Wiecie, gdy zakładałam alabasterfox, nie wierzyłam, że to się dzieje. Całe lata zajęło mi wrócenie do blogowania, a gdy już się na to zdecydowałam, musiałam nauczyć się wszystkiego od nowa – miejsce na serwerze, własna domena, nauka css, generalnie koniec doby platform blogowych, czyli jedynej formy, jaką znałam jeszcze z 2006 roku. Znajdę czas — mówiłam sobie — uczelnia to tylko 2,5 dnia, praca od poniedziałku do piątku do 16.00, ogarnę. Przez pierwsze cztery miesiące tak rzeczywiście było, ale napisałam wtedy… aż całe 9 wpisów, z czego wyłącznie jeden w czwartym miesiącu blogowania. To był moment, w którym istnienie lisa stanęło pod znakiem zapytania (całe 9 wpisów…).

Pomysł na tę publikację podsunęła mi swoim tekstem Urszula, która zorganizowała bardzo ciekawy, choć już zakończony projekt dla blogerów, którego mimo wszystko postanowiłam się podjąć.

.po co mi to wszystko
zwątpienie

To pierwsza realna trudność, którą napotkałam już na samym początku blogowania, a z której nie zdawałam sobie sprawy na początku prac. Wiedziałam, że na czytelników przyjdzie mi długo czekać, ale nie przypuszczałam, że demotywacja będzie tak silna, a niechęć do logowania się w panelu administracyjnym tak dominująca. To była pętla – brakowało mi pomysłów, teksty pojawiały się rzadko, czyli de facto nie było czym zainteresować potencjalnych czytelników.

.o czym by tu dzisiaj…
w poszukiwaniu inspiracji

Potrzebowałam tematów, których nie można znaleźć na każdym randomowym blogu, chciałam tworzyć unikalny kontent, nadać mu indywidualny charakter, przyciągnąć nietuzinkowością. Zamiast tego wpadłam w rutynę i w pewnym momencie, gdy zmęczyły mnie już tematy z zakresu dietetyki, po raz pierwszy poszłam za panującymi trendami – straszna nuda, która niewiele miała wtedy wspólnego z pasją do blogowania, którą cieszę się już na szczęście od kilku dobrych miesięcy. Blogując dostrzegamy więcej, skupiamy się na tych elementach, które na co dzień są zwyczajnie pomijane, staramy się wyciągać od ludzi, otoczenia jak i samego życia więcej, tworząc tym samym kolejne teksty. Jednak ten etap nie zawsze przychodzi od samego początku, warto mieć to na uwadze i nie zniechęcać się już na starcie.

Kulisy blogowania, czyli o czym się nie mówi_3

.nie wyrabiam!
czas

To jedna z tych rzeczy, o których się nie mówi, przez co wiele osób wciąż śmieje się na hasło: zawód: bloger. Blogowanie to czasochłonna, wymagająca i rzadko wybaczająca błędy praca, ale o tym ostatnim za chwilę. Znajomi często pytają mnie, ile czasu poświęcam na bloga. Rok temu powiedziałabym, że tak do dwóch godzin dziennie (uśredniając w odniesieniu do całego tygodnia). Dzisiaj to uśrednienie sprowadziłoby się do jakichś minimum czterech. Publikuję mniej więcej co trzeci dzień, w dni, kiedy nie pracuję nad tekstami, staram się nadrabiać zaległości w blogosferze – bycie na bieżąco ma ogromne znaczenie, podobnie jak prace nad zasięgiem. Gdy nie piszę i nie czytam, myślę nad ulepszeniami, jakie mogłabym wprowadzić, nad dotarciem do większego grona odbiorców, pracuję nad zdjęciami, opracowuję koncepcje na przyszłe tematy. Natomiast w dzień, gdy publikuję, rezerwuję sobie czas od godziny 17.00 do około 23.00, natomiast gdy wpis wymaga tutorialu np. w postaci zdjęć – rozkładam to na dwa dni.

.o co wam chodzi?
hejterzy

Żyjemy w dobie wszechogarniającego hejtu, perfekcjonizmu i monitoringu. Każde potknięcie, które ujrzało światło dzienne, zostanie nam wytknięte i tu raczej nic się nie ukryje. Z każdego słowa puszczonego w świat, niezależnie, czy w komentarzu, czy na blogu, prędzej czy później możemy zostać rozliczeni. Ja na szczęście otarłam się do tej pory wyłącznie o krytykę, a nie najczystszy hejt, ale obserwuję blogi, zarówno te bardziej, jak i mniej poczytne i niejednokrotnie robi mi się słabo, na widok niektórych przeczytanych zdań. Okrutna zawiść i zazdrość to już norma w sieci, pytanie, jak sobie z tym poradzimy.

.kochanie, poczekaj, zrobię tylko dwa zdjęcia!
fotografia

Podróże, pisanie i fotografia, to trzy filary, w oparciu o które chciałabym zbudować swoje życie zawodowe. Mają moje pełne zaangażowanie, oddanie i bezwarunkową miłość pochodzącą z pasji. Jednak nawet i przy takim podejściu, może się zdarzyć, że będziemy mieli gorszy dzień i chęć rzucenia wszystkim. Wyjazd? Zdjęcia! Wyjątkowa kamienica, drzwi, panorama? Zdjęcie! Kotku, a widziałeś tę kawiarenkę? Poczekaj, zrobię szybkie zdjęcie ogródka. Śniadanie? Hm… wysypię dookoła trochę owoców, będzie bardziej artystycznie, nikt przecież nie skojarzy tego jakobym nie trafiła do talerza. Oczywiście mocno teraz przejaskrawiam, bo na co dzień przebiega to znacznie łagodniej, uwielbiam zamykać w kadrze chwile i piękne rzeczy, sprawia mi to przyjemność, ale czasem zderzam się z poczuciem obowiązku i ukłuciem winy, zwłaszcza przed M., który choć wiem, że jest ponadprzeciętnie wyrozumiały, to jednak jak każdy, ma swoje limity. Z tego też powodu przyjęłam zasadę, że gdy spotykam się z kimś na przysłowiowej kawie, telefon choć leży na stole, to tylko i wyłącznie na wypadek, gdyby wydarzyło się coś pilnego i niecierpiącego zwłoki, a wszystkie maile, powiadomienia push, zdjęcia czy sms’y – czekają na zakończenie spotkania. Konieczność rozdzielenia prywatności od blogowania jest na pewnym etapie kluczowa. A skoro już o tym mowa…

Kulisy blogowania, czyli o czym się nie mówi_2

.gdzie leży granica
prywatność

To ostatni element, który do pewnego czasu sprawiał mi lekką trudność. Musiałam wyznaczyć wyraźne granice między tym, czym zamierzam się dzielić, a tym, co zawsze pozostanie absolutną strefą prywatności. Pojawiła się konieczność wzięcia pod uwagę zarówno moich znajomych, rodzinę i współpracowników, jak i te same grupy po stronie mojego partnera. Nie chciałam również doprowadzać do sytuacji, w których bliskie mi osoby, dowiadywałyby się więcej o mnie z bloga, aniżeli z bezpośrednich rozmów. Po drugiej stronie chciałam jednak, by był to blog lifestylowy, co oznaczało mnie, a nie konkretną specjalizację. Metodą prób i błędów, udało mi się osiągnąć niezbędną mi równowagę, choć nie od razu.

.więcej, niż się wydaje

Osoby z zewnątrz rzadko kiedy zdają sobie sprawę z tego, jak wiele wyrzeczeń i czasu wymaga blogowanie. To nie jest wpis, który kleimy na kolanie w 20 minut. To często godziny, spędzone przed białym ekranem, kilka do kilkunastu poprawek i korekt, szukanie odpowiedniej oprawy graficznej bądź czas spędzony na przygotowaniu i obróbce zdjęć, to prowadzenie społecznościówek, odpowiadanie na maile, komentarze, bycie na bieżąco, nieustanne uczenie się, szukanie inspiracji, czytanie, czytanie i jeszcze raz… pisanie.

A co dla Was było (a może wciąż jest) najtrudniejsze, a z czego nie do końca zdawaliście sobie sprawę zakładając bloga? O ile oczywiście piszecie :)

Photo: Creative Commons license (CC0) – kaboompics.com

49 odpowiedzi

Odpowiedz

Ja po 9 latach blogowania wciąż nie mogę uwierzyć kiedy ten czas przeleciał. Przechodziłam chyba wszystkie możliwe fazy od zachłyśnięcia się blogowaniem kiedy publikowałam po kilka postów dziennie aż do porzucania bloga (na szczęście na max. 2 tygodnie). Szoku gdy post nad którym się specjalnie nie napracowałam osiągał niesamowitą popularność do złości gdy wpis którego pisanie zajął mi wiele godzin przechodził bez echa. Do tego w międzyczasie wybuchła era popularności blogowania, wyścig po kolejnych sponsorów/banerki/bartery, pamiętna relacja Filipa Chajzera, a także początki ogólnego hejtu na blogerów ( a zwłaszcza blogerki). O dziwo wszystko to przetrwałam (pewnie dlatego, że zawsze stałam z boku) i nie straciłam zapału do pisania. W międzyczasie wykupiłam domenę, przekonałam przyjaciółkę do współpracy i zyskałam nowe grono czytelników. Po tylu latach wiem jedno – w blogowaniu liczy się przede wszystkim systematyczność :)

Odpowiedz

Piękny wypis. Prowadzę bloga kilka miesięcy i wciąż mam tyle zagadnień do ogarnięcia Łudzę się ze z czasem jak już wiecej się nauczę i bardziej zorganizuję będzie lepiej bo ja zwyczajnie lubię pisać;) Dzięki za ten post!

Odpowiedz

My zaczęłyśmy przygodę z blogiem kilka miesięcy temu. Blogowanie daje nam wiele radości, “zmusza” do poszerzania wiedzy z zakresu fotografii, video, funkcjonowania w mediach społecznościowych itp. ciągle się czegoś uczymy i to jest naprawdę fajne :) Jednak zawsze największy kłopot jest z czasem. Nie zdawałyśmy sobie kiedyś sprawy z tego ile czasu zajmuje przygotowanie postu, a to wszystko musimy pogodzić z pracą, rodziną i życiem towarzyskim :) Doba jest dla nas za krótka. Wiemy jednak, że im bardziej będziemy koncentrować się na tym, że brakuje nam czasu, tym bardziej będziemy zestresowane a to do niczego dobrego nie doprowadzi. Czasami trzeba odpuścić, żeby potem cieszyć się ze swoich dokonań :) Życzymy Tobie i wszystkim innym blogerom pozytywnej energii, wytrwałości i satysfakcji z prowadzenia bloga! Pozdrawiamy!

Odpowiedz

Jak dobrze, że ktoś w końcu napisał szczerze, jak wygląda blogowanie “od kuchni” i ile czasu trzeba odczekać i naprawcować się, by pojawili się pierwsi czytelnicy. Popularni blogerzy niby piszą, że blog to praca na cały etat, ale zazwyczaj na tym kulisy blogowania kończą się. Dziękuję za ten wpis, a tak prywatnie, to mam nadzieję, że mnie demotywacja nie skłoni w końcu do zamknięcia bloga

Odpowiedz

Wobec tego życzę Ci przede wszystkim wytrwałości, ale i także niegasnącej pasji do tego, co robisz :) A że trzeba czasami poczekać… cóż, ten czas i tak w końcu minie :)

Odpowiedz

najbardziej urzekł mnie pierwszy akapit – dokładnie przez to przechodzę! Wydawało mi się że na blogach się znam, a tu trzeba mieć własny hosting, domenę, przyzwyczaić się do WordPressa, szablonów itp. Ja wciąż szukam w którą stronę iść. Po co mi to? Nie wiem, ale mam nadzieję, że wkrótcę do tego dojdę. Tymczasem dziękuję za wpis, dał mi kopa i motywację do pracy ;)

Odpowiedz

Cała przyjemność po mojej stronie :)

Odpowiedz

Dla mnie najtrudniejsze jest znalezienie czasu. Czasem też wybór konkretnego tematu, który chcę rozwinąć. Tak naprawdę mam wiele szkiców, które od miesięcy pozostają szkicami. Czasami jednak do nich wracam i wtedy tworzę taki jakby cykl postów na jeden temat.
Ale najciekawsze w tym wszystkim jest dla mnie bycie sobą i realizowanie założonej dla bloga misji.
A w blogosferze ogólnie też jestem od wielu lat. Tylko pisanie akurat TEGO bloga, to zupełnie inna sprawa. Podobnie jak w Twoim przypadku.

Odpowiedz

Fakt, kiedyś było znacznie łatwiej, bo i wymagania społeczeństwa były znacznie niższe :) Blogosfera nie miała takiej skali, zasięgu i wpływów, a to niestety pociąga pewne konsekwencje. O “konkurencji” nawet nie wspominając, bo naprawdę coraz trudniej jest się wybić, wyróżnić w jakiś sposób, zrobić coś nowego. Nierzadko miewam wrażenie, że “to wszystko już było”.

Odpowiedz

Gdy zakładałam obecnego bloga wydawało mi się, że będzie znacznie łatwiej. Miałam mnóstwo pomysłów na teksty, chciałam w końcu pisać o tym na co tylko przyjdzie mi ochota. Bo pracuje też m.in. w gazecie, gdzie nie można wykazać się zbyt duża kreatywnością. Poza tym miałam kiedyś kilka blogów, tyle że na platformie. Musiałam się nauczyć wszystkiego od nowa i przyłoczyło mnie to. Napisałam pierwszy tekst, na podstawowym szablonie wordpressa i stwierdziłam, że ten blog jest strasznie brzydki. Ze nie chce go mieć takiego. I zostawiłam go tak na kilka miesięcy. Bolało mnie serducho z żalu, ale nie miałam do niego siły. Widocznie potrzebowaliśmy małej separacji, bo po tym czasie wróciłam i wszystkiego uczyłam się znacznie szybciej. Jeszcze nie wygląda dokładnie tak jakbym chciała, ale narazie musi wystarczyć. Pomysłów brakuje mi rzadko, choć chyba każdy ma czasem zanik weny, te tematy są gdzieś w nas, ale nie zanotowane czasem ulegają zapomnieniu. Największym szokiem wciąż jest dla mnie fakt jak długo wybieram oprawę graficzną do każdego tekstu. Kiedyś blogowanie było łatwiejsze :) ale kocham to robić i tylko czas wiecznie się kurczy niestety;)

Odpowiedz

Ja niespodziewanie mam trudności, żeby znaleźć czas na… pracę zawodową, bo najchętniej całe 8h w pracy siedziałabym nad blogiem. A zwątpienie okresowo dopada chyba każdego, w najmniej spodziewanych momentach. Ale co ciekawe, po okresach zwątpienia zawsze przychodzi wielki kop motywacji – kryzysy jednak są potrzebne :)

Odpowiedz

Trochę Ci zazdroszczę tej możliwości, u mnie w pracy niestety nie ma za bardzo takiej opcji, przez co pozostały czas, który muszę jakoś rozplanować na wszystkie inne aspekty mojego życia, jest drastycznie zminimalizowany.

Odpowiedz

Jejku tyle w tym prawdy! Owszem można napisać wpis w godzinę, ale ile takich wpisów wniesie coś do życia naszych czytelników? Taki poradnik to kilka godzin roboty, tak jak piszesz. Czasem aż przykro, gdy ludzie go nie docenią, a z drugiej strony cieszy, gdy ktoś docenia wpis na którego przygotowanie nie poświęciłam zbyt dużo czasu. :)

Odpowiedz

Dla mnie na początku problemem było…. jak zareagują znajomi. Wprawdzie wciąż niektóre osoby rzucają jakimiś głupimi tekstami na temat blogowania ale zlewam już ich ;)

Odpowiedz

Czy przesadzę podpytując co najczęściej od nich słyszysz? Bo powiem Ci szczerze, że po dziś dzień się z tym “borykam”, tyle że ja śmieję się razem z nimi, bo odbieram to mimo wszystko z bardzo pozytywnym nastawieniem ;)

Odpowiedz

Spoko ;) Przykładowe sytuacje i teksty: 1. Siedzimy w babskim gronie na imprezie i jedna pyta o mój kolor włosów, mówię jaka to farba i tłumaczę że robię sobie czasem maskę z banana i ona działa rozświetlająco. Koleżanka pyta jak ją robię a druga wtrąca: “Jak to? To Ty nie znasz na pamięć przepisów na kosmetyki z jej bloga? Jak możesz tego nie czytać!” i kilka tym podobnych że coś komuś tłumaczę a ktoś inny wyjeżdża z tekstem “No przecież jakbyś bloga czytała to byś wiedziała” :D 2. Moje ulubione pytanie czyli “Ale po co Ty to piszesz?” / “Co Ci to dało że napisałaś na ten temat? Ktoś Ci za to płaci?” 3. “Skąd Ci przychodzą do głowy te pomysły?” 4. “A to Tobie za mało jest pracy w gazecie że jeszcze w jakieś blogi się bawisz?” 5. I teraz wisienki na torcie: “Czujesz się przez to celebrytką?”, “Myślisz że jesteś lepsza i coś więcej przez to osiągniesz?” Z niektórych haseł się śmieje, niektóre zlewam. Raczej po kontekście rozmowy i tonie głosu drugiej osoby można wyczuć czy są to przyjazne żarty i nawiązania czy głupie docinki osoby, która poza prostą egzystencją (jedzenie, praca, spanie, a to tylko po to by zarobić na piwo podczas weekendowej imprezy) nic więcej nie potrafią dokonać. Wprawdzie blogowanie i reakcje znajomych pozwoliły mi odkryć kto tak naprawdę jest moim znajomym, a kto dziwnym człowiekiem który ma problem tylko dlatego, że ja czymś się zajmuję ;) Na początku właśnie obawiałam się jak zareagują ludzie z otoczenia, z czasem stwierdziłam że właśnie obserwacja tych reakcji była potrzebna ;)

Tak się właśnie zastanawiałam, czy i Ty musiałaś zmierzyć się z pytaniami z rodzaju: „ktoś Ci za to płaci?”. To niemalże pierwsze o co mnie z kolei pytano: “ile z tego masz, ile z tego wyciągasz, czy da się z tego wyżyć” i to jak na ironię – na samym początku, teraz już znacznie rzadziej, choć wciąż. Szczerze? Byłam zdziwiona, że tak wiele osób, niezwiązanych w żaden sposób z blogosferą, pierwsze co, to łączyło blogi z trzepaniem milionów. Nieco to rozczarowujące ;) Ale reakcje ludzi z najbliższego otoczenia i mnie dały sporo do myślenia, nie da się ukryć. Na szczęście podchodzę do tego z dużym dystansem i przymrużeniem oka :)

Odpowiedz

Masz lekkie pióro i czyta się z przyjemnością Twoje teksty:)

Odpowiedz

Dzień dobry, a właściwie – dobry wieczór. Przyszłam tu od “Woman at window”, zaintrygowana Twoimi zdjęciami (są piękne!). Przeczytałam kilka wpisów i oto znalazłam drugi (po “Zaparzę ci herbatę”) blog ze wszystkimi przecinkami na swoim miejscu! Lektura Twoich wpisów jest tak przyjemna jak oglądanie Twoich zdjęć :) Pozdrów ode mnie Plac Nankiera :)

Odpowiedz

Czyżby Filologia na UWr? :)
I bardzo mi miło, że tak uważasz – dziękuję za ciepłe słowa :)

Odpowiedz

To nie było trudne dochodzenie ;) Tak. Kocham Wro :)

Odpowiedz

Najtrudniejsze jest dla mnie dokonanie wyboru. Czuje w sobie tyle pasji, mam w głowie tysiące myśli, planów…ale nie potrafię się rozdwoić. Dylemat, czy ugotować zupę czy pisać i pisać, nie jest atrakcyjny. Jest jednak częścią mojego życia.

Odpowiedz

Miewam to samo ;)

Odpowiedz

skoro o kulisach mowa, to właśnie przez ostatnie dwa miesiące przeżywałam prawdziwy kryzys. miałam czas, żeby pisać, ale nie mogłam, po prostu kiedy siadałam do komputera odczuwałam pustkę, której nie mogłam zwalczyć i postanowiłam odpuścić. pewnego ranka, kiedy miałam czas tylko dla siebie, siedząc z kubkiem herbaty wreszcie poczułam coś, na co czekałam od dawna – wiedziałam, że mogę już pisać. nie żałuję tego, że w ostatnim czasie wpisy pojawiały się rzadko, bo skoro musiałoby to być okupione zmuszaniem się, to na pewno nie przyniosłoby nic dobrego.

…też tak mam ze zdjęciami! :) “…yyy, poczekaj moment, zobacz jakie ładne miejsce!” – cierpliwość – level hard :)

Odpowiedz

Świadomość tego jest bezcenna, podobnie jak podjęte później działania w zgodzie z samym sobą. Niektórzy w takich momentach dawno by przekreślili bloga, Ty przeczekałaś i nie widziałaś problemu, by wrócić w dogodnym dla siebie momencie – zgaduję, że to musiała być dla Ciebie swoista ulga :) Ja uwielbiam momenty, w których czuję, że to ta chwila, w której nie mam ochoty na nic innego, jak tylko zacząć sunąć palcami po klawiaturze :)

Odpowiedz

Czas jest największym wrogiem, ciągle go brakuje. Prowadząc bloga trzeba też uczyć się ciągle nowych rzeczy, a to modyfikacji szablonu, innym razem szukać nowych form promocji, szlifować warsztat pisarski i tak można wymieniać bez końca. Czasami myślę, że już wszystko mam “ogarnięte”, a tu nagle się okazuje, że znowu trzeba nauczyć się czegoś nowego, co zajmuje czas, jeszcze więcej czasu.
Mimo wszystko, uwielbiam blogować, to niesamowicie satysfakcjonujące, gdy obce osoby wchodzą na bloga i komentują, albo lajkują na facebooku, wtedy chyba każdy czuje, że jego praca i trud zostały docenione.

Odpowiedz

Nawet nie wiesz jak bardzo Ciebie cenię za te autentyczne wpisy. Zbyt często przemilczamy kulisy naszego blogowania. Stwarzając iluzję, że cała nasza praca, to przyjemne chwile spędzone z laptopem w kawiarni. Nigdy nie spodziewałam się, że będzie mi dane przyswoić taką wiedzę w tak krótkim czasie. Moje trzy miesiące blogowania zmieniło całe moje dotychczasowe życie. Nie sądziłam, że poznam tak wiele niezwykłych osób. Nie przypuszczałam, że może tak dotknąć mnie śmierć blogerki, której posty regularnie śledziłam. Nie doceniałam roli blogowej społeczności. Także bagatelizowałam pracę jaką niesie za sobą prowadzenie bloga. Staranne robienie zdjęć. Zarządzanie social media. Komentowanie innych blogów. Świadoma publikacja. Szukanie inspiracji. Nieprzespane noce. Frustracja. Satysfakcja. Zmęczenie. Radość. Bywa różnie. Szukam swojej równowagi.

Odpowiedz

Czasem miewam wrażenie, że te wahania nastrojów względem blogowania, są jednym z najtrudniejszych elementów, co idealnie podsumowują Twoje ostatnie zdania – ruletka.
Blogosfera natomiast wciąż jest dla mnie pod pewnymi względami enigmatycznym obszarem, a jednocześnie nie zamierzam podejmować prób jego zrozumienia – dopóki dotyka strefy emocjonalnej, uważam to za coś dobrego. Blogosfera to ludzie, a ludzie to emocje.

Odpowiedz

Jeszcze przed założeniem bloga nie zdawałem sobie sprawy ile czasu to potrafi zabrać. Myślałem, że godzinka lub dwie raz na jakiś czas starczą, żeby mieć fajnego blogaska. No cóż, to tak nie działa i często zarywałem już nocki poprawiając jakieś błędy lub przystosowując motyw, a przy technologicznym to zdobywanie nowej wiedzy jest równie czasochłonne. Drugim elementem jest pracą jaką trzeba włożyć we wszystko, tylko nie pisanie. Są tygodnie, gdy z tekstami u mnie słabo, ale i tak poświęcam kilka godzin dziennie blogowi.

Odpowiedz

Doskonale rozumiem, blogowanie pochłania czas jak czarna dziura, szczególnie kiedy nam zależy na stworzeniu czegoś dobrego. Dzisiaj pierwszy raz śnił mi się mój blog i przez sen odpisywałam na komentarze. To chyba znak. Potrzebna mi przerwa…

Odpowiedz

Albo zbyt krótko mam bloga, albo jest (jeszcze) zbyt mały bo ja nie doświadczam hejtu i marzę żeby mnie to nie spotkała. Ja wciąż wierzę że blogosfera to świat tęczy i biegających jednorożców :D Negatywne komentarze być może dają motywacyjnego kopa ale ja wolę konstruktywną krytykę niż hejt w czystej postaci :) Czasem też dopada mnie zwątpienie, nawet za bardzo nie ma się komu chwalić bo o moim blogu wie niewielu moich znajomych, więc po co mi to wszystko, ale wtedy sobie czytam miłe komentarze i nagle wszystko na nowo nabiera sensu :) Blogowanie jest suuuuper! <3

Odpowiedz

“świat tęczy i biegających jednorożców” – <3

Odpowiedz

Brak czasu i ogólna sprzeczność z naszą wizją, a treścią publikacji na blogu jest dla mnie najbardziej frustrująca. Jestem ciekawa jak było w Twoim przypadku, kiedy nastąpił przełom i w którym momencie Twój blog zaczął spełniać Twoje oczekiwania.

Odpowiedz

Wciąż się zastanawiam, czy mogę stwierdzić z pełnym przekonaniem, że obecnie spełnia on moje oczekiwania. Z całą pewnością daje uczucie spełniania pasji i osiągania satysfakcji, ale niestety – jestem perfekcjonistką, wciąż mi coś nie pasuje, nieustannie bym zmieniała najróżniejsze elementy, usprawniała, dodawała… Jednak gdybym miała nakreślić jakieś ramy czasowe, to Alabasterfox miałby swój początek w okolicach grudnia 2014, podczas gdy fizycznie istnieje od końca marca 2014.

Odpowiedz

Pocieszyłaś mnie. Jeśli nawet za pół roku (mój blog powstał w marcu 2015r.) moje miejsce w sieci będzie na podobnym poziomie jak Twoje, warto jest poczekać! Cenię Ciebie za ten perfekcjonizm, otwartość i różnorodność podejmowanych tematów. Liczę na to, że pojawi się post ze wskazówkami – jak osiągnąć sukces i zadowolenie z blogowania ;).

Bardzo mi to schlebia, dziękuję Ci za tak miłe słowa :) Ale przyznam szczerze, że przez myśl mi jeszcze nigdy nie przeszło, że osiągnęłam sukces w kwestii blogowania. Przede mną bardzo wiele pracy, by realnie zbliżyć się do tego, co bym chciała osiągnąć blogując, ale o to w tym właśnie chodzi, by ta droga była długa, może nawet niekończąca się, a nieodłącznego jej towarzysza stanowiła satysfakcja jak i zadowolenie ze spełniania pasji :)

Odpowiedz

My dopiero odkrywamy blogosferę, ale od początku sobie zdawałyśmy sobie sprawę, że to będzie ciężka praca. Wciąż się uczymy, ale odnajdujemy w tym radość i to jest najważniejsze. Fajne jest to, że jesteśmy w tym we dwie, bo łatwiej nam sobie radzić z wieloma problemami razem.

Odpowiedz

Czasem zastanawiam się właśnie, jak to jest prowadzić bloga w dwie osoby, głównie na Waszym przykładzie :) Jak Wam sie udaje uzyskiwać kompromisy, zarówno w tych istotniejszych, jak i mniej ważnych sprawach, począwszy od tak prostej rzeczy jaką jest layout, kończąc na poruszanych tematach, terminowości, etc. ;) Ale nie wątpię, że jest znacznie raźniej we 2!

Odpowiedz

Ideeealny wpis! Myślę, że każdy, kto bloguje, mógłby się pod tym podpisać. :)

Odpowiedz

Mnie największy problem stanowi CZAS, bo pisać bardzo lubię, tak samo chętnie sprawdzam co u innych, w ogóle wszystko w blogowaniu lubię, tylko ten czas. Wielokrotnie próbowałam go rozliczać, ale praca + dojazdy i czynności przygotowawcze zajmuje mi 10 godzin, sen – staram się spać 8 godzin. Zostaje 6, w czasie których zajmuję się domem i gotuję, czytam, piszę uparcie swoją powieść i biegam. Dobrze jest też coś poczytać i pooglądać. A-ha – jeszcze bieganie i medytacja (konieczne elementy, uzdrowiły moje stargane nerwy). Aktualnie mogę poświecić w domu na bloga max. 2 godziny dziennie, chyba, że w pracy coś tam skubnę ;-) Polikwidowałam wszystkie inne konta typu: facebook, pinterest, twitter, kiedy je miałam to już naprawdę nie radziłam sobie z rzeczywistością. Zapomniałam o czymś – przecież z rodziną i przyjaciółmi też trzeba pobyć! Tak, “bloger” to zdecydowanie zawód, dwie godziny dziennie to zdecydowanie mniej niż bym chciała.

Odpowiedz

Zdecydowanie z czasem jest największa gimnastyka. Trzeba naginać czasoprzestrzeń. Z różnym skutkiem, ale grunt, żeby pomysłów i tematów nie brakowało, bo jak wena się obraża i odchodzi, to ból jest największy.

Odpowiedz

Największe zaskoczenie po założeniu bloga to to, ile frajdy daje zobaczenie własnego wpisu na stronie. Czuje się niemalże jak gwiazda rocka po koncercie, tylko odrobinę trzeźwiejszy :) Miałem potrzebę pisania, ale nie wyobrażałem sobie jak bardzo mnie to wciągnie.

Na moje szczęście to tekst mnie kręci i na słowie pisanym się póki co skupiam, zdjęcia traktując tylko jako ozdobnik, więc odpada mi duża część zabawy. Ale co prawda to prawda, nawet nad krótką notką potrafię spędzić kilka godzin dopieszczając każdy element. Z drugiej strony nawet nie zauważam kiedy mi te godziny znikają, ciężko mi to uznać za ciężką pracę czy nieprzyjemny wysiłek :)

A z rzeczy mniej wesołych, to rzeczywiście trochę dołuje brak reakcji. Niby coś w statystykach drga, ktoś coś czasem skomentuje, ale nie ma co ukrywać – fajnie by było być zauważony i docenionym, najlepiej już teraz zaraz. Póki co daję sobie pół roku na bycie zauważonym, ale jeśli nie wyjdzie, to cóż… pomyślę co by zmienić, i będę pisał dalej. Dla mnie już za późno na odpuszczenie :)

Odpowiedz

Ten czas upływa bardzo szybko, więc jeżeli zaciśniesz zęby podczas tego najtrudniejszego, nierzadko demotywującego okresu, to blog prędzej czy później w końcu “zaskoczy”. U mnie musiało upłynąć pół roku, by pojawiły się pierwsze komentarze. Mam nadzieję, że u Ciebie będzie szybciej :)

Odpowiedz

czas czas czas! tego zawsze brakuje. Praca, blog, życie towarzyskie, ukochany facet, pies. Ludzie nie mają pojęcia ile to wszystko czasu zajmuje, i jak trudno to pogodzić. Ale co z tego? Przecież i tak jest super – o ile bogatsze jest moje życie dzięki temu że bloguje?

Odpowiedz

Sprawę zdawałam sobie od początku, ale nadal mam chyba największy problem w kwestii tego o czym pisać. Własnie, nie chcę się zatapiać z tłumem, a robiąc coś innego człowiek spotyka kolejny mur – cięzko się wybić, dotrzeć do ludzi. Nad tą prywatnością też się zastanawiam, choć w drugą stronę. Wydaje mi się, że u mnie powinno być jej trochę więcej.

Odpowiedz

Grunt to znaleźć równowagę – dostosować treści, a także tę wspomnianą kwestię prywatności do swoich potrzeb, nie zważając na to, jak działają inni – wiadomo, każdy próbuje przekazać treści na swój własny sposób. Choć niestety, z mojego punktu widzenia, różnorodność w blogosferze broni się już ostatkiem sił, co nie jest dobrą wiadomością.

Odpowiedz

Doskonale to rozumiem. Przez jakiś czas musiałam zrobić sobie przerwę od blogowania, bo nie dawałam rady. Problemy się mnożyły, doba nie wydłużała i brakło chęci i czasu. Dobrze, że jesteś, chociaż dopiero co odkryłam Twój blog, od razu go pokochałam :D Więcej czasu Ci życzę i mnóstwa inspiracji!

Odpowiedz

zgadzam się w 100%. Mi doskwiera brak czasu, próby robienia dobrych zdjęć czy bycie na bieżąco- zwłaszcza gdy przychodzę po całym dniu pracy. Ale to nie zmienia faktu, że życie z blogiem jest o wiele fajniejsze ;)

Odpowiedz

Zdecydowanie, w przeciwnym razie nie brnęlibyśmy w to coraz bardziej :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.