Uwielbiam wysokości. No dobrze… poniekąd. Bo to uczucie zdecydowanie zmienia się w momencie, gdy od przepaści przestaje dzielić mnie coś stabilniejszego, niż ja sama.

Po raz pierwszy zwątpiłam w swoją miłość do wysokich miejsc w Verzasce (mogliście o tym przeczytać tutaj), ale gdy później stałam na 49. piętrze wieżowca Sky Tower we Wrocławiu, z nosem przyklejonym do szyby zresztą, myślałam sobie: tama była wyższa. Będąc na 3. poziomie Wieży Eiffla myślałam: o, w końcu coś wyższego. A teraz zastanawiam się co jest ze mną nie tak, bo cały czas szukam nowych miejsc, do których mogę się udać, a które są wystarczająco wysoko, by warto było tam pójść. Paranoja.

Jednak w związku z tym, że w moim mieście bardzo trudno o coś wyższego, niż punkt widokowy na Sky Tower (ale tam nie można napić się ani dobrej kawy, ani niczego dobrego zjeść, a tym bardziej – zapalić papierosa. No i po co komu apartament bez tarasu, czyli de facto miejsca, w którym zaraz po kuchni odbywają się najlepsze imprezy?), to możliwości pozostają dość… okrojone. O dziwo jednak, najwyraźniej nie zniechęciło mnie to na tyle skutecznie, bym nie zdołała zgromadzić dość pokaźnej kolekcji zdjęć z kilku fajnych miejscówek. To co, zaczynamy? – ale lojalnie uprzedzam, będzie dużo zdjęć! ;)

.najwyższe punkty Wrocławia
– na papierosa, kawę, croissanta i… po prostu – do popatrzenia sobie (jak ktoś lubi) ;)

.sky tower
…o 2 porach dnia

Wszystko byłoby z tym miejscem w porządku, gdyby nie fakt, że przebywanie jest ograniczone czasowo (15, 20 minut?), do tego niestety – mnóstwo turystów, jedna winda, ochrona, tego nie wolno i tamtego też nie, ogólnie stój, ładnie wyglądaj i popatrz z daleka, szyby najlepiej też nie dotykaj. Idealne miejsce do podziwiania panoramy Wrocławia i okolic, ale na tym się kończy.
Zdjęcia zostały wykonane zimą (widok nocny) oraz, absolutnym przypadkiem, wczoraj, o zachodzie słońca.

1360_3

1360_2

.wieża matematyczna
Uniwersytetu Wrocławskiego

Przez rok mieszkaliśmy w zasadzie drzwi w drzwi z tym miejscem, a z racji statusu studentów Uniwersytetu Wrocławskiego, wjazd mieliśmy rzecz jasna za free – “Witamy u… siebie” – powitano nas za pierwszym razem. Miło. Później bardzo często wpadaliśmy tam na przysłowiowego, jednego papierosa. Lubiłam to miejsce, cisza, spokój, niewielu turystów, piękna panorama. Niestety teraz już nie jest tak po drodze, więc znalazłam sobie inne, nieco bliższe :)
Zdjęcia pochodzą z zimy oraz wiosny tego roku.

1360_6

.dach renomy

Kawa, śniadanie, papieros, deser, sesja zdjęciowa – można tu zrobić wszystko, jak zresztą możecie zauważyć na załączonym obrazku. To najbliższy punkt w mojej okolicy, do którego jest mi zwykle szalenie “po drodze”, zwłaszcza, gdy akurat potrzebuję oderwać się od zgiełku centrum. Uroki mieszkania w okolicy Rynku. Ale tak poważnie – uwielbiam to miejsce!

1360_5

1360

.mostek pokutnic
kościół Marii Magdaleny

Byłam tam raz, przyznaję. Mam dziwne przeczucie, że pierwszy i ostatni. Chyba jednak te kościelne punkty widokowe do mnie nie przemawiają. Mało miejsca, klaustrofobicznie wręcz – oprócz nas, były tam jeszcze dwie pary i musieliśmy się nieco dostosować, by umożliwić sobie wzajemnie swobodne poruszanie się po mostku. Nie… zdecydowanie nie dla mnie. Choć schody znacznie przyjemniejsze, aniżeli w miejscu, o którym przeczytacie poniżej.
Zdjęcia wykonane wczesną wiosną tego roku.

1360_7

.wieża kościoła św. Elżbiety

O. A tam z kolei poszłam drugi raz (choć pewnie jako dziecko się nie liczy) i zdecydowanie po raz ostatni. Schody mnie wykończyły. Lubię ruch. Ba! Uwielbiam wszelaką aktywność, Wieżę Eiffla i jej 669 schodów pokonałam na obcasach z uśmiechem na twarzy, ale Wieża kościoła św. Elżbiety mnie zniszczyła. Doszczętnie. Wyobraźcie sobie spiralne, kamienne schody o szerokości Was samych. I tak przez… nie wiem, 15 minut, może więcej? Jednak na tyle długo, że później wciąż skręcałam w lewo, a stan mojego żołądka pozostawiał wiele do życzenia.

PS. … a na szczycie kraty. To był dopiero smutek. Klaustrofobiczny smutek.
Zdjęcie wykonane późną wiosną tego roku.

1360_1

.wieża archikatedry pw. Św. Jana Chrzciciela

Jest taka, na Ostrowie Tumskim. To chyba ostatni punkt widokowy we Wrocławiu (z tych najwyższych oczywiście), aczkolwiek… cóż, tam jeszcze nie dotarłam. Jakim cudem?!

Planując ten wpis, chciałam nawiązać wyłącznie do ubiegłego weekendu, kiedy to słoneczny poranek udało nam się spędzić właśnie na Dachu Renomy, popijając gorącą, gorzką czarną kawę i zajadając się przy tym przepysznym brownie z belgijską czekoladą i migdałami. Jakby nie patrzeć, poniekąd plan się powiódł, jedynie nieco go poszerzyłam ;)

4 odpowiedzi

Odpowiedz

Jaka szkoda, że na wsiach nie ma takich miejsc :) Na pewno wiele czasu bym spędzała na wysokościach xD

Odpowiedz

świetne widoki :) gdybym była jeszcze raz we Wrocławiu zdecydowanie zobaczyłabym te miejsca.Szczególnie Sky Tower nocą i Wieżę Matematyczną :)

Odpowiedz

Do koniecznego nadrobienia przy kolejnej wizycie we Wrocławiu! :)

Odpowiedz

widoki przepiękne, ale ja mam wprost przeciwnie – wysokość mnie paraliżuje, chociaż żałuję – dla takich obrazów warto :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.