Mając pierwsze doświadczenia z blogowaniem, albo raczej „blogowaniem”, w latach 2004 – 2006, kiedy blogi stanowiły w dużej mierze nieskomercjalizowane pamiętniki internetowe, miałam pewność co do mojej zachcianki. Jednak jak łatwo można zauważyć, od 2006 do 2014 sporo minęło. Wiedziałam czego chcę. Nie wiedziałam jak to osiągnąć. Albo inaczej – wiedziałam jak to osiągnąć, trzeba było po prostu pisać – nie wiedziałam jednak JAK to robić. W mojej głowie stale przewijały się te same myśli: o czym mogłabym pisać. nie mam o czym pisać. nikt tego nie będzie czytał.

.porzuć, wyrzuć, zniszcz

Porzucałam ten pomysł, po czym wracałam po niego ze skruszoną miną. Obracałam go delikatnie w swojej głowie i znów porzucałam. I tak w kółko. Nie potrafiłam dociągnąć spraw do końca. Zmiany przyszły z czasem, po trosze wraz z wiekiem oraz innym spojrzeniem na rzeczywistość, zwłaszcza przy podejmowaniu decyzji, po trosze z doświadczeniem.

Nie odkładaj pracy w oczekiwaniu na czas, kiedy „poznasz” siebie. – Austin Kleon

Nie sposób poznać samego siebie stojąc w miejscu, nie rozwijając się w kierunku, u końca którego leży nasz cel. Aby poznać siebie, musimy działać i tworzyć. Nawiązując do tego, co pisała ostatnio Paulina z onelittlesmile.pl na swoim blogu:

Idealny moment nie istnieje.

Zawsze jesteś gotowy. Musisz tylko zacząć. Strach? A kto go nie czuje, wchodząc na nieznany grunt, niech pierwszy rzuci kamień.

.nikt nie mówił, że będzie łatwo

Początki są trudne, zwłaszcza kiedy brakuje kogoś, kto okaże nam wsparcie i pomoc, gdy sami mamy wątpliwie silną samoocenę. Ja przyznaję, że dostałam solidnego motywującego kopa, który w dużej mierze przyczynił się do powstania tego bloga. To była ubiegłoroczna Gwiazdka. Po raz pierwszy w życiu złamałam sobie jakąkolwiek kończynę – bolało psychicznie, bo złamałam ją na ukochanej desce snowboardowej, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, na który wyczekiwałam jak na szpilkach. Pamiętam moment, w którym wjeżdżaliśmy do Zieleńca, cieszyłam się jak dziecko. Zjazdy potrwały może z godzinę, warunki były gorzej, niż tragiczne, sztucznie naśnieżone trasy, mokry, lepki śnieg, tafla lodu. Pogruchotałam cały nadgarstek, płakałam nie z bólu, a z wściekłości, że nie będę mogła jeździć. Później przyszedł strach. Jak będzie po zdjęciu gipsu, czy będę się bała? Czy kolejnym razem znów sobie czegoś nie popsuję?

.gwiazdka

Z pomocą przyszedł M. Zostałam obdarowana aż dwiema, szalenie ważnymi dla mnie rzeczami. Pierwszą z nich były solidne snowboardowe ochraniacze na nadgarstki, które mogłam z powodzeniem ukryć pod rękawicami. To był punkt zwrotny – rozwiązanie proste i bardzo skuteczne. Niespełna 2 tygodnie po zdjęciu gipsu – wróciłam na stok. Drugą rzeczą z kolei była pozycja: Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj. Przeczytanie książki Kominka zajęło mi jedną noc. Pochłonęłam ją. W styczniu miałam już wykupioną domenę i hosting. Zaczęłam prace nad wizualizacją swojego celu, który później, jak się okazało, a co do czego ostatecznie się nie pomyliłam – zmienił się w pasję.

.pisz o tym, co już wiesz
???

Z końcówką marca odsłoniłam witrynę. Było trudno. Dotarcie miałam miażdżące – rodzina i najbliżsi znajomi oraz przyjaciele, a i to niekoniecznie. Nie wiedziałam skąd czerpać inspiracje, nie wiedziałam jak wymyślać tematy, o czym ma być ten blog, co chcę przekazać przyszłym czytelnikom. Dramat. Każdy, z kim o tym rozmawiałam, zwykł mi mawiać: pisz o tym, co już wiesz. To samo mogłam przeczytać na licznych blogach, które radziły… cóż: jak prowadzić bloga.

No więc pisałam. O tym, co wiedziałam. Przez chwilę wkręciłam się w dietetykę, później w podróże, pojedyncze eskapady. To nie było to. Nie przynosiło satysfakcji, nie było tym, czego pragnęłam. Pisanie stało się przykrym obowiązkiem. Na chwilę więc przestałam, co akurat najmądrzejsze nie było, ale nie minęło dużo czasu, aż w lipcu wróciłam z podkulonym ogonem, jednak tym razem, rozentuzjazmowana rychłą podróżą do Grecji, która ostatecznie i tak zmieniła swój kierunek.

.czerp z ludzi, kolekcjonuj inspiracje. 
chciej

Przestałam pisać o tym, co wiem.
Zaczęłam pisać o tym, co lubię.

Powoli. Przyszli pierwsi czytelnicy. To był niesamowity zastrzyk pozytywnej energii i zapału do dalszego działania. I zostali, a to było jeszcze ważniejsze. Prawdą jednak jest, że ten blog nieustannie się kształtuje, wciąż szukam swojej ścieżki, kwintesencji tego, czym chcę, aby się stał. Tego, co chcę tworzyć. I nie zamierzam przestawać, nieważne jak trudne to będzie.

Wszystko zostało już powiedziane, ponieważ jednak nikt nie słucha, trzeba wciąż zaczynać od nowa. – André Gide

Źródła zdjęć: 1, pozostałe: CC0.

36 odpowiedzi

Odpowiedz

Od jakiegoś czasu obserwuję Cię na instagramie rozkoszując się Twoimi wysmakowanymi zdjęciami. Teraz widzę, że i tu zagoszczę na dłużej. Ja swoją historię z blogowaniem zaczynam teraz, ale dzięki Twojemu wpisowi widzę, że pewne początkowe rozterki są naturalne
ps.Też zaczęłam od “Kochanie, chcę mieć bloga” ;)

Odpowiedz

Ja teraz właśnie startuję, szukam inspiracji, wsparcia. Przeczytałam właśnie tą pozycję Kominka i… zaczynam tak, jak Ty na początku :)

Odpowiedz

Trafilam na Twojego bloga przypadkiem, przez Instagram, gdzie zobaczyłam piękne, a przynajmniej w moim klimacie, zdjęcia ;) Czytałam, czytałam i czytałam, w końcu dotarłam do tego wpisu. Dziękuję za kopniaka! Pisz dalej, z przyjemnością będę czytać ;))
Pozdrawiam!

Odpowiedz

Miód na me serce :)

Odpowiedz

Świetny wpis, i do tego wpadłem na niego akurat w momencie, kiedy szukam potwierdzenia swojej własnej drogi.
Piszę co prawda od niedawna, ale od początku zastanawiam się, co może być motywem przewodnim mojego bloga. Czytałem, że dobrze jest zacząć od rzeczy na których się zna, ale wzbraniam się przed zamykaniem się w jakiejś konkretnej grupie tematów. Nie chcę się określać, postanowiłem pisać o wszystkim na co mam ochotę, bez planu i spiny, o tym co mi akurat przyjdzie do głowy, co mnie poruszy i czym będę się chciał podzielić.
Czy to wyjdzie – czas pokaże, patrząc na Twojego bloga i ostatni akapit tego wpisu – jestem dobrej myśli :) Zwłaszcza, że nawet po kilku godzinach pisania i dopieszczania tekstu, nawet gry licznik odwiedzin ledwo drga, to ja i tak dostaję niesamowitego kopa energii patrząc na swoje dzieło wrzucone do sieci :)

Odpowiedz

Wiem jak trudna była to decyzja. Ale przeglądając Twojego bloga wiem, że było warto :)

My też dopiero zaczynamy, ale wierzę, że nam się uda!

Zapraszamy: messbyus.blogspot.co.uk

Odpowiedz

Potrzebowałam takiego wpisu. Dziękuję ;)

Odpowiedz

Ja blogi pisze już o pięciu lat. Zaczynałam jako małolat jeszcze na onecie- w formie internetowego pamiętniczka. Kolejne blogi był coraz lepsze ale nadal czegoś im brakowało. Głównie czytelników, szczerego odbioru, wiedzy, że ktoś to jednak czyta. I, podobnie jak w twoim przypadku, nie do końca czułam tematy, na które pisałam. Teraz jest inaczej. Dopiero się rozwijam na wordpressie, pierwszy raz mam bloga na tej platformie, ale chyba nie jest najgorzej. A co najważniejsze- mi się podoba ;) Bardzo.

Odpowiedz

Super tekst. Ja po długi czasie na kulinarnym blogu postanowiłam też coś zmienić, chciałam pisać nie tylko o ciastach i założyłam nowy blog, który chcę żeby był o różnych inny tematach w tym kulinarnych. Mam nadzieje też w przyszłości związać z nim większą współpracę, bo przyznam że pisanie mnie kręci;-)
Będę na pewno częściej tu zaglądać:-)

Odpowiedz

Swoje pierwsze blogi miałam w liceum i na studiach, średnio co pół roku zmieniałam adres, sama nie wiem czemu. Na trzecim roku studiów porzuciłam pisanie – tak jak w Twoim przypadku blog był dla mnie internetowym pamiętnikiem, a ja w pewnym momencie nie chciałam już dzielić się emocjami. W 2013 roku znów założyłam bloga, szukając sposobu na siebie i pisanie. W końcu porzuciłam go by w 2014 założyć nowego, naprawdę mojego, takiego którego po prostu czuję i pragnę rozwijać ;)

http://www.fajna-sprawa.blogspot.com

Odpowiedz

Odnotowuję sobie w głowie : “Czerp z ludzi. Kolekcjonuj inspiracje. Miej zapał do tworzenia, pielęgnuj pasje. Chciej.”

Odpowiedz

Potrafisz zainspirować :)

Odpowiedz

… a takie komentarze jak Twój – niesamowicie motywować do dalszego pisania :)

Odpowiedz

Pisanie na siłę nie ma sensu. Dobrze mówisz- piszmy o tym, co lubimy!

Odpowiedz

Ja w blogach jestem od jeszcze dawniej. Rok 2003. Ale wtedy wszystko było inne, blogi, internety.
Później wróciłam z zupełnie innym blogiem i z przyjemnością przeczytałam Twoją historię blogowania. Gratuluję!
Czasami myślę, że chciałabym podejść do bloga jak do czegoś przygotowanego jako konkret. U mnie było krok po kroku z różnymi perypetiami. I też dobrze.

Odpowiedz

Nie przestawaj, kibicuję :)

Odpowiedz

Merci! :)

Odpowiedz

Ja także, bardzo fajnie się czyta to o czym piszesz. Trochę żartu, ironii i humoru :))

Naprawdę miło się czyta takie komentarze :) Dziękuję!

Tak miłe słowa Ci się się należą:)

Odpowiedz

cieszę się, że ta myśl wykiełkowała w Tobie na tyle, że pozwoliłaś jej wyrosnąć, dzięki temu zawsze kiedy pojawia się nowy tekst – siadam wygodnie na kanapie i zagłębiam się w lekturze :) a że nie jest łatwo… piszę w sumie już od dwóch lat, a nadal nie jest mi łatwo i pewnie jeszcze długo tak pozostanie :)

Odpowiedz

Ale wcale nie musi tak być :)

Odpowiedz

Haha, jakbym czytała trochę o sobie – też kiedyś prowadziłam internetowe pamiętniki i nawet miałam sporą społeczność, a potem serwis, w którym pisałam zmienił właściciela i z dnia na dzień wszystko przepadło. Wtedy sobie obiecałam, że nigdy więcej! Po kilku latach zatęskniłam i w międzyczasie tworzyłam dwa blogi, tyle, że trochę z obowiązku. Poważne postanowienie powzięłam ponad rok temu, wykupiłam domenę, dodałam pierwszy wpis i… trochę przerósł mnie wordpress. Ale dla chcącego nie ma nic trudnego, jakoś to zaczęłam ogarniać i blog odżył (a właściwie się rodzi:)). Wreszcie! Wytrwałości życzę :)

Odpowiedz

No właśnie… ja też długo szukałam konkretnego tematu przewodniego dla siebie, bo pisywałam różne rzeczy (wszystkie poprzednie blogi skasowane, jeszcze kiedyś kto by mi wygarnął te wszystkie nieudane teksty…). Na szczęście inpirację dało samo życie i nasze postanowienie, by dążyć do prostoty. Największego kopa dostałam, kiedy przyznałam się rodzinie i znajomym, że coś tam piszę i od tamtego czasu statystyki skoczyły, co motywuje najbardziej. A kiedy się dowiedziałam, że Ajka – autorka Prostego bloga – dodała moją stronę do swoich ulubionych w sieci, to w ogóle mam parcie, by mój blog o minimalizmie był coraz lepszy.
Świetny blog, genialne cytaty! Będę wracać :)

Odpowiedz

Blog nie jest nigdy “wykrystalizowany”, wciąż się zmienia, bo bloger się zmienia, rozwija, kończy jedne pasje, odkrywa nowe itd.
A że nie istnieje idealny moment – to prawda. Tak samo nie istnieje idealny “materiał” na blogera. Ale jednak ci, którzy piszą, mają jakąś przewagę nad tymi, którzy tylko ten pomysł rozważają. Lepiej popełniać błędy na drodze niż w ogóle nie ruszyć.
Radości z blogowania życzę!

Odpowiedz

Co do przewagi, o której wspominasz, bardzo lubię w takich sytuacjach przytaczać opowieść Jacka Walkiewicza, którą przedstawił nam podczas jednego ze swoich seminariów: George miał 58 lat i robił doktorat, wszyscy mówili: George, ty robisz doktorat? Masz 58 lat! Na co odpowiadał im: no. Wtedy oni znów pytali: A ile będziesz robił? Odpowiadał: 4 lata. Oni znów mówili: George, to ty będziesz miał 62 lata jak zrobisz doktorat. A George odpowiadał: A jak nie zrobię doktoratu, to nie będę miał 62. lat? – Jest dokładnie jak piszesz, Ci, którzy zaczęli działać, zawsze będą mieli przewagę nad tymi, którzy dopiero się z tym zamiarem noszą, kombinując, czekając na idealny moment, by być gotowym, by dopieścić każdy szczegół i nagle budzą się miesiąc, pół roku, rok później i… wciąż tkwią w tym samym miejscu. Błędy, porażki i sukcesy składają się na doświadczenie. A doświadczenie ulepsza nasz warsztat. Cudowny ciąg.

Odpowiedz

Przypominają mi się moje początki, potem zachłyśnięcie kosmetycznym światem i chęć bycia włosomaniaczką co od jakiegoś czasu nazywam błędami młodości. Teraz już pomału zaczynam widzieć siebie w świetle jakim chcę czyli co z moim blogiem dalej. Jedyne co to jeszcze marzy mi się dorosłość, wymarzony wygląd i własne miejsce w sieci.

Odpowiedz

Każdy nowy czytelnik zawsze sprawia ogromny zastrzyk energii :) To jest esencją blogowania.

Odpowiedz

Chyba każdy bloger ma taką samą historię swojego początku! :) Podoba mi się cytat ‘Idealny moment nie istnieje’. Można go odnieść również do wielu innych życiowych sytuacji ;) Motywuje! <3

Odpowiedz

uwielbiam czytać takie szczere historie o czyichś poczatkach z blogowaniem – bo to jest coś z czym coraz mocniej się utożsamiam. Twój tekst jest jednak wyjatkowy, bo dajesz w nim cząstkę siebie. Dzięki.

Odpowiedz

To ja dziękuję :)

Odpowiedz

A ja pisałem o różnych rzeczach (bo kilka projektów już odpalałem w zamierzchłych latach), zaś obecny wytrzymuje najdłużej i póki co nie widzę chęci rozstawania się z nim :).

Odpowiedz

Oj doskonale to znam… Bloga chciałam pisać już pare dobrych lat temu. Zresztą jako nastolatka miałam takie bardziej blogo-pamiętniki. Jednak to zdecydowanie nie było to co chciałam. Obecnego bloga zaczęłam pisać pod wpływem chwili. Też nie do końca wiedziałam o czym ma być. Cały czas go ulepszam, dopracowuje swoją koncepcję mimo, że Po Sukces Na Szpilkach ma już ponad rok. Ale o to chyba chodzi żeby cały czas rozwijać siebie i to co się tworzy :)

Odpowiedz

Pozostanie w miejscu byłoby szalenie nudne – zwłaszcza dla nas samych :)

Odpowiedz

z taką samą niecierpliwością czekam na wpis na tym blogu jak na wypłatę. I tak samo się cieszę gdy w końcu się pojawi na moim monitorze. Gdy się kończy, cóż trzeba czekać na następne… z tą samą niecierpliwością.

Odpowiedz

Niesamowicie się cieszę wobec tego :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.