Go get em Tiger!

Emocje, emocje, emocje. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej doświadczyłam czegoś podobnego, a już zwłaszcza w tak krótkim czasie – to było naprawdę mocne.

Radość, śmiech, smutek, łzy, wiara, ból, nadzieja, szczęście, zagubienie i w końcu ulga, niekończący się ciąg wszelkich możliwych skrajnych uczuć, z którymi nam wszystkim tam obecnym, przyszło się zmierzyć w ciągu minionych 3 dni. Czuję, jakby ktoś mną mocno potrząsnął i obudził z długiego zimowego snu. Wciąż jestem napędzona tymi niesamowitymi pokładami siły, wiary i emocji – chcę tego więcej i jeżeli da się kupić to we flakonikach, to zamawiam całą paletę. Najlepiej hurtem.

.ogień motywacji

Źródło całego zamieszania. Kilka ostatnich dni spędziliśmy w Warszawie, uczestnicząc w prawdopodobnie największym motywacyjnym evencie w kraju, organizowanym przez Pawła Jana Mroza ze swoim Teamem. To nie były żadne suche wykłady, tylko czysta, pozytywna i niesamowicie inspirująca energia, której każdy mógł doświadczyć na własnej skórze. Szkolenie, po którym wróciłam z ogromnymi zakwasami (a przecież ćwiczę od tak dawna!), rozpierającym szczęściem, siecią nowych kontaktów i przede wszystkim cudowną, czystą energią napędzającą do dalszego działania, niczym baterie w króliczkach Duracell. Brzmi nieprawdopodobnie? Pewnie sama bym tak myślała, gdybym tego nie doświadczyła.

Nigdy wcześniej nie byłam świadkiem przełamania w ludziach tak wielu skrajnych barier, porzucenia wszystkich naturalnych instynktów, jak choćby przestrzeń osobista, czy wzbranianie przed sytuacjami, które mogłyby w jakiś sposób nas ośmieszyć. A jednak na te kilka dni, ponad setka obcych sobie ludzi, stała się jedną, wielką sekciarską rodziną. Co jednak ważne – w ogromnie pozytywnym wydźwięku tego słowa.

Wyobraźcie sobie krąg, w którym kilkadziesiąt obcych sobie ludzi, trzyma się za ręce. Pod rozgwieżdżonym niebem, przy blasku dzikich płomieni ognia, śpiewają słowa do matki ziemi i do własnych serc, w rytmie bębnów i grzechotek. Chodzą po żywym ogniu, przełamując wszystkie swoje lęki, obawy i strach. Odnajdując w sobie wewnętrzną siłę.

Ideą szkolenia było przede wszystkim obudzenie w sobie energii i siły zarówno do życia codziennego, realizacji celów, odzyskania wewnętrznej równowagi, wyzbycia się blokującego przed działaniem strachu, do zrozumienia siebie. To nie było kolejne spotkanie z cyklu: rozwój osobisty. To było coś znacznie głębszego. To była rewolucja.

Rozwój Rewolucja osobisty(a).Paweł Jan Mróz

Przeszliśmy przez trening fizyczny i mentalny, przez trans – jeden, później drugi, przez hipnotyczny taniec, który przełamał wśród wielu z nas niepokonane wcześniej limity wydolnościowe. Przeszliśmy przez ogień.

.a to był dopiero początek

Największa praca czeka nas wszystkich od dziś. Najważniejsze jest przecież to, co z tym zrobimy. Czy wrócimy do codziennych spraw i znów wejdziemy w tryb zombie, czy może wyciągniemy z tych kilku dni wszystko co najlepsze dla nas i sukcesywnie zaczniemy wdrażać w codzienność? Ja zdecydowanie wybieram to drugie, dość mam już smutku i umartwiania się w swoim życiu. Tak więc…

Go get ’em Tiger!

I tym akcentem pozostawiam Was z garścią zdjęć z tego cudownego wyjazdu. Enjoy! :)

01 kopia

03 kopia

02 kopia

04 kopia

IMG_4950_2

Total
0
Shares
Wpisy, które mogą Cię zainteresować