniem nich samych. To miejscu, w którym powinniśmy się realizować. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

    1. Nieco pocieszająca jest myśl, że nie tylko ja mam podobne rozterki względem “błahych” tematów bądź tych “mało ambitnych”. Ale nie ukrywam, że to element, który chcę w sobie zwalczyć w nadchodzącym czasie, jako że bardzo mnie ogranicza na własnym blogu. Zdaję sobie sprawę, że w najgorszym razie może to spowodować odejście niektórych czytelników, ale chcę otworzyć się na samą siebie i pisać o tym, o czym naprawdę bym chciała, a nie tylko wybiórczo, o tym, co akurat może się przydać. Jeżeli nie będę pisała również z myślą o sobie – moje treści nikogo nie ruszą, bo nie będą prawdziwe.

  12. Zadziwiają mnie te komentarze nie na temat. Szczególnie, gdy jeden bloger zostawia taką treść u innego. To dokładnie to samo co: “Super tekst, zapraszam do mnie!”. Przyznam szczerze, że gdy tekst nie wzbudza we mnie jakiejś refleksji to po prostu go nie komentuje, mimo iż przeczytałam. Choć wiem jak ważne są dla blogera komentarze. Ale chyba nie o takie “na siłę” chodzi. Nie tak dawno ktoś zostawił u mnie mniej-więcej taką treść: “Cześć, znalazłem Cię szukając recenzji tej książki, mi się nie podoba o czym możesz przeczytać tutaj: i.adres.bloga”. Najpierw usunęłam adres z komentarza, potem go zatwierdziłam, a następnie zwróciłam tej osobie delikatnie uwagę, że chyba nie o to chodzi w komentowaniu. Nie zrozumiał. A przecież wystarczyłoby kilka rzeczy wypunktować – czemu się nie podobało, odnieść się trochę do tego co ja napisałam i na koniec dodać, że sam też o tym niedawno pisał. Wtedy zajrzałabym z ciekawością (i pewnie nie tylko ja), a tak od razu mnie zniechęcił…

  13. Super wpis! Zgadzam się z każdym punktem. Czepianie się praktyczności jest również bezsensu z tego powodu, że przecież magazyny dla kobiet tworząc listy rzeczy, które warto kupić również często pokazują produkty z wyższej półki. Gazetka kosztuje piątaka, a sukienki, które poleca 700 złotych, ale jakoś nikt się tego nie czepia. :)

  14. Bardzo dobrze napisane :) Ja również uważam, że blog musi być subiektywny, podobnie jak i podoba mi się zasada: nie wszystko musi być dla wszystkich – ja wiem, że czasami trudno się z tym pogodzić, no ale właśnie… Torebki (weźmy już przytoczony przykład) MK nie są dla wszystkich. I bardzo dobrze!
    I co do wpisów sponsorowanych, mam takie wrażenie, jak sponsorowane, to zapłacone, to znaczy, że niekoniecznie szczere – ktoś zapłacił za pochwały, chwalę. A czyż nie byłoby pięknie, gdyby przyjmowane były oferty tylko tych sponsorów, do których ma się faktyczne przekonanie?

    1. Przyznam Ci się szczerze, że do tej pory nie podejmowałam współpracy właśnie ze względu na moje przekonania i tematykę bloga. Propozycji może nie było wiele, ale tym większe ma to dla mnie znaczenie, bo postanowiłam nie podejmować żadnych wspólnych działań dopóki marka albo produkt, nie będą zgodne zarówno ze mną jak i rzecz jasna blogiem – naprawdę zależy mi na szczerości, w dzisiejszych czasach to niestety bardzo naiwne, jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, bym akurat w tej jednej kwestii tkwiła w tej naiwności – przynajmniej będę się lepiej czuła ze sobą i w stosunku do Was. Zarabianie na blogu nie jest dla mnie rzeczą priorytetową, nie po to on powstał.

  15. Czym więcej widzę, tym częściej jestem pewna, że bycie sławnym blogerem to ciężko kawałek chleba. Wieczne pretensje, nadinterpretowanie wpisów, rosnące oczekiwania…Chyba ciężko w tym świecie pozostać do końca sobą?

    1. Społeczeństwo zbyt rzadko próbuje naprawdę zrozumieć, przecież tak łatwo napisać w sieci chociażby hejterski komentarz, po czym wrócić do oglądania TV, nie myśląc, że po drugiej stronie są również żywi ludzie, którzy mają w sobie uczucia i emocje. Mało kto myśli o ogromnych pokładach czasu i zaangażowaniu, które są nieodłączną częścią blogowania.

  16. Bardzo dobry tekst! Wielu czytelników zapomina, że blog to miejsce na osobiste poglądy prowadzącego i nie zawsze każdy musi się z nimi zgadzać. Co do wpisów (nie) sponsorowanych – niestety do blogerów coraz bardziej przywiera łatka chodzących reklam, które nie polecają już niczego, jeśli nie dostaną za to kasy :(

  17. Ostatnio dostałam u siebie komentarz kompletnie z dupy. W sensie napisałam o związkach i parę osób się do tego odniosło, aż nagle jedna osoba dowaliła się do moich odnośników i do tego, że ogonki się nie wyświetlają w Firefox’ie. Niby okej, coś zauważyła i coś mi przekazała… Ale to trochę irytujące- tak jak wspominałaś w przypadku komentarzy pod zupełnie innym postem z pytaniem o krzesło sprzed 5 lat. Kompletna ignorancja.
    I zgadzam się z każdym słowem odnośnie wiadra pomyj. Ja zawsze czuję niesmak do takich wpisów i szybko odnajduję krzyżyk w górnym rogu. Nie po to wchodzę na blogi, żeby kąpać się w czyimś jadzie. Chcę zobaczyć coś pięknego, inspirującego – a nie dołującego i irytującego. Ale nie wiem, niektórzy chyba tylko mają potrzebę dać sobie upust złym emocjom. Rozumiem, bo też czasami mnie poniesie. Ale generalnie szukam w blogosferze, tego co dobre i dodające pozytywnej energii. Dlatego lubię zaglądać do Ciebie ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisy, które mogą Cię zainteresować