Ten jeden raz, nie planuję zbytnio przedłużać, bo jak już pewnie zdążyliście zauważyć, mam pewną tendencję do nadmiernego rozbudowywania zdań prostych; czasami zastanawiam się, czy na co dzień również tyle mówię, ile zdarza mi się pisać, ale umówmy się, że odpowiedzi na to jedno pytanie, poszukam przy innej okazji (akurat).

.emocjonalny mix

Nigdy nie planowałam o tym wspominać, ale do zweryfikowania tej kwestii nakłonił mnie jeden mały element, którym czułam, że bardzo chcę się z Wami podzielić. Prowadzę dziennik, będzie już jakoś… z 11 lat – całkowicie prywatnie i wyłącznie do tzw. szuflady (chociaż moje biurko wcale ich nie posiada – w dalszym ciągu nie wiem, po kiego był mi ten cały minimalizm). Aktualnie zapisywany egzemplarz zawiera w sobie praktycznie połowę mojego dotychczasowego życia – tak, to całkiem gruby zeszyt.

Pierwszy pamiętnik założyłam bodajże w wieku 8, może 9 lat. Po nim był jeszcze jeden, a później następny. Po dziś dzień zachowałam wszystkie trzy. Obecny jest już jednak czymś zupełnie innym, głębszym, bardziej przemyślanym, no bo sami przyznajcie, 11 lat? Wyobraźcie sobie ten emocjonalny mix, który został zapisany na jego kartach! Dawniej traktowany wyłącznie jako pamiętnik, a obecnie już dziennik, przez lata znacząco zmieniał swoją formę, jednak co by nie było – najbardziej świadomy, przynajmniej jak do tej pory, kawał mojego życia, zamknęłam niemalże w 200-stronnicowym brulionie.

.znalezione na dnie

Dlaczego o tym wspominam? W czasach, gdy modne było ksero i wypożyczanie książek z bibliotek (choć przyznam, że osobiście w dalszym ciągu to robię), wykonywałam kopie bardziej lub mniej interesujących fragmentów, które w jakiś magiczny sposób, docierały do wnętrza zbuntowanej nastolatki bardziej, aniżeli jakiekolwiek inne teksty. Ostatnio wygrzebałam jeden z nich, który niegdyś był integralną częścią wcześniej wspominanego pamiętnika, dopóki nie trafił na dno pudełka pełnego dziwnych zapisków.

Gdybym wiedziała - tekst

Z perspektywy czasu mogę spokojnie stwierdzić, że ten tekst był nieco naiwny, dzisiejsze dni mocno zweryfikowały pewne poglądy, a co gorsza – gotowość do realizacji marzeń z dawnych i obecnych czasów. Mimo to, wciąż czuję pewną nostalgię, wczytując się pojedyncze zdania, przyjemny dreszcz, gdy pozwalam sobie na chwilę zadumy, a gdy niedługo później otwieram oczy… uśmiecham się. Fragment choć prosty i uroczo naiwny, wciąż trafia do mnie  głęboko, może nawet nieco bardziej, niżbym sobie tego życzyła.

.gdybym wiedziała

„Gdybym wiedziała…”
Uważniej słuchałabym swego serca.
Bardziej bym się cieszyła… a mniej martwiła.
Gdybym wiedziała, że szkoła skończy się tak szybko, a praca będzie… Cóż, mniejsza z tym.
Nie martwiłabym się tak bardzo o to, co myślą o mnie inni ludzie.
Byłabym wdzięczna za swoją witalność i jędrną skórę.
Więcej bym się bawiła, a mniej denerwowała.
Wiedziałabym, że moje piękno to miłość i pochwała życia.
Wiedziałabym, że moi rodzice bardzo mnie kochają i wierzyłabym, że robią dla mnie wszystko, co tylko mogą.
Cieszyłabym się z uczucia „zakochania” i nie martwiła, jak będzie dalej.
Wiedziałabym, że prawdopodobnie nic nie będzie… lecz później zdarzy mi się coś dużo lepszego.
Nie bałabym się postępować jak dziecko.
Byłabym odważniejsza.
Szukałabym w innych dobrych cech i cieszyłabym się tym.
Nie przyjaźniłabym się z ludźmi tylko dlatego, że byli popularni.
Wzięłabym lekcje tańca.
Lubiłabym swoje ciało takim, jakie było.
Ufałabym swoim przyjaciółkom.
Sama byłabym godna zaufania.
Nie ufałabym swoim chłopakom. (To oczywiście tylko żart).
Lubiłabym się całować. Naprawdę cieszcie się tym.
A z pewnością miałabym więcej wdzięczności i zrozumienia dla innych.
Tak, tego jestem pewna.

– Kimberly Kirberger

To te momenty, w których uderza mnie myśl, jak bardzo kocham życie i jak często pozwalam sobie na to, by przelatywało mi przez palce. Nieważne jak naiwne jest to podejście, chcę się go trzymać, bo ponad wszystko pragnę być w życiu szczęśliwa, ciesząc się równie mocno z tych małych, jak i wielkich rzeczy. Mam szczerą nadzieję, że Wy również.

Photo: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com

22 odpowiedzi

Odpowiedz

Ja też prowadziłam dziennik. Przez wiele lat zapisałam trzy zeszyty. Gdy je czytałam już w wieku dorosłym płakałam. Pisanie zawsze mi towarzyszyło, podobnie jak papier. Chyba już po prostu zejdę z tym pisaniem, które będzie ze mną aż po grób, no i papier też. Niech sobie będą komputery ale kocham zapach papieru ;)

Odpowiedz

Przepiękny i niezwykle mądry tekst. :)

Odpowiedz

Oczywiście, że ja też! Staram się cieszyć z tego co mam, z każdego dnia, ze świecącego słońca i innych pierdółek.
Co do zapisków – też mam taką manię, choć w trochę innej formie. Pierwszy pamiętnik zaczęłam prowadzić mając jakieś 6 lat, połowa literek jest ich odbiciem lustrzanym, ale da się wszystko odczytać. Ten pierwszy towarzyszył mi przez niemalże całą podstawówkę. Nie ma tam bardzo wielu wpisów, ale są najważniejsze wtedy dla mnie momenty. Potem zaczęłam głosić odważną teorię, że nie prowadzę pamiętnika, bo najpiękniejsze wspomnienia pozostają w pamięci. Głosiłam to trochę wbrew sobie, bo ciągle gdzieś coś notowałam, zbierałam cytaty, podpisy znajomych z wyjazdów, kolekcjonowałam bilety, pocztówki i wszystkie “linki” do tych wspomnień. Później zaczęłam pisać “wiersze” i “piosenki” – i w nich wyraża się całe moje dorastanie i bunt przeciw niemu. Przechowuję oryginały i czasem do nich wracam. Myślę, że będzie to rewelacyjne, gdy będziemy mieć dorastające dzieci. Takie szybkie przypomnienie co sama wtedy czułam i może łatwiej będzie zrozumieć wiele uczuć nastolatki czy nastolatka.

Odpowiedz

Ja też prowadziłam pamiętnik… Mam zapisanych kilka grubych zeszytów, czasem do nich wracam ale nie pozwalam sobie na to zbyt często, bo wspomnienia o tym, co utraciłam wywołują ból. Paradoksalnie również bardzo dużo zyskałam, dojrzałam, ale z utratą zdrowia człowiek chyba nigdy nie może się pogodzić, więc patrzę na całą moją przeszłość poprzez pryzmat jednego: tego, że miałam wówczas dużo lepsze zdrowie. I to wpływało na wszystko. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo trzeba je cenić i o nie dbać. Szkoda, że widzę to tak późno i wszystko tak daleko zaszło.

Odpowiedz

Ja zaczęłam od piątej klasy podstawówki. Kilka lat temu jednak zniszczyłam większość moich zapisków. Źle mi się do nich wracało, bolało mnie serducho, że można było o sobie tak źle myśleć. Zostawiłam te już nieco dojrzalsze przemyślenia, pisane z mniejszą regularnością, ale za to, w moim mniemaniu, bardziej wartościowe. Postanowiłam nie wracać do pewnych uczuć i myślę, że wychodzi mi to na dobre ;).

Odpowiedz

Z jednej strony – nigdy nie byłam przychylna niszczeniu tego rodzaju zapisków, czy w przypadku artystów – “słabych prac”, uznawałam że to kolejny etap, który jest integralną częścią i trzeba przez to przejść, by znaleźć się w chwili obecnej, jednak z drugiej strony, Twoja sytuacja była znacząco inna – elementy destrukcyjne, zwłaszcza “samo-“, należy zwalczać, w żadnym razie wracać do nich; wyciągnąć lekcje, poprawić i iść do przodu, nie pozwalając ściągać się temu ponownie w dół. Mam nadzieję, że z powodzeniem będziesz kontynuowała mając już to zmienione podejście, o którym wspominasz :)

Odpowiedz

Otóż to. Zostawiłam sobie te zapiski, które nie były już aż tak tragicznie pesymistyczne i/lub miały w moim odczuciu jakąś dodatkową wartość ;). (Jakoś tak jest, że w negatywnych stanach powstają nieraz ciekawsze teksty.) Czasami warto wrócić do pewnych momentów, chociażby po to, żeby zobaczyć progres albo po prostu to, jak się człowiek zmienia pod wpływem czasu i różnych doświadczeń. Lubię od czasu do czasu z nostalgią przypomnieć sobie minione chwile. Ale już bez oceniania, bez przeżywania wszystkiego na nowo. Cieszę się wtedy, że jestem tu, gdzie jestem. Przeszłość nie jest plastyczna, ale jeśli wyciągnie się z niej odpowiednie wnioski, to można korzystniej modelować teraźniejszość ;).

Odpowiedz

Świetny tekst i mądre przemyślenia z Twojej strony!

Odpowiedz

rzadko zdarza się być tak konsekwentnym w prowadzeniu pamiętnika/dziennika po tak wielu latach. sama również kiedyś go prowadziłam i dziś trochę żałuję, że już go nie posiadam. nie chodzi o sam fakt, ale tak jak w Twoim przypadku, raczej o sentyment. jaka wtedy byłam? co myślałam? co mnie cieszyło, a co martwiło? miło byłoby wrócić do tego myślami, bo z pewnością większa część tych zapisków przywróciłaby uśmiech na mojej twarzy, kiedy jeszcze jako nastolatce, wydawało mi się, że to, co mnie wtedy dotykało, było nie do opisania, a dziś chyba stało się codziennością, wobec której często muszę być obojętna. tak trzymaj, jestem pewna, że po latach nie będziesz żałowała czasu spędzanego nad dziennikiem.

ściskam!

Odpowiedz

Wiesz, że nigdy nie jest za późno na powrót… :) Nie w tym wypadku.

Odpowiedz

Oho, widzę, że to nie tylko ja mam taką manię pisania. Fajnie się wraca do takich starych zapisków ;)

Odpowiedz

To raz, a dwa – to mi też daje cudowne poczucie uporządkowania i nierzadko uformowania w jakąś sensowną całość własnych myśli, czy zdarzeń :) Postawienie ostatniej kropki daje bezcenne ukojenie i wewnętrzny spokój – ot, taki swego rodzaju balans :)

Odpowiedz

Wiesz, że ja też mam pamiętnik, zaczęłam go pisać w gimnazjum. Zapisałam 3 zeszyty. Ale od dłuższego czasu już tam nie zaglądałam, myślę że warto byłoby to zmienić :)

Odpowiedz

Zdecydowanie! :)

Odpowiedz

I tego Ci życzę z całego serca – szczęścia!

Odpowiedz

O tak! Optymizm się przelewa przez ekran z ostatnich zdań, to lubię, popieram, bo też mam takie podejście do życia <3 A co do refleksji pamiętnikowych to miałam też jeden przez pewien ale nie pisałam wtedy kiedy było dobrze, tylko źle więc stwierdziłam że nie będę zachowywać negatywnych emocji i całkiem dobrze radzę sobie bez takiego dziennika :))

Odpowiedz

11 lat.. Wzbudza podziw, a także pewną nostalgię. To niesamowite, że można ująć w słowa tyle doświadczeń, emocji, przemyśleń. Żałuję, że przestałam prowadzić dziennik. Jestem pewna, że sama możliwość cofnięcia się o kilka lat jest czymś niezwykłym. Poza tym naprawdę mnie przerażasz :) Nad moim łóżkiem wisi kartka, a na niej znajduje się “If I knew” Kimberly Kirberger

Odpowiedz

Wiesz, już po tej żółtej selmie nabrałam dziwnego poczucia: “ale jak?!” Teraz mnie w tym tylko utwierdziłaś – dziewczyno, ja naprawdę muszę Cię kiedyś poznać osobiście! ;) A i tak chciałam zobaczyć Barcelonę… :D Wybiorę się jesienią coś czuję :)

Odpowiedz

Zapraszam! :D Naprawdę ostatnio zaliczamy niesamowite zbiegi okoliczności :D

Odpowiedz

Gratuluje wytrwałości! 11 lat to spory kawał czasu.. Też kiedyś jak byłam młodsza prowadziłam dziennik, ale chyba nawet połowy roku nie przetrwał, a szkoda. Fajnie tak wrócić i powspominać sobie..

Odpowiedz

To chyba jeden z dwóch głównych powodów, dla których wciąż to robię – pielęgnuję wspomnienia, ale w żadnym wypadku nie trzymam się kurczowo przeszłości, daleko mi do tego. Myślę, że potrzebuję w życiu takiego pomostu, który będzie solidnie wykonany i trwały, niezależnie od upływu czasu – a wszystko po to, bym mogła czasem uciec i dać sobie chwilę na zanurzenie się w tym. Nie zdarza się to często, ale :)

Odpowiedz

A jednak..tekst do północnej herbaty, a nie porannej kawy. Fajny!
pozdrawiam

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.