Blogowanie

Czy Ty też lajkujesz z grzeczności?

Temat mało przyjemny, niewygodny, może nawet trochę tabu – nie tylko w blogosferze. Wychodzę jednak z założenia, że bloger, który jest obiektywny, to słaby bloger. Obiektywizm pozostawmy mediom, blogi są podwórkiem, które tworzymy my sami – autorzy, mający swoje własne opinie, dlatego darujmy sobie bezpieczne, neutralne stanowiska.

.stary, znajomemu pożałujesz?

Czy zdarzyło Wam się kiedyś kliknąć like/follow wyłącznie z grzeczności, bo bliski (lub nie, to akurat bez znaczenia) znajomy zaprosił Was do polubienia jego strony? Pójdźmy krok dalej. Załóżmy, że zaprosił Was do polubienia po tym, jak Wy sami nieco wcześniej wysłaliście mu podobne zaproszenie, z tym, że temat przewodni jego witryny skrajnie mija się z Waszymi zainteresowaniami – po tym jednak trochę łyso tak po prostu go zignorować. No to like

.hej, wczoraj się poznaliśmy!

Inna sytuacja, poznajecie kogoś na wydarzeniu branżowym, świetnie Wam się rozmawia, może nawet oboje piszecie blogi lub prowadzicie strony. Nowo poznany rozmówca już następnego dnia zaprasza Was do znajomych, w pakiecie polubił też Wasz fanpage, może skomentował kilka wpisów. Wypadałoby się odwdzięczyć. Pojawia się jednak mała komplikacja – jego blog kompletnie do Was nie trafia, do tego stopnia, że porównujecie sytuację np. do mężczyzn, którzy mieliby zacząć komentować wpisy o pomadkach albo lakierach do paznokci – trochę słabo, nie? Ale co zrobić? No to like

.like to tylko like, nic nie kosztuje, prawda? ale.

OK, więc zrobiliście to, bo wypada. Nawet zaczęliście śledzić go na Facebooku bądź Instagramie, Twittera zignorujmy, jako, że wciąż mało kto zwraca na niego uwagę. Like to tylko like, prawda? Nic nieznaczące kliknięcie, które drugiej osobie może zrobić dobrze, a Was nie kosztuje praktycznie nic. Automatycznie zaczynacie widzieć bieżące aktualności z polubionego konta. Mija dzień za dniem, w pewnym momencie zdajecie sobie sprawę, że te treści w ogóle Was nie interesują, bo ani nie pokrywają się z Waszymi zainteresowaniami, a na domiar złego – chwilami zaczynają wręcz drażnić. W normalnych okolicznościach, gdyby to był pierwszy lepszy fanpage – usunęlibyście go z listy, czyż nie? Proste. A w tej sytuacji? Ukrywacie aktualności? Pewnie tak. Akurat to dosyć częsty zabieg, zwłaszcza w przypadku prywatnych znajomych, bo z reguły to właśnie robimy (bezwzględnie, gdy dana osoba publikuje posty na tablicy z częstotliwością: 10/dzień, gdzie większość dotyczy jedzenia, jej/jego misiaczka/żabki, bądź rozstania, emocjonalnego ekshibicjonizmu i maltretowanych dzieci/zwierząt – dla przypomnienia: średnia aktualizacja co 1,5 godziny), w końcu to realna znajomość, a wyrzucanie z kontaktów było modne w gimnazjum – i tak w kółko.

Czy_lajkujesz_z_grzeczności

.znajomi blogerzy – czy cokolwiek wypada?

No dobrze, a co z tymi, których obserwujemy z grzeczności? Drażliwy temat, bo weźmy pod lupę blogosferę. To tylko aktualności, mało znaczący like, jaką nam robią różnicę dwie aktualności więcej, dajmy spokój, dzięki temu ktoś, kogo poznaliśmy, będzie miał więcej fanów. A jednak te newsy wchodzą nam lekko na nerwy. Obrazki na Instagramie słabej jakości, pokazujące mało apetyczny fragment jedzenia, skarpetki, na odwal zrobione zdjęcie butów albo tysięczne selfie… i zaczyna uwierać. Osobiście, gdybym nie znała – usunęłabym bez mrugnięcia, jako, że lubię dobrą i interesującą mnie treść oraz jakość – ale jednak znam. Czy to właśnie stąd to dyskomfortowe uczucie? Może nawet lekkie ukłucie winy? Obawa przed czym? Irracjonalne.

.komentarze, transakcja wymienna

Dalej mamy komentarze. W blogosferze istnieje przekonanie, że aby zdobyć nowych czytelników, warto pozostawiać dobre jakościowo komentarze na innych blogach, wtedy istnieje duża szansa, że czytelnik, który czyta innego autora, o tematyce zbliżonej do naszej, w końcu jakoś do nas trafi. Świetny wpis o komentowaniu przeczytacie na blogu Lepsza wersja siebie. Wracając: dostaliśmy komentarz. Gdy zaczynamy w blogosferze, pierwsze co robimy – odwdzięczamy się. I tym samym wpadamy w pętlę. Gdy wycofujemy się z tego układu, bo uznajemy, że nie mamy już tyle czasu, by czytać wszystkie blogi tego świata i odwdzięczać się każdemu – „tracimy czytelnika”. Nierzadko okazuje się, że była to tylko transakcja wymienna, o której niestety nie mieliśmy pojęcia.

.darujmy sobie grzeczności

Pisząc to, możliwe, że wychodzę na pierwszy strzał, ale naprawdę nie zależy mi, aby ktoś robił mi uprzejmość, bo „tak wypada”. Sama komentuję, gdy chcę coś przekazać, czasem jest to pierdoła, ale że mam taką potrzebę to piszę kilka słów, czasami jest to głębsza myśl, chęć wyrażenia swojej opinii, więc motywy są klarowne. Złapałam się jednak na tym, że zaglądam na wiele blogów z powodu znajomości lub zwykłej uprzejmości, a nie interesujących mnie treści (najczęściej dlatego, że tematyka jest w zupełnie w innym klimacie, weźmy na przykład blogi urodowem parentingowe, finansowe, czy chociażby z zakresu technologii). Codzienny przegląd zajmuje wbrew pozorom całkiem sporo czasu, przez co brakuje mi go później chociażby na szukanie blogów, które faktycznie mogłyby trafić w moje potrzeby.

Ale czy to wszystko jest powodem, aby strzelić fochem, urwać znajomość? Absolutnie nie! To, że pracujemy w innych miejscach nie oznacza, że nie możemy rozmawiać; fakt, że oboje piszemy nie oznacza, że musimy siebie wzajemnie czytać – każdy ma inne pasje, nie zmuszajmy się do czegokolwiek z irracjonalnych powodów, zwłaszcza, że szanujący się autor powinien wziąć to na klatę, niezależnie od zażyłości – każdy ma inne zainteresowania, uszanujmy to. Moja przyjaciółka kiedyś powiedziała mi wprost: Ada, czytam blogi, ale o innej tematyce, nie gniewaj się. Do dziś jestem jej wdzięczna za tę szczerość, naprawdę.

Kończąc, mam do Was prośbę – nie chcę uprzejmości, jeżeli treści, które piszę nie trafiają do Was, nie zaglądajcie, nie komentujecie, nie lajkujcie. Blogi są świetnymi umilaczami czasu, darujmy sobie uprzejmości, gdy możemy te kilka dodatkowych minut poświęcić czemuś, co naprawdę nas kręci! :) Wszyscy będziemy wtedy zdrowsi i bez poczucia wyimaginowanego poczucia obowiązku.

A wracając do pytania, skoro jeszcze tutaj jesteście – czy zdarzyło Wam się to kiedyś…? :)

Photo: Creative Commons license (CC0) – kaboompics.com; unsplash.com

Wpisy, które mogą Cię zainteresować

41 komentarzy

  • Reply
    Home Things
    Marzec 9, 2017 at 08:01

    Oj zdarzyło się i to nie raz. Co gorsza, parę razy pod krótkim komentarzem zostawiałam tekst typu ‘zapraszam do mnie…’ i tu pojawiaj się link do mojego bloga : to było słabe. No ale takie marne są początki, człowiek się uczy :)

  • Reply
    dobrowolna prostota- jak żyć prościej i świadomiej w stylu slow life
    Listopad 17, 2016 at 10:53

    […] Ogranicz w miarę możliwości liczbę bodźców, która do Ciebie napływa. Skrupulatnie staram się wybierać treści, które czytam. Nie jest to łatwe. W końcu bycie blogerem w dużej mierze polega na poszukiwaniu informacji. Zwłaszcza, gdy aspirujemy do bycia tastemakerem. Tematy nie pojawiają się znikąd. To czasem efekt kilkudniowych poszukiwań. Mimo wszystko można znaleźć w tym wszystkim równowagę. Świetnie ujęła ten temat Alabasterfox, poruszając temat grzecznościowych polubień. […]

  • Reply
    paulina
    Lipiec 4, 2015 at 22:00

    Czy pierwszym i niezbędnym czynnikiem nie powinno być pytanie o szczerość wobec samego siebie? Jeśli coś mnie nie interesuje, jeśli nie identyfikuję się z tym, nie podoba mi się zdjęcie to po co mam dać lajka? Klikając kciuk daję sygnał – podoba mi się, popieram, pisz dalej, fotografuj itp. Brak mojego lajka oznacza, że nie zgadzam się lub nie podoba mi się treść i świadczy o zwykłej higienie mojego otoczenia. Po co mam kliknąć lajk na fanpage, który będzie mnie drażnił? Przecież to fałszywe, nawet jeśli to znajomy. Po pierwsze trzeba żyć w zgodzie ze sobą żeby umieć żyć szczerze w społeczeństwie. Nie wyrzucę butelki po napoju na trawnik tylko dlatego, że poprosi mnie o to znajomy. A jeżeli moim znajomym lub czytelnikiem ma być ktoś kto mnie rozliczy z tego czy się z nim zgadzam to sorry, ale z tego pociągu wysiadam. Jeśli dostaję zaproszenie do polubienia strony to najpierw sprawdzam co na niej jest, a nie ignoruję z góry. Jeśli kogoś nie znam to nie będziemy znajomymi tylko dla lajka na fb bo po co?
    Nie mam problemu z nie klikaniem i nie mam też parcia na szkło żeby zebrać fanów na blogu. Nie potrzebuję martwych cyferek. Jeśli ktoś sam znajdzie, polubi i zostanie to to jest wartościowy fan, a jak jeszcze zostawi komentarz to wręcz zaszczyt. Ważniejsze jest wg szanowanie czytelnika i odpowiadanie na komentarze, bo ktoś kto go napisał nie pisał w kosmos tylko w konkretnej sprawie.

    ps. nie zaglądam do Kominka ani nie czytam Jego książek tylko dlatego, że robią to prawie wszyscy blogerzy. Nie odmawiam mu wiedzy i doświadczenia, ale to nie moja bajka. Nie idę po śladach jak koń dorożkarski tylko dlatego, że mówi tak Kominek. Poza tym skąd pewność, że tylko Jego rady są słuszne. Nie lepiej czasem pójść za własną intuicją i prowadzić bloga, klikać lajki zgodnie z własnym sumieniem?

    ps.2 bardzo cenię sobie tak szczere teksty jak Twój Adrianna. Dzięki, że pokazujesz że można.

  • Reply
    # dobrowolna prostota > Keep it simple.
    Czerwiec 30, 2015 at 18:54

    […] Ogranicz w miarę możliwości liczbę bodźców, która do Ciebie napływa. Skrupulatnie staram się wybierać treści, które czytam. Nie jest to łatwe. W końcu bycie blogerem w dużej mierze polega na poszukiwaniu informacji. Zwłaszcza, gdy aspirujemy do bycia tastemakerem. Tematy nie pojawiają się znikąd. To czasem efekt kilkudniowych poszukiwań. Mimo wszystko można znaleźć w tym wszystkim równowagę. Świetnie ujęła ten temat Alabasterfox, poruszając temat grzecznościowych polubień. […]

  • Reply
    Joanna Kloska
    Maj 12, 2015 at 15:16

    Coraz mniej czasu w tym życiu, coraz większy przesyt informacji, więc nie warto. Mimo to zdarza się każdemu.

    Często w życiu kierujemy się wzajemnością. Polecam ciekawy artykuł o tym: https://neuroperswazja.wordpress.com/2015/04/06/regula-wzajemnosci/.

  • Reply
    Chica Mala
    Maj 4, 2015 at 20:48

    Muszę przyznać, że zdarzało mi się tak robić. Chociaż może nie tyle z wdzięczności, ile bardziej z nadzieją na wzajemność. Wiesz, takie “jak ja mu/jej polajkuje, to może on/ona mi też”. Oduczyłam się jednak tego dawno temu, bo doszłam do wniosku, że to do niczego nie prowadzi. Po pierwsze przez to często miałam na fejsie treści, które zupełnie mnie nie interesowały. Po drugie niestety sporo też mnie wtedy kosztowało wymyślanie sensownych komentarzy. Teraz lajkuję i komentuję tylko to, co mi się podoba lub wiem, że mogę napisać coś z sensem :-)

  • Reply
    Ehdi Mars
    Kwiecień 21, 2015 at 10:32

    Zdarza mi się czasem lajkować z grzeczności, a bo koleżanka postawiła bloga, a bo zaprosiła, a wcześniej mnie dopingowała. Jednak coraz częściej gdy trafiam w jakieś miejsce klikam “like” wtedy gdy coś mi się podoba, gdy chwyta mnie za serce, gdy po prostu czuję sympatię do danej osoby. Fakt gdy zakładałam swój fanpage to zapraszałam znajomych do polubienia, część z nich się zaktywizowała, inni nie ale nie mam pretensji do tych, którym się nie podoba. Nie każdy musi lubić to co ja robię i odwrotnie.

  • Reply
    Konrad Boden
    Kwiecień 20, 2015 at 00:11

    Nigdy nie przeszło mi nawet przez myśl, by kogokolwiek prosić o lajki czy komentarze.

  • Reply
    Kasia
    Kwiecień 17, 2015 at 21:44

    Ja nie mam problemów z lajkowaniem tylko tego co mi się naprawdę podoba, co mnie naprawdę inspiruje. Mojego bloga póki co praktycznie nikt nie czyta ale rozwijam się dzięki niemu, ponieważ ćwiczę swój warsztat pisarski, uczę się robić zdjęcia (z tą jakością masz rację – byle czego na Insta jest masa, sama zastanawiam się nad usunięciem kilku swoich, bo wyszły źle, albo są naprawdę złej jakości, jednak wiem, że jakąś istotną część mojego życia pokazują i wolę by zostały :) a kolejne będą coraz lepsze), zapoznaję się z grafiką czy SEO. Tworzenie rozwija i nawet jak na początku coś jest słabe, nie znaczy, że z czasem nie może być lepsze – po prostu trzeba nad wszystkim odpowiednio długo pracować.

    Lubię Twój profil na Insta za przepiękne zdjęcia, w naprawdę cudnym minimalistyczno-pastelowo-bajkowym klimacie, a Twój blog i Ciebie za szczerość :) I lajkuję bo chcę – bo przecież nie muszę ;)

  • Reply
    Michał
    Kwiecień 12, 2015 at 21:45

    Ja już od dawna nie idę w coś takiego “jesteś znajomym to polub”. Ba, co więcej – wyrzucam ludzi, którzy mają z tym jakiś problem. Im czyściej, tym lepiej. Nie ma żadnego obowiązku niańczenia kogokolwiek lub lubienia dla samego faktu znania się.

  • Reply
    justmylife
    Kwiecień 11, 2015 at 13:37

    O nie, w bardzo złym świetle stawia mnie ten artykuł :P jak pisałam bloga to zostawialam komentarze, a teraz cisza. Wiedz za to, ze regularnie tu zaglądam i czytam! A co do lajkowania po przyjacielsku to ja tak mam ze zdjęciami dzieci znajomych. Moze to wredne, ale często mysle sobie ” o jezu ale brzydkie to dziecko” i lajk zeby nie bylo ze…no wlasnie sama nie wiem co

  • Reply
    Moje Ptysie Malinowe
    Kwiecień 11, 2015 at 07:20

    Początek fb to lajkowanie wszystkiego co tylko się pojawi. Ja tak miałam, myślałam że tak trzeba. Teraz to się zmienia i coraz częściej sprzątam na profilu, usuwam lub ukrywam. Przynajmniej nie przewijam bezsensownie aktualności, gdzie wyświetlają się miliony informacji zupełnie mi niepotrzebnych.

  • Reply
    Sylwia
    Kwiecień 8, 2015 at 09:52

    Mądry tekst. Niby większość z nas wie, że to nie do końca tak szczerze ten “lajk”, a jednak często dalej w to brniemy. Fajnie, kiedy zaczynami emocjonalnie dojrzewać do takiej zdrowej świadomości siebie, swoich potrzeb i potrafimy sami “łapać” takie zarazki w naszym zachowaniu. Jeśli potrafimy dokonywać jakiejś refleksji nad tym kim jesteśmy, a kogo w sobie kreujemy to można z tego wyciągać nieźle bogacące wewnętrznie wnioski :-)

    Pozdrawiam, blondynka-w-sieci.blogspot,com

  • Reply
    Kusterkowa
    Kwiecień 7, 2015 at 12:49

    Kiedyś lubiłam tysiące fanpagy – ostatnio systematycznie usuwam te, które mnie nie interesują. Stawiam na minimalizm, ponieważ chcę mieć szansę dotrzeć do treści, które faktycznie mnie interesują. Najbardziej irytuje mnie zawsze “zaproszenie do polubienia strony” – faktycznie mam wyrzuty sumienia, gdy odrzucam takie zaproszenie. Coś kuje, że może polubić, bo to koleżanka, ale trzeba pozostać asertywnym.

  • Reply
    Konrad Błaszak - Kondux
    Kwiecień 4, 2015 at 00:37

    Oj, żeby to raz :P Mam z milion polubionych fanpage i teraz powoli z tym walczę. Nie dodaję nowych, które mnie nie interesują, a będę też wywalać te co już mam. Podobnie staram się ogarnąć wszystkie konta na portalach społecznościowych. Bez żadnego podtekstu, mogę nawet lubić tą osobę, ale jak nie mam z nią kontaktu/nie czytam jej to odlajkowuję.

  • Reply
    asiaoasi
    Kwiecień 3, 2015 at 17:34

    ja mam wielki problem z dawaniem like’ów rzeczom, które do mnie nie trafiają. Taki wew. opór. Staram się tego nie robić przez szacunek dla ludzi, którzy szanują mnie i w jakimś stopniu polegają na mojej opinii. Moje prywatne Fb to tragedia, blogowy fanpage jeszcze gorzej. Ja nawet nie rozesłałam do znajomych info na fb, że bloga prowadzę, a powiedziałam o tym tylko garstce najlepszych. Kominka książki nie czytałam, ale wnioskuje że kariery w blogosferze nie zrobię :)

  • Reply
    Dagmara Piekutowska
    Kwiecień 3, 2015 at 12:59

    Zdarzyło mi się i niezwykle przytłaczało. Do czasu, gdy zaczęłam przykładać większą uwagę do treści, estetyki, która trafia do mnie każdego dnia. W ten sposób przeprowadziłam selekcję. Nie tylko dotyczy to blogosfery. Odnoszę to także do czytanych książek oraz oglądanych programów. Z tego powodu dużo lepiej mi z samą sobą. Dobrze jest żyć świadomie. Lajkować to co rzeczywiście nam się podoba. Obserwować osoby, które nas inspirują, ciekawią, motywują. Osobiście jestem szczególnie wrażliwa na estetykę. Zdarzało się, że treść wydawała mi się na tyle interesująca, by zostawić “like”, ale zdjęcie, strona oraz inne czyniki sprawiały, że nie mogłam na bieżąco śledzić danej osoby. Teraz uważam jedynie na to, by nie zamykać się na nowości i dalej nie robić niczego wbrew sobie.

    • Reply
      Adrianna Zielińska
      Kwiecień 7, 2015 at 12:56

      W tym co napisałaś, szczególnie ujęły mnie dwa zdania: “Dobrze jest żyć świadomie.” oraz “Obserwować osoby, które nas inspirują, ciekawią, motywują.”. Ktoś mógłby powiedzieć: bez przesady, mówimy tylko o lajkach, nie podnośmy tego do rangi wyższej, aniżeli adekwatna do zagadnienia; jednak bądź co bądź, nasze życie składa się właśnie z takich drobnych elementów, to maleńkie puzzle, które tworzą ogromną perspektywę. Dlatego tak, dobrze jest żyć świadomie w każdym, nawet najdrobniejszym aspekcie naszej codzienności.

      • Reply
        Dagmara Piekutowska
        Kwiecień 7, 2015 at 15:52

        Na dobrą sprawę przypomina to pewnego rodzaju dietę. Nie musi to dotyczyć wszystkich osób, ale selektywny dobór informacji, zawsze jest dla mnie na plusie :)

  • Reply
    Rara Avis
    Kwiecień 3, 2015 at 11:49

    Ada, czytam blogi, ale o innej tematyce, nie gniewaj się.- złoty tekst, naprawdę. Osoba nie mówi nam, że blog jej się nie podoba, ale, że jest niezgodny z jej zainteresowaniami, nic w tym złego przecież.

  • Reply
    Beata Redzimska
    Kwiecień 3, 2015 at 10:45

    Zainteresowal mnie wpis dlatego komentuje, ale czesto komentuje z grzecznosci bo w blogosferze wazne sa kontakty. Pisal o tym sam Kominek. Dopiero udostepniam cudze wpisy na swoim fan pagu gdy na prawde mnie przekonaly.Bo wtedy podpisuje sie pod nimi w pewnym sensie. Pozdrawiam serdecznie beata

    • Reply
      Adrianna Zielińska
      Kwiecień 3, 2015 at 11:58

      To prawda – dobre relacje są ważne i to nie tylko w blogosferze :) Za to “kontakty”, przynajmniej dla mnie – głównie w życiu zawodowym, tam faktycznie mogę się silić na grzeczności, bo wiem, że kiedyś mogą mi się przydać – bardzo pragmatyczne z mojej strony, dlatego w blogosferze nie chciałabym tak działać, ale wiadomo, to indywidualne podejście :)

      Nierzadko natomiast odnoszę wrażenie, że w polskiej blogosferze jest zbyt duże parcie na wypromowanie się i spora zachowawczość.
      Bardzo lubię Tomka Tomczyka, z jego książek pozyskałam ogrom przydatnej wiedzy, czytuję jego bloga, ale nie traktuję go jak boga blogosfery, chciałabym znaleźć swoją ścieżkę, zamiast podążać nieustannie za największymi, bo wtedy zawsze pozostanę kilka kroków z tyłu. On dał instrukcję, jak posługiwać się narzędziami, a co z tego wyrzeźbimy zależy już od nas. Jeżeli każdy będzie postępował tak samo, punkt w punkt – na końcu nikt się nie niczym nie wyróżni. Ale chyba trochę odbiegłam od tematu, bo to już kwestia stricte polskiej blogosfery, aniżeli tematu docelowego ;) Po prostu skłoniłaś mnie do refleksji pisząc: “Pisal o tym sam Kominek”.

  • Reply
    godspromoteme
    Kwiecień 3, 2015 at 08:27

    Oj zdarza sie, zdarza! Choć od jakiegoś czasu staram sie juz tak nie robić ( i wychodze na totalnego chama) to jednak bywało tak, ze like szedł tylko dlatego, ze znam kogos w realu, a pózniej miałam zaśmieconego wall’a. Na szczęście co jakiś czas przeprowadzam czystkę

  • Reply
    Justyna Rolka
    Kwiecień 3, 2015 at 06:13

    Oczywiście, że się zdarzyło, jestem w tej kwestii mało asertywna. Ciebie lalkuję zawsze z sympatii, taka forma byłaby idealna dla wszystkich polubień, jednak mam chyba za miękkie serducho.

  • Reply
    Monika Gagat
    Kwiecień 2, 2015 at 22:31

    We wcześniejszych etapach blogowania z kilka razy się zdarzyło.Teraz już raczej nie :)
    Czasami spotykam się z sytuacją, kiedy znajomy prosi mnie o polajkowanie nowego profilowego. Żałosne. Zaproszenia do gier / polubienia stron zwykle ignoruję :)

    • Reply
      Adrianna Zielińska
      Kwiecień 3, 2015 at 07:02

      W sensie – zdjęcia profilowego? Tego u mnie jeszcze nie grali! ;)

      • Reply
        Monika Gagat
        Kwiecień 3, 2015 at 07:29

        Serio? Mnie się to zdarzało bardzo często, głównie w gimnazjum. Po 10 minutach od zmiany profilowego dostawałam wiadomość typu “a gdzie lajk pod nowym zdjęciem?”

        • Reply
          Igor Mróz
          Kwiecień 5, 2015 at 07:14

          Z jednej strony chciałoby się puknąć w głowę. Ale z drugiej… kto wie, czy jakby internet byl powszechny jak chodzilem do liceum, to czy nie byloby tak samo…

          • Monika Gagat
            Kwiecień 5, 2015 at 15:02

            Nie żebym nie wierzyła w Twoje pokolenie, ale pewnie też tak by było :)

  • Reply
    Justyna Skowera | elare
    Kwiecień 2, 2015 at 22:06

    Może to trochę wredne, ale ja nie mam takich skrupułów. Jak coś mi przeszkadza, zalewa durnotami tablicę to cofam lajka i tyle. Z komentarzami bywa różnie, staram się zaglądać do moich komentujących, często zostawiam u nich komentarze, ale tylko wtedy kiedy mam coś do powiedzenia. Jeśli nic mnie nie zainteresuje, szablon na wejściu krzyczy “idź stąd”, zdjęcia słabe, treść jeszcze gorsza to naciskam krzyżyk. Za mało mam czasu, żeby tracić go na słabe rzeczy.

    • Reply
      Joschka Kreßler
      Kwiecień 2, 2015 at 22:08

      Całkowicie się z tym zgadzam! Sam co jakiś czas cofam lajki stron, które mi się i tak już nie pojawiają w newsfeedzie, bo przestały mnie interesować.

      • Reply
        Igor Mróz
        Kwiecień 3, 2015 at 11:15

        Jak wyżej, regularnie robie czystke. No może przesadzam nawet, bo zalozylem sobie “nie wiecej niz 80 osob w znajomych na FB”, podobnie czyszcze fanpage, ale… działa bez pudła, zdecydowanie mało mam tam syfu.

        • Reply
          Andanowa
          Kwiecień 3, 2015 at 11:21

          Przypomniało mi się jak na Gronie miałam 69 znajomych i nie pozwoliłam tej liczbie się zmienić. Wszyscy z którymi utrzymywałam tam jakieś kontakty doskonale o tym wiedzieli, więc jak miałam kogoś dodać to innego musiałam usunąć. Dzięki temu faktycznie miałam w swoim gronie tylko tych, z którymi aktualnie utrzymywałam kontakty. Ale tam ponad połowa osób to byli znajomi “wirtualni”, a na FB mam tylko tych, których znam z reala.

          • Igor Mróz
            Kwiecień 3, 2015 at 11:23

            Tylko ze kryterium z reala jest dyskusyjne, bo czesto to sa kontakty ktore juz dawno nie istnieja. Ba, sa ludzie co udaja ze cie nie widza w tramawaju, ale twardo macie sie na fejsie. Zostawiam tylko tych ze szkoły, rodzine i pare blizszych osob :-)

          • Andanowa
            Kwiecień 3, 2015 at 11:26

            Tak, tak, mam swoje wyznaczniki i co jakiś czas też robię czystki. ;) Raczej unikam kolekcjonowania Pokemonów…;) a, że od wielu lat obracam się w różnych środowiskach to trochę jest tych osób, z którymi “jakiś tam” kontakt nadal chciałoby się mieć. Na fb jest on po prostu łatwiejszy.

          • Igor Mróz
            Kwiecień 3, 2015 at 11:30

            :-) Ja tu troche oszukuje bo do takich kontaktow uzywam glownie linkedin: https://www.linkedin.com/profile/view?id=1972199 no i tam nakolekcjonowalem znajomych, fakt. Dzieki temu jednak udaje sie oddzielic siec od “kontaktow” od sieci od rzeczy prywatnych.

            Na pewno jednak zalezy to od specyfiki srodowiska, wiekszosc ludzi, jakich spotykam ma i uzywa LinkedIn :-)

          • Adrianna Zielińska
            Kwiecień 3, 2015 at 12:07

            “Ba, sa ludzie co udaja ze cie nie widza w tramawaju, ale twardo macie sie na fejsie” – jakie to prawdziwe ;) widzę, że nie tylko ja się spotykam z takim absurdem, dla mnie to wciąż fenomen, za to bawię się świetnie w takich sytuacjach, zwłaszcza, że to nie ja chowam twarz we własnych włosach i wlepiam ślepia w podłogę.

  • Reply
    Andanowa
    Kwiecień 2, 2015 at 22:04

    Zdarzyło się. :) Nie widzę nic złego w daniu “like” stronie, którą prowadzi mój znajomy – zdarzyło mi się zresztą prosić o to samo. Jednak nic na siłę. Jeśli faktycznie nijak ma się to do zainteresowań danej osoby – nie obrażę się jeśli nie da mi kciuka. Z drugiej strony fanpage są często platformą do promowania jakiś działań i np. prowadząc ciekawe (mam nadzieję;)) zajęcia dla dzieci poprosiłam nawet bezdzietnych znajomych o polubienie strony z dwóch powodów.
    1. Większe prawdopodobieństwo, że ktoś “obcy” polubi stronę, która ma 100 like’ów niż taką, która ma ich tylko 10. Z tego samego powodu like’uję raczkujące strony znajomych. :) żeby im trochę pomóc.
    2. Im więcej osób polubi, tym więcej osób zobaczy. Mam na fb ponad 500 znajomych. Każdy z nich ma pewnie przynajmniej 100. 500×100 daje 5000, więc większe prawdopodobieństwo, że moja usługa trafi do kogoś zainteresowanego. :)

    Nie jestem jednak za sztuczną uprzejmością. Szczególnie w blogosferze. Jeśli ktoś zostawia mi komentarz, po którym widać, że jest “na siłę” to ja nie chcę takiego komentarza. Raz na jakiś czas zaglądam do osób, które mnie komentują, ale jeśli treść nijak mi nie pasuje to nie zostawiam “zwrotnego”. Choć ze względu na pochłaniającą mnie pracę zawodową zazwyczaj robię tak, że najpierw piszę własny tekst, a zaraz po jego opublikowaniu odwiedzam blogi, które czytam. Po prostu wtedy mam czas dla blogowego światka. :)

    • Reply
      Adrianna Zielińska
      Kwiecień 3, 2015 at 06:59

      W sumie gdy tak wspomniałaś o działaniach na rzecz dzieci, przypomniało mi się kilka głośnych akcji, w których najpierw celem była pomoc dzieciom, a następnie, gdy fanpage uzyskał pokaźną liczbę followersów, sprzedano go prywatnej firmie. Takie akcje naprawdę ostudzają zapał, ale nie są regułą, o tyle dobrze :) Generalnie powiem tak – w tym co napisałaś jest sporo słuszności, pomoc, zwłaszcza na początku, jest bardzo budująca – o ile nie było na to ciśnienia bądź sztucznego wymuszenia. Mimo wszystko, gdy tematyka skrajnie odbiega od naszych zainteresowań (bo w sumie tylko takie fanpage miałam na myśli), pozostajemy niestety uśpionym obserwatorem. I później taka strona ma 1000 obserwujących, a przy statusie pojawia się kilka like’ów na krzyż, trochę to przykre, bo okazuje się, że nasza publiczność jest mało zainteresowana.
      Mój osobisty profil na Facebooku ma okrojoną liczbę znajomych – z lekko ponad 400 osób, Alabasterfox kliknęło może 25%, zaproszenie wysłałam pół roku temu wyłącznie raz, każdy podjął decyzję i szanuję to :) Dlatego bardzo się cieszę, gdy dochodzi mi ktoś nowy, bo wiem, że zrobił to, bo naprawdę chciał, a nie dlatego, że jestem jego koleżanką i chciał mi podnieść staty :)

      Niemniej jednak wszystko ma swoje plusy i minusy, trudno to wszystko wrzucić do jednego wora, bo jak wiemy – w każdym przypadku można znaleźć wyjątek od reguły :) Ale to właśnie jedna z tych rzeczy, którą uwielbiam w blogowaniu – możliwość podzielania się opinią i poznania innych, czasem zupełnie odmiennych :)

      • Reply
        Andanowa
        Kwiecień 3, 2015 at 11:16

        Trochę nie do końca zrozumiałyśmy się z tymi dziećmi. :) Miałam na myśli stronę usługi, która oferuje prowadzone przeze mnie, odpłatne zajęcia dla dzieci. Ale to w zasadzie nie ważne. :) Myślę, że się zgadzamy – ja z moim fanpage zrobiłam dokładnie tak samo – zaprosiłam znajomych, ale nie męczyłam prywatnymi wiadomościami w stylu “Polub, błagam!”. Jeśli mogę pomóc moim znajomym w promowaniu ich biznesu to zazwyczaj to robię. :)

      • Reply
        Igor Mróz
        Kwiecień 3, 2015 at 11:22

        Z tym lajkowaniem fanpage’a to jest… dyskusyjne. Kiedys sklanialem sie bardziej w kierunku “nie klikam w jakies gowna, co mi wyslaja”, ale pozniej spojrzalem na to z innej strony – co mi szkodzi, a jesli komus pomoze (bo faktycznie wiecej lajkow wyglada powazniej), czemu nie. Jak pisalem wyzej – robie ostre czystki w swoich znajomych i mam tam raczej bliskie osoby, a rozwalilo mnie podejscie wlasnie nie lajkne ci bo nie, mimo ze sie znamy i lubimy, a jednoczesnie osoba lajkuje tysiace kretynskich stron w stylu kwejka. Temat na osobne przemyslenia :-)

        Niemniej – oczywiscie – podpisuje sie pod calym wpisem. I tez usilnie staram sie nie wpadac w te “petle wzajemnosci” :-)

    Leave a Reply