Z cyklu moich zrywów powstańczych – zakasałam rękawy, by zrobić porządki na twardym dysku, o zgrozo! I zajrzałam nawet do mrocznych otchłani archiwum aplikacji Notes.  Co tam znalazłam? Przy okazji wymiany mojego dotychczasowego laptopa na nowy, uznałam, że nie odpalę całej zawartości z Time Machine (TM to aplikacja tworząca kopię zapasową zawartości MacBooka), co w normalnych okolicznościach pewnie bym uczyniła, ale zależało mi na świeżym starcie, bez przenoszenia całego śmietnika, jaki sobie niefortunnie uczyniłam w systemie przez ostatnie dwa lata.

Nie przepadam za sprzątaniem, przyznaję, ale o wiele lepiej się czuję, gdy już się za to zabiorę, a już najlepiej – gdy uda mi się to „wyzwanie” ukończyć. Efekt samopoczucia: awesome!, od razu +10 do poczucia przestrzeni. Podobnie jest z dokumentami, czy zawartością dysku komputera. Niestety takie zmiany wymagają ode mnie zrywów powstańczych, aczkolwiek na szczęście zdarzają mi się.

.no to może by tak od nowa?

Tak właśnie było tym razem – chciałam świeżego start-up’u – więc go sobie wzięłam. Postanowiłam zrobić gruntowne porządki w starych plikach, zanim zdecydowałam się skopiować te, które były mi niezbędne. I tym sposobem trafiłam w ciemne i mroczne otchłanie mojego archiwum aplikacji „Notes”. Notes oznaczają u mnie, jakby to ująć… – wszystko? Dosłownie. Używam tej aplikacji do wszystkiego, od list zakupów, przez te to-do (pomimo innej używanej appki jaką jest Reminders), różnego rodzaju wyliczenia / rozliczenia, fragmenty kodów HTML, CSS (a później dojdź do tego, który wycinek dotyczył czego), projekty wpisów na blog, inspiracje, numery kont, kończąc na bieżących notatkach (z racji tego, że jestem osobą, która nigdy nie nosi przy sobie notatnika czy kalendarza, a zeszyt na studiach mam jeden do wszystkich przedmiotów – na rok). Synchronizacja iPhone i iPada z MacBookiem całkowicie mnie rozleniwiła, aż mi wstyd, bo naprawdę uwielbiam pisać długopisami, to takie normalne. Ciągle się tłumaczę tym, że nie znalazłam kalendarza/notatnika z cyklu: idealny. A przecież wystarczy sobie taki zrobić, co zresztą uczyniła Alina na swoim blogu: DesignYourLife. Pomysł – genialny, gdyby tak tylko usiąść i się za to zabrać…

.do rzeczy wreszcie!

Wracając – bieżące notatki. I tu wypadałoby nawiązać w końcu do celu tego wpisu, czyli do tego, co tam takiego znalazłam. Muszę popracować nad kompresowaniem własnych myśli, ten wstęp jest przerażająco długi.

Kilka miesięcy temu, uczestnicząc w jednym ze spotkań MeetPRO (spotkania entuzjastów rozwoju osobistego), gościem specjalnym, a tym samym prelegentem, był Wojciech Paździor – coach kariery, trener, konsultant, który specjalizuje się właśnie w rozwoju osobistym. Podczas jego prezentacji pojawił się slajd, który sprawił, że kilka aparatów poszybowało w górę, ja jednak wolałam to spisać (poniekąd, bo nie miałam przecież nic do pisania – wtedy właśnie Notes rozwiązało mój problem).

.analiza przyszłości

Slajd dotyczył analizy swojego przyszłego „ja”. Obiecałam sobie po powrocie do domu usiąść do tego i dokładnie przemyśleć dalszą ścieżkę swojego rozwoju. Czego ja tak właściwie w życiu chcę, gdzie zamierzam się znaleźć za rok, za 5, 10 lat. Kim będę, co zrobię, jak ma wyglądać moja kariera, co chciałabym osiągnąć. Osobiście jest mi niezwykle trudno odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania tak po prostu, na szybko w głowie. Wpadłam więc na pomysł, żeby jednak poprowadzić jakiś notatnik z rozwoju osobistego, do którego mogłabym cyklicznie wracać, śledzić progress. Jak do tej pory mi to nie wyszło, jednak odnajdując tę notatkę nabrałam ponownego zapału do realizacji pierwotnego planu. Wyznaję zasadę, że jeżeli sama nie zadbam o dokładny kierunek swojej przyszłości, mogę się ogarnąć nieco zbyt późno, a wtedy żałować pewnych niedokonanych… a właściwie podjętych decyzji, nawet, jeśli oznaczały bierność. To w końcu również nasz wybór – nikt nie zmusza nas do stania w miejscu.

Wklejam to co zanotowałam ze slajdu Wojtka, lekko redagując, aby było łatwiejsze do rozszyfrowania, bez komentarza autora, który wtedy wszystkie te krótkie hasła rozwijał na miejscu.

Ludzie: Jakim typem ludzi chciałbyś się otaczać? Jaki chciałbyś mieć wpływ na innych?

Prywatność: Gdzie chciałbyś mieszkać/żyć? Jak spędzałbyś wolny czas? Co chciałbyś przeżyć w swoim życiu? A co posiadać (z rzeczy materialnych)?

Rozwój osobisty: W jakim kierunku chciałbyś się rozwinąć? Jakie sukcesy chciałbyś osiągnąć?

Praca: Oczekiwana forma pracy: Pożądany wymiar czasu pracy: Jaki rodzaj projektów Cię interesuje? Ile chciałbyś zarabiać? Gdzie chciałbyś pracować? Twój preferowany styl zarządzania: Jaką chciałbyś mieć atmosferę w miejscu pracy:

Bywa, że wystarczy mały krok, by zapoczątkować lawinę. Ja osobiście zaczynam od podstaw – określam czego chcę. To pozwala mi skierować kolejne kroki tak, abym coraz bardziej i bardziej zbliżała się do realizacji określonych celów. Ciężko iść przed siebie nie wiedząc dokąd się zmierza – obieram więc świadomy kurs.

Photo: Flickr.com (CC)

3 odpowiedzi

Odpowiedz

To bardzo dobre podejście! Nikt nas nie zmusza do bierności – święta racja :) Od jakiegoś czasu również chcę kreować swoje życie. Mamy na nie duży wpływ, wbrew pozorom :)

Odpowiedz

To ja moze zaczne…;) takie cwiczenie, a co…
1.otaczam sie pozytywnymi ludzmi, ktorzy chca budowac swe marzenia i dzialac kreatywnie, inspiruje ich i dziele sie radoscia. Odwiedzam rodzine kiedy chce, a nie raz na ruski rok.
2.mieszkam w pieknym londynskim mieszkaniu z kims, kogo kocham i psem, ktorego kocham. Moze dwoma. Posiadam…erm…szafe. Szafa jest dobra. Wanna by sie przydala…Chociaz prysznic tez jest spoko. i takie tam. Przezywam…hmm…Ciekawe eventy z ogromna iloscia ludzi. Jest inspirujaco.
3.Pisze ksiazke, osiagam sukces w pisaniu i mediach. Chcialabym utrzymywac sie z tego, co kocham, bez kompromisow i marnowania czasu na prace z beznadziejnymi ludzmi. Stac mnie na zaopiekowanie sie rodzina i psem. I podroze. Male i duze.
4. O, to troche juz napisalam. Chce byc milionerka. Teoretycznie jeden milion wystarczy. Czego? No nech beda funty. Brytyjskie. Rodzina i pies. To wazne. Robic to, co sie kocha, nienormowane godziny pracy, niejedno miejsce pracy, najlepiej niech bedzie to praca z ludzmi lub coffee shop. Mam na mysli siedzenie w kacie i blogowanie; Czasem Krakow, czasem Warszawa. Czasem Tajlandia. Why not. Ahhhh….

Odpowiedz

Mam szczerą nadzieję, że zrobisz wszystko, by osiągnąć swoje cele i wytrwać w podjętych już postanowieniach :) Zainteresowałaś mnie książką i blogiem, uchylisz nieco więcej rąbka tajemnicy? :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.