O czym myślałam, zakładając bloga? Czasami żałuję, że widzicie dopiero gotowy tekst, że nie mogę Wam pokazać etapów jego tworzenia. Mam o tyle trudne zadanie, że muszę przekazać Wam dokładnie to co widzę, myślę i czuję, za pośrednictwem słów, których rolą jest zbudowanie obrazów pojawiających się w Waszych głowach. Gdy napisałam pierwsze zdanie – naprawdę o tym myślałam. Kursor migał uparcie, czekając na kolejne uderzenia w klawiaturę, trochę to trwało. To był właśnie jeden z tych momentów, który chciałam, abyście zobaczyli.

.rozwój

Jakiś czas temu, w kategoriach Alabasterfox, pojawiły się dwie nowe gałęzie – “Kultura → Blogosfera” oraz “Życie i społeczeństwo  → Blogowanie“. Ten wpis stanowczo należy do tej drugiej, gdyż skupia w sobie chwilę dla refleksji, których w historii tego bloga z pewnością nie brakuje. Pisałam Wam kiedyś dlaczego w ogóle zaczęłam blogować, jak ważny jest to dla mnie aspekt, a także co mi on daje. Ale jak wyglądały moje początki, co kryło się pod myślami na temat posiadania własnego bloga, jak chciałam, byście go postrzegali, jak sama chciałam być postrzegana, jakich etapów się spodziewałam i co było najtrudniejsze?

.nieznajomi znajomi

Czasami dostaję od Was zapytania o początki, a nawet o sugestie czy rady. Za każdym razem uśmiecham się, poniekąd ze zdziwieniem, bo z pewnością do najbardziej doświadczonych osób w blogosferze nie należę. Ale miło mi z tego powodu i zawsze z przyjemnością odsyłam odpowiedź. Czy tego między innymi właśnie chciałam? Pomagać innym? Oczywiście, że tak. Każdy taki mail jest dla mnie wyróżnieniem, doceniam fakt, że piszecie, choć przecież wcale nie znacie mnie osobiście  – to dla mnie wysoka forma uznania i docenienia, dlatego nie zamierzam ukrywać, że jestem za to ogromnie wdzięczna.

Kontrowersyjność, a emocje_2

.a gdyby zrobić to inaczej?

Czy wyglądałoby to tak samo lub bardzo podobnie, gdybym podążyła inną ścieżką? Istnieją przecież blogi, które trafiają na szczyty rankingów w rekordowym tempie, czasem ledwie po kwartale konsekwentnego i regularnego pisania, a także odrobinie pomocy ze strony poczytniejszych blogerów. W żadnym razie nie piszę tego złośliwie – daleko mi do tego, w zasadzie to… poniekąd cieszy mnie ten fakt, jako że świadczy o rosnącym i coraz bardziej zyskującym na znaczeniu zasięgu polskiej blogosfery. To pocieszająca perspektywa. Nigdy nie przemawiała przeze mnie zawiść i zazdrość z powodu, że ktoś inny przebił mnie na głowę pod względem statystyk, czytelników, regularności – to efekty jego pracy. Doskonale zdaję sobie sprawę, że takie rzeczy nie biorą się znikąd, niezależnie od pomocy mocniejszych graczy, blogowanie wymaga ogromnego zaangażowania i nie mniejszych nakładów czasu, ale przede wszystkim wytrwałości i konsekwencji. Efekty przychodzą później, nigdy odwrotnie.

.emocje

Czy kontrowersja pomaga? Z pewnością wzbudza silne emocje, a one są ważne. Albo wiecie co? W sumie to nie, emocje nie są ważne – emocje są najważniejszą kwestią blogowania. Bez nich stworzymy bloga stricte specjalistycznego, który będzie googlowany po hasłach z rodzaju: jak rozliczyć PIT albo w jaki sposób założyć działalność gospodarczą, względnie księgowość w praktyce. Pasjonujące.

Przygotowując ostatnio prace zaliczeniowe na dwa przedmioty, jeden z metod badań empirycznych i drugi na fotografię wizerunkową, wróciłam do wyników badania czytelnictwa blogów, a także przeanalizowałam temat fotografii lifestylowej, głównie pod kątem Instagramu. Zaczęłam zastanawiać się nad prezentowanym na blogach światem przeżyć poszczególnych autorów i tym, jak oddziałują na swoich czytelników, co jest ważne, dlaczego wracamy na ich blogi czy też instagramowe profile. Koniec końców, wszystko sprowadzało się do emocji.

Oczywiście można zaskarbić sobie czytelników będąc skrajnie kontrowersyjnym i wulgarnym blogerem, tu chociażby przykład Tomka Tomczyka, dawnego Kominka, który choć wciąż pozostaje kontrowersyjny, to jednak zdecydowanie odszedł od wulgarnego wizerunku, co opłaciło mu się w kwestii poprawy jakości grona odbiorców. Osobiście jednak głęboko wierzę w to, że przyciągamy do siebie taki typ ludzi, jaki sami sobą prezentujemy. Tomek dokonał znaczącej zmiany i w efekcie niesamowicie wiele tym zyskał.

Kontrowersyjność, a emocje_1

.slow-blogging

Czy sama chciałabym się wybić będąc kontrowersyjną, może czasem wulgarną blogerką? Jasno przedstawiać swoje skrajne opinie, być roszczeniową, nie zważając czy kogoś urażę, czy się mylę bądź nie, bo to przecież jest “mój blog! – nie podoba się to żegnam”? Co by mi to dało? Zgromadziłabym wokół siebie tłumy, które byłyby do mnie równie mocno przywiązane, co ja sama do zeszłorocznego śniegu.

Postawiłam na slow-blogging, czyli blogowanie w zwolnionym i zdecydowanie spokojnym rytmie, również pod względem doboru tematyki. Na ile tylko to możliwe, staram się budować jakość, co okupiłam na początku licznymi błędami. Jakość nie zawsze też idzie w parze z częstotliwością publikowania, bywa, że mam dłuższe przerwy, aniżeli bym sobie życzyła, ale przede wszystkim, pragnęłam stworzyć przyjemne i miłe w odbiorze miejsce, które będzie wolne od głośnych, medialnych spraw, roszczeń, nagonki i problemów dnia codziennego. Czy to mnie tak samo zbliża do celu? Pytanie co jest wobec tego celem. Zbudowanie społeczności, z którą będę mogła wymienić się opiniami, porozmawiać, podzielić emocjami, zaczerpnąć inspiracji i sama ją zaszczepić? Tak, to chyba jest końcowy cel i z taką myślą dzisiaj prowadzę tego bloga. Czy o tym samym myślałam zakładając go? Niezupełnie, pewnie dlatego, że nie do końca miałam pomysł na jego formę. Wtedy chciałam po prostu pisać. Dziś już wiem, w którym kierunku pragnę podążać i naprawdę mam szczerą nadzieję, że to będzie długa podróż.

Ufam też, że nie zostałam ostatnią, która uważa, że wyrazistość w blogosferze wcale nie musi zostać osiągnięta kontrowersyjnością, że wciąż istnieją inne drogi. A jeżeli się mylę, to będę tą ostatnią, która cały czas próbuje :)

Photo: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com

22 odpowiedzi

Odpowiedz

Bardzo mądre słowa. Właśnie zaczęłam się nad tym dzisiaj zastanawiać i doszłam do podobnych wniosków. Blog to przede wszystkim emocje. Wiele osób, w tym i ja, powinno sobie to wziąć do serca.

Odpowiedz

Idea slow bloggingu jest zachecajaca. Uwielbiam blogi od “zawsze ” jako wyłącznie czytelniczka czytałam tylko te wybrane, które odpowiadały mi całkowicie, często niszowe. Jednak od założenia własnego bloga staram się czytać tez najpopularniejszych blogerów w nadziei podpatrzenia ich sposobów na sukces. Niestety często nie wyciągam z tego żadnych wniosków dla siebie. Tez chce blokować slow.

Odpowiedz

Nie słyszałam określenia o slow blogowaniu, ale jest dosyć fajny, dający nadzieję, że to ma sens ;))

Odpowiedz

Wiesz… zdecydowanie udało Ci się stworzyć takie małe, piękne miejsce w sieci do którego zawsze chce się wracać.

Odpowiedz

Ten tekst idealnie odwzorowuje podejście do blogosfery, które chcę uskuteczniać od jakiegoś czasu. Też mam zamiar stawiać na jakość, a nie ilość i chociaż u mnie pewnie pojawi się czasem coś kontrowersyjnego to na pewno będzie kulturalnie ;)

Odpowiedz

Równowaga jest szalenie istotna, zwłaszcza w tym obszarze, dlatego trzymam kciuki, mam nadzieję, że wyważysz to odpowiednio i zgodnie ze sobą :)

Odpowiedz

Na pewno nie jesteś ostatnią, a po komentarzach widzę, że jest nas znacznie więcej. Myślałam o tym ostatnio, wiesz? Ludzie budują blogi, a później biorą jedną kontrowersję, tylko po to, żeby ich udostępniano i żeby zobaczyło to jak największe grono. Bo jeśli traktować to matematycznie to jeśli przyjdzie na bloga 100 nowych osób to może 10 z nich wróci, więc jeśli przyjdzie 10 000 to może 1000 wróci? Tylko na czym ta kalkulacja polega? Na zdobyciu na siłę wielkiej społeczności. Z drugiej strony, skąd “zwykli” czytelnicy mają się dowiedzieć o istnieniu Alabasterfox? Będzie szło powoli, ale tym samym zostaną tylko te osoby, które faktycznie się zaangażują. Taką mam nadzieję i tego Tobie, sobie i innym życzę. :)

Odpowiedz

Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że ta wielka społeczność zniknęłaby równie szybko jak się pojawiła – to trochę jak z muzycznymi hitami sezonu – jeden kawałek, który zostaje zapamiętany i historia się kończy. I nawet z tego 1000 finalnie pozostanie niewielu. A wiadomo – nie na tym rzecz polega, a przynajmniej w moim odczuciu.

Odpowiedz

Myślę, że podążasz bardzo dobrą drogą bo uwielbiam Twojego bloga! A te kontrowersyjne omijam szerokim łukiem :)

Odpowiedz

kontrowersyjność jest bardzo komercyjna, to z pewnością. czasem jednak nachodzi mnie taka refleksja, że obecnie większość osób, które budują swój wizerunek na wulgarności, nie pozostają sobą, a chcą jedynie wzbudzić emocje. czy jest sens pisać nie będąc sobą? zdecydowanie wolę slow blogging, który wyraża o wiele więcej, niż puste bla bla.

Odpowiedz

Jesteś świetną osobą i autorką bloga, która w jakiś sposób mnie inspiruje i ma podobne spojrzenie na wiele tematów… Slow-blogging to coś co i ja preferuję! Tak samo jak stwierdzenie, że przyciągamy takich ludzi na jakich sami zasługujemy. Trafiłaś w dziesiątkę :)

Odpowiedz

Nie uważam, że bycie dobrym blogerem zależy od bycia kontrowersyjnym ani że trzeba być opiniotwórczym, żeby zostać dostrzeżonym. Masz piękny blog, unikalny styl, piszesz świetne teksty i wielu czytelników uwielbia Ciebie czytać. Co jeszcze musi się wydarzyć? :)

Odpowiedz

Oczywiście, ze kontrowersyjność jest w cenie.

Nie znam się na blogosferze i czynnikach związanych z popularnością blogera X czy blogerki Y – ale w szerokim świecie Internetu kontrowersje są podstawą dla tzw. clickbaitu i nie wydaje mi się, aby było inaczej w krainie blogosfery. Nie twierdzę znowu, że jest w tym coś złego. Jak widać, jest na to popyt, dlaczego więc nie zapewnić odpowiedniej podaży?

Twój blog ma swoistą, eteryczną otoczkę. Nie wpisuje się on zawsze tak zupełnie konkretnie w moje zainteresowania (i nie szkodzi, że nie), ale znajdują się tu tematy, w których zaczytuję się z głębokim zafascynowaniem. Nie wyobrażam sobie, byś była w stanie popełnić taką “kontrowersyjność”, takie 21-wieczne “chleba i igrzysk”. Bloger piszący pod publiczkę nie jest sobą i wkracza na wypalającą ścieżkę. Ty wybrałaś swoją drogę i mocno się jej trzymaj, a wyjdzie Ci to tylko na dobre.

Odpowiedz

Wszystko się zgadza do pewnego momentu – w blogosferze trafiamy na bardzo zróżnicowane grupy, a Ci, którzy jeszcze nie załapali o co tak naprawdę chodzi, mają ślepe przeświadczenie, że szokując – wybiją się szybko i skutecznie (idąc dalej tą ścieżką, nierzadko docieramy do kwestii zarabiania na blogach). Tutaj zakrawamy o aspekt mylenia pojęcia kontrowersji, która jak piszesz – ma swoje korzystne strony, ze zwykłą próbą zszokowania. Z jakiegoś powodu przypomina mi to niektóre okładki Wprost czy Newsweeka – niegdyś opiniotwórcze tygodniki, dziś tabloidyzacja bije od nich na kilometr – to poniekąd rzekomy popyt, potrzeba ludu, co zabawne jednak – niezapewniający wzrostu sprzedaży. W sumie świetnie podsumowała to Dagmara w komentarzu poniżej – kontrowersyjność charakteryzuje się dyskusyjnością, podczas gdy w blogosferze coraz częściej idzie to w kierunku zwykłego szokowania, nierzadko uraczonego nutką wulgarności, przecież “to takie trendy” ;)

p.s. jestem totalnie zdziwiona widząc Cię tutaj, ale bardzo mnie to cieszy :)

Odpowiedz

Potraktowałem “kontrowersyjność” jako taki worek, do którego można wrzucić bardzo zróżnicowany asortyment rozmaitości, które ostatecznie zmuszają do jednego – reakcji. Niefortunnie, w przypadku tych bardziej płytkich odmian kontrowersji za reakcją nie idzie drugi, bardzo istotny aspekt – refleksja.

Próby zszokowania najłatwiej mi przyrównać do memów – łatwe do przełknięcia dla każdego dwie linijki tekstu (w przypadku bloga będzie to retoryczne, pozbawione dwuznaczności lub nawet iluzji chęci podjęcia dyskusji pytanie rodzaju “czy ty też nienawidzisz tego/tej ***wstaw przekleństwo*** policji/rządu/korporacji/sąsiadki z naprzeciwka). Syci czytelnika pozornie mocną opinią, ale szybko okazuje się, że to puste kalorie fanaberii podawanych przez wyrachowanych blogerów.

Po co potencjalny odbiorca ma kupować Newsweeka, jeśli jego tok myślowy zawrze się elegancko w blogspamowym tytule lub zawartości pierwszych stron demotywatorów? Przecież te artykuły mają tyle literek, a tu wszystko jak na tacy…

p.s. niespodzianki dobra rzecz.

Odpowiedz

Zgadzam się, że emocje decydują o tym czy wracamy na danego bloga, czy konto na instagramie. Często jest to podziw, ale również zazdrość. Mam również wrażenie, że ludzie patrząc na te idealne zdjęcia, jedzenia, ciała czy pokoju, zastanawiają się jak to jest możliwe, że u nich rzeczywistość nie jest tak ekscytująca. Trochę jest to przerażające, że wszyscy dążą do ideału narzuconego przez media, gdzieś po drodze zatracając siebie.

Odpowiedz

Naprawdę jestem wdzięczna, że poruszyłaś ten temat. Oczywiście jestem zwolenniczką ‘slow blogging’. Skupiając się na tym, by blog był rzeczywistym odzwierciedleniem mojej osoby. Nie chciałabym się zamykać na nowości, lecz z pewnością są zachowania, których za wszelką cenę staram się unikać. Jedną z nich jest właśnie trend, który opisałaś. Wzbudzające we mnie niesmak. Nie dlatego, że oburzają mnie przekleństwa, czy agresywność. Nie, nie wiele rzeczy potrafi mnie zszokować. Po prostu ta moda wydaje mi się niedorzeczna i niezrozumiała. Nagłówki zaczynające się od “odpierdolcie się od..”. Kończące się na “jesteście wszyscy zjebani/obleśni/pojebani”. Czasem padnie jakaś kurwa. Później pieprz się. Tekst gotowy. Szczerze mówiąc nie nazwałabym tego kontrowersyjnością. Dlatego, że ta charakteryzuje się niejednoznacznością, dyskusyjnością oraz problematycznością. Zachowanie, które obserwujemy to zwykła wulgarność. W końcu ile z tych tekstów rzeczywiście ma jakiś przekaz? Porusza kontrowersyjne tematy, ale reszta tekstu już taka nie jest. Wychowywałam się w rodzinnie dziennikarzy. Wiem, że ostry tekst nie musi zawierać ani jednego przekleństwa. Kontrowersyjność może być wyrafinowana. Ostatnio analizowałam dość szczególnie trend. Czytając regularnie blogi tego typu. Zaskoczyło mnie wykształcenie i zainteresowania tych osób. Nie mogłam pozbyć się myśli, że jest o wiele ciekawszych tematów, które mogliby poruszyć. Poza tym towarzyszyło mi dziwne skojarzenie. Swego czasu pracowałam z dziećmi na ulicy. Ta wszechobecna wulgarność, ‘kontrowersyjność’, nieustannie mi o nich przypomina. Im większy strach, niepewność, czy kompleksy, tym więcej krzyczeli, przeklinali, niszczyli. Uważając, że tylko w ten sposób mogą zyskać aprobatę i uznanie tych “starszych i większych”.

Odpowiedz

W kontrowersyjności nie byłoby jeszcze nic złego, bo tak jak piszesz – można to zrobić w inteligentny i wyrafinowany sposób (ale tak, do tego zdecydowanie konieczne jest posiadanie przede wszystkim określonej wiedzy i umiejętności), jednak w blogosferze, w wielu aspektach, a przynajmniej tych, o których myślałam, ta cała kontrowersyjność jest zakrapiana albo sporą dawką wulgarności albo ma za zadanie szokować, zamiast wzbudzać podzielone opinie, a tym samym nakłaniać do chociażby dyskusji. I trochę koło się zamyka, bo coraz częściej z dobrze rokujących trendów robimy klimat tabloidowy, a szkoda.

Odpowiedz

W zupełności się z Tobą zgadzam. Ja również podążam swoją drogą i wielu rzeczy nie jestem pewna, że wulgarna kontrowersyjność to nigdy nie będę Ja. No chyba, że mnie mąż zostawi dla długonogiej blogerki, wtedy mogę porządnie się wkurzyć;) Cudownie, że jesteś i chcesz pozostać w zgodzie z własnym ja. Mam wrażenie, że coraz częściej czytam teksty, które produkowane są zgodnie z
oczekiwaniami ogółu, a nie potrzebą danej osoby.

Odpowiedz

Coraz częściej zastanawiam się, czy z tą “produkcją dla ogółu”, czyli “na co jest akurat wzięcie”, nie rozchodzi się przypadkiem jednak o kasę – tyle się teraz o tym mówi. Nie ukrywam, że miewam wrażenie, że wiele osób próbuje przeć jak najszybciej do przodu właśnie za $ – po to też zakładają blogi. Ale chciałabym się mylić.

Odpowiedz

Ja również to czuję, obawiam się, że tak jest.

Odpowiedz

Przedostatnią! :-)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.