Gdy 4 lata temu ten blog dopiero powstawał, marzyło mi się, aby było to miejsce o podróżach i fotografii, moich dwóch pasjach. Niestety rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany i koniec końców wpadłam w ciąg tekstów o wszystkim i o niczym. Budowanie zasięgów bywa czasem zgubne. Zaprzyjaźnieni złośliwcy z przymrużeniem oka po dziś dzień wypominają mi moje nie najlepsze początki. Ale z perspektywy czasu myślę, że to była dobra baza żeby trochę popracować nad stylem. W końcu nie od razu Kraków zbudowano. Podobnie sprawa wyglądała z moim Instagramem przecież.

W dobie obrazkowego przekazu, blog to dla mnie wciąż wyjątkowy rodzaj twórczości. Uwielbiam dłuższą formę, a także to, że mogę się tutaj z Wami podzielić swoją wiedzą, inspiracjami, podróżami oraz wszystkim tym, co w moim odczuciu ma znaczenie. Minęło kilka lat i udało mi się powrócić do początkowych założeń. W końcu nie trzeba wyjeżdżać na drugi koniec świata, aby pisać o podróżach, czy prowadzić na Instagramie profil podróżniczy, czego przykładem jest nowo powstałe konto @vanillefox. Nasza Polska kryje w sobie równie wiele pięknych miejsc, którymi chciałabym się z Wami podzielić. I o tym będzie dzisiaj ten tekst, jako że tydzień temu spędziliśmy przepiękny weekend w okolicach Karpacza.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć zdjęcie)

.keep it simple

Mamy to szczęście, że mieszkamy we Wrocławiu. Stąd jest wszędzie blisko, czy to na wypad do Pragi, Drezna, do Zakopanego, na deskę do Zieleńca, czy właśnie na weekend do Karpacza. M. powoli zaraża mnie pasją do wspinaczki, choć w moim przypadku – po prostu do chodzenia po górach. Odkąd jeżdżę na snowboardzie, a będzie to już kilka dobrych lat, zakorzeniam w sobie poczucie, że to już nie morze jest mi potrzebne w życiu, a właśnie góry. Przeżyłam swego rodzaju katharsis podczas ubiegłorocznej wizyty w Południowym Tyrolu. Majestat gór w zimowej pokrywie dosłownie wbił mnie w ziemię. Dawno nie widziałam czegoś równie pięknego jak Alpy o tej porze roku. Tym bardziej z wielką przyjemnością rozpoczęłam w tym roku moje piesze wędrówki, zdobywając okoliczne góry i pagórki. Kiedyś byłoby to dla mnie nie do przyjęcia. Niesamowite jak bardzo zmienia się nasze postrzeganie, im bardziej świadomi siebie jesteśmy.

Changing your perspective changes your experience.

Mam znajomą, z którą widuję się dość często, dziewczyna ma niesamowitą wiedzę na temat whisky, wina, czy ogólnie alkoholu, a raczej jego korzeniach i historii. Dodając do tego fakt, że ja najchętniej zamieszkałabym w jakiejś winnicy, zabawne jest to, że mimo wszystko spotykamy się zazwyczaj na kawę. Mogłabym godzinami słuchać opowieści, które mi sprzedaje. To ona zresztą podsunęła mi jedno z moich obecnie ulubionych win, moscato od Jacob’s Creek. Z kolei Południowy Tyrol zakorzenił we mnie samą kulturę picia wina, zwłaszcza bez okazji i przy dobrym jedzeniu, bo to chyba te najlepsze połączenia, zwłaszcza dzielone z ludźmi, których chce się mieć w swoim otoczeniu. Uwielbiam celebrować zwyczajne momenty, usiąść z książką, obejrzeć wspólnie z M. jakiś film, czy rozmawiać do późnej nocy przy lampce wina. I tak też chcieliśmy spędzić tamten weekend. Nie było żadnej okazji, po prostu zapakowaliśmy się w samochód i pojechaliśmy do Karpacza, tylko i aż po to, aby napalić w kominku i obejrzeć starą komedię przy butelce wina. To dla mnie ważne, aby doceniać zwykłe momenty, zamiast czekać na specjalną okazję, zwłaszcza, że to wcale nie kosztuje dużo.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć zdjęcie)

Wielu z Was pytało mnie na Instagramie, gdzie zatrzymaliśmy się na noc, aż tak spodobało Wam się to miejsce. Nam również i zdecydowanie jeszcze tam wrócimy, ale gdybyście potrzebowali namiar, wyślijcie do mnie maila :) Nie bez powodu właściciele nie posiadają profilu na Facebooku i Instagramie – stworzyli wspaniałe, klimatyczne i bardzo kameralne miejsce i to im się chwali.

.mountain life

Śnieżka była naszym planem na niedzielne popołudnie. Zamiast jednak wchodzić od strony polskiej, pojechaliśmy kawałek dalej, aż dotarliśmy do Pec pod Sněžkou. To był naprawdę świetny wybór, bo na widok tamtych okolic aż zaniemówiliśmy. Poczuliśmy się trochę, jakbyśmy dojechali do Austrii. Jeżeli nigdy nie byliście w tej części Czech, to zdecydowanie warto to nadrobić, gorąco Wam też polecam tamtejszą restaurację Café-grill Promenáda, zimą posiada oszklony taras z widokiem zapierającym dech!

(kliknij w obrazek, aby powiększyć zdjęcie)

Dostałam od Was kilka zapytań o samo wejście na Śnieżkę. Trudno mi się jakkolwiek wypowiedzieć, bo trafiliśmy na skrajnie złe warunki, więc to kiepskie odniesienie. 1 km od szczytu wiatr wiał z prędkością 70km/h, temperatura odczuwalna -20°C, widoczność bardzo słaba, maksymalnie na kilka metrów, do tego zacinał śnieg, a pod stopami zamiast wydeptanej ścieżki mieliśmy taflę lodu. Na szczęście byliśmy przygotowani również na takie warunki, no może prawie – brak raków doskwierał. Znacząco ułatwiłyby nam zejście, ale poradziliśmy sobie… zjeżdżając. Uznaliśmy, że lepiej obić sobie tyłek, niż gdybyśmy mieli się poślizgnąć, bo wiatr i lód nie ułatwiały nam zejścia. A że to była moja pierwsza przygoda ze Śnieżką, nie mogę Wam powiedzieć, jak to wygląda w bardziej przyjaznych warunkach :) Przynajmniej na razie.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć zdjęcie)

Ale po tym wszystkim… wracając do domu, człowiek czuje się przyjemnie zmęczony i bardzo spokojny. A tego obecnie potrzeba mi chyba najbardziej. A jak Wy celebrujecie zwykłe momenty? Próbujecie czasem sprawić, aby nawet zwyczajny wieczór był na swój sposób wyjątkowy? :)

Cover photo by Michal Průcha on Unsplash.

2 odpowiedzi

Odpowiedz

A ja wolę Szklarską – a od niej” ”Ścieżka nad Reglami” i ”Mokra Droga” – moje najulubieńsze trasy w Karkonoszach….

Odpowiedz

To prawda, że Polska kryje w sobie wiele pięknych miejsc. Zdjęcia obiektu w którym się zatrzymaliście potwierdzają to doskonale ;)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.