Przeczytałam w tym tygodniu dwa, naprawdę świetne teksty. Wszystko zaczęło się od Spowiedzi blogera na blogu Michała, dalej, bardzo szybko trafiłam do Jakuba po Nie bądź więźniem swojego bloga. Wpadłam w refleksyjny ciąg. Uwielbiam znajdować treści, w których kto inny, a nie ja sama, idealnie definiuje to, co siedzi w mojej głowie. Doceniam kunszt, bo nie jest o to łatwo.

.marazm

Od czasu Wielkanocy siłuję się ze swego rodzaju stagnacją – pisanie stało się nieznośnie trudnym do wykonania zadaniem. Poświęciłam temu niejedną już myśl, jako, że taki stan rzeczy bardzo silnie na mnie oddziałuje, zwłaszcza, że przecież wraz z nadejściem wiosny, o inspiracje do nowych wpisów powinnam wprost potykać się na każdym kroku. Niestety nic takiego nie ma miejsca. Doszłam jednak do wniosku, że problem nie tkwi w pomysłach na tematy, czy raczej ich braku, a wyłącznie w doborze i nadmiernym główkowaniu: “co by tu jeszcze… / jak to ugrać, ażeby… / ostatnio było o tym, to może by tak teraz…”, a już zwłaszcza “czy to spodoba się moim czytelnikom?”. To pytanie jest śmiercionośne dla tego bloga i już tłumaczę dlaczego tak się dzieje.

.znaczenie społeczności

Czytelnicy są ważni, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jesteście połową mojego bloga. Nieważne, czy jest Was garstka, czy tysiące – bez Was, jako autor, dla świata w zasadzie nie istnieję. Gdyby nie społeczność, to po co w ogóle publikować, skoro równie dobrze mogłabym pisać do szuflady – dlatego nie czarujmy się – bloger potrzebuje społeczności, end of story.

Nie śpię, bo piszę bloga - chwila dla refleksji

.a autor

Drugą składową jest oczywiście sam autor. I teraz zaczyna się łańcuch przyczyn i skutków: bez czytelników trudno mówić o blogowaniu, jeżeli treści nie są interesujące – czytelnicy odchodzą, a kiedy już nie ma kto odejść – również nikt nowy nie przychodzi, bo niby do czego miałby? Zmiana kierunku? – tak, to całkiem sensowny krok, z drugiej strony, ile będzie naturalności w blogerze, który pisze stricte pod czytelników, a ile pragmatyzmu i towarzyszących mu tanich chwytów? Czy warto w to zabrnąć?

.tanie chwyty

Za mną zaledwie rok istnienia bloga, będąc precyzyjną, dokładniej trzy kwartały regularnego pisania – to bardzo niewiele, a mimo to, już zdążyłam zatęsknić za początkami, kiedy nie zaglądałam do statystyk, nie przejmowałam się pozycjonowaniem, regularną aktywnością w social mediach, nie kminiłam nad chwytliwymi nagłówkami: 10 sposobów na… / Dowiedz się, dlaczego jeszcze nie… / 8 powodów, dla których… I będę teraz dobitnie szczera: mdli mnie, ilekroć widzę takie tytuły. A żeby było śmieszniej – zdarzało się, że sama po nie sięgałam. Na tę myśl robi mi się niedobrze, bo czuję, jakbym “sprzedała się” w najgorszym tego słowa znaczeniu, bo nie tak to miało wyglądać, nie za statystykami miałam gnać, nie tanimi chwytami chciałam przyciągać ludzi.

Czytając te dwa teksty, o których wspomniałam Wam na początku, zdałam sobie sprawę, że wpadłam w okrutnie gorzką pułapkę własnych ambicji – na pewnym etapie skręciłam w niewłaściwym kierunku – to bolesne doświadczenie, a jednak jak się okazuje, niesamowicie potrzebne. Czy mogłam go uniknąć? Poniekąd, bo wystarczyłaby tylko jedna rzecz. Nie żałuję jednak, bo doświadczenie jest potęgą.

Nie śpię, bo piszę bloga - chwila dla refleksji

 .po prostu pisz

I nie przejmuj się niczym innym. Jestem znużona planowaniem i realizacją wpisów zgodnie z kalendarzem, dopieszczaniem ich godzinami, myśląc, że tym coś ugram, a przecież nikogo ostatecznie nie interesuje, czy ten akapit będzie idealnie równy, a wiersz nie przesunie się odrobinę. Nieustannie walczę z nieokiełznaną chęcią robienia wszystkiego perfekcyjnie – to nigdy nie jest do osiągnięcia, mimo to, nieustannie próbuję. Trzy dni nie pisałam, olaboga, dzisiaj po prostu MUSZĘ coś wrzucić – no przecież, bo tłumy czekają – bzdura, bo jak już Panowie przede mną stwierdzili, nikt nie czeka ze stoperem w dłoni.

.idea alabastrowego lisa

Sprowadzenie Alabasterfox do kanonu, zgodnie z którym działa lwia część polskiej blogosfery, pędząc śladami niedoścignionego Tomka Tomczyka, będzie końcem tego bloga. Pozwolenie, by pasja zmieniła się w obowiązek, również nim będzie. Chcę czegoś więcej, czegoś, co będzie zgodne ze mną, bardzo indywidualne i unikalne, bo… przede wszystkim moje. A przecież każdy z nas jest kimś zupełnie innym, z własnym spojrzeniem, odmiennymi poglądami, różnym poczuciem humoru, czy estetyki. Chcę stworzyć bardzo osobiste miejsce, dla ludzi, którzy zechcą mnie czytać. Pisząc o wszystkim, o czym tylko można napisać – chcę być obecna w każdym zdaniu, bo to najlepsze, co jako autor mogę Wam zaoferować – nie mylmy tego jednak z narcyzmem, chodzi wyłącznie (i aż) o włożenie do każdego słowa cząsteczki siebie. Chodzi o pasję.

Photo 2 and 3: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com; photo on top by me.

36 odpowiedzi

Odpowiedz

100 % racji

Odpowiedz

Mimo wszystko zawsze na pierwszym miejscu powinno się myśleć o sobie. Tak jest ze wszystkim. Przecież nawet jeśli komuś pomagamy, robimy to dla własnej przyjemności. Jeśli pisanie będzie sprawiało radość Tobie, to jest większa szansa, że czytelnikom radość sprawi czytanie, bo włożysz w to prawdziwe emocje i pasję.

Co do perfekcjonizmu, on skutecznie zabija każdą pasję. Dobrze jest starać się, aby to, co robimy było jak najlepsze, ale trzeba też umieć powiedzieć: stop, to jest niezłe, publikuję. Ja też z tym ciągle walczę.

Odpowiedz

Ja wszystkie teksty staram się pisać przede wszystkim dla siebie, dla swojej przyjemności i żebym mógł utrwalać sobie i pogłębiać wiedzę. I zgadzam sie z Tobą, najważniejsza jest przyjemność i pasja :) bardzo fajny tekst

Odpowiedz

Składam ręce jak do modlitwy i pochylam się przed Tobą w wyrazie szacunku, bo właśnie wczoraj wyśmażyłam tekst, który reprezentuje moje i jak widzę, także Twoje zdrowe podejście do blogowania.

Odpowiedz

Tak! Chodzi o pasję, właśnie po to się zaczyna pisać bloga, prowadzić firmę, rozwijać się w jakimś kierunku. Później przychodzi moment, kiedy chce się więcej, a czasem nawet chce się być jak ktoś inny.

Odpowiedz

“być jak ktoś inny” zawsze będzie oznaczało pracę “w cieniu” i bycie krok dalej; oby jak najmniej było takich blogerów, bo to straszna krzywda, którą wyrządzają sobie sami.

Odpowiedz

przyznaję, czasem dopadają mnie momenty, kiedy czuję, jakby pisanie było moim obowiązkiem. wtedy mówię: “nie, to nie tak miało być”. robię sobie chwilę przerwy, a czasem nawet kilka chwil, kiedy sytuacja tego wymaga. jeżeli nie czuję chęci do pisania, wiem, że nic z tego nie wyjdzie. porzucam wtedy blogosferę i nabieram oddechu. z czasem mija, a niekiedy potrzeba silniejszego bodźca do powrotu, to najczęściej inspiracje pozwalają mi na powrót na siłach. i Tobie, i sobie życzę, aby rutyna nigdy nas nie dopadła :)

Odpowiedz

Piszę różnie, gdy jest wena i czas, czas i wena:) Chcę przekazać część mojej pasji i pracy dalej w świat. Czasem robię to regularnie, czasem nie, ale lubię to pisanie:) Powodzenia życzę w dalszym dobrym pisaniu:)

Odpowiedz

Ostatnie dwa akapity są wręcz esencją! Są genialne! Musiałbym je tutaj w całości zacytować, aby podkreślić ich ważność :). Zresztą mam tak samo jak Ty i między innymi dlatego obrałem już zupełnie inną strategię, zrobiłem rebranding etc. Jeżeli się nie mylę to w jakimś stopniu okaże się to kolejną tendencją w blogosferze.

Nie można całe życie gnać i nie wiedzieć dokąd się zmierza.

Odpowiedz

“Chcę” zmienia naprawdę wiele :)

Odpowiedz

Ja ostatnie dni kompletnie zaniedbuje bloga jeśli chodzi o pisanie tekstów, chociaż wcześniej 2 dni bez tekstu były dla niemal równoznaczne z zawałem. Zwolniłem i jeszcze przez kilka dni zamierzam tag wegetować ;) Czasem fajnie tak odpocząć ;)

Odpowiedz

Nie czujesz się źle z tego powodu? Pytam z ciekawości, bo to chyba najczęstsza reakcja, jaką miewają blogerzy w sytuacji chwilowego porzucenia swojego “dziecka” :) Ja tryb “slow” mam właśnie w tym tygodniu, jednak złożyło się na to zbyt wiele spraw.

Odpowiedz

Zawsze czułem się okropnie jak porzucałem bloga na dłużej niż 1/2 dni, ale teraz jest ok ;)

Odpowiedz

To jest w pisaniu bloga bardzo trudne, z jednej strony masz pasję pisania i czasem piszesz z szybkością karabinu maszynowego, a czasem się po prostu zacina – przynajmniej tak jest u mnie. Przestałam już bawić się w przymus pisania. Dochodzę do wniosku, że wolę napisać coś fajnego niż puścić wymuszonego gniota, bo gdzieś przeczytałam, że muszę publikować codziennie. Ja ciągle szukam swojego stylu, swojego flow, które pozwoli mi robić to co kocham bez bólu. Na razie jestem dla siebie dobra i piszę tylko wtedy kiedy mam ochotę. Fakt czasem nie śpię, ostatnio nie mogłam zasnąć i napisałam trzy teksty ciurkiem.

Odpowiedz

Przypomniałaś mi, jak świetnie “flow” określa to “coś”, co czuję, gdy jestem w ciągu. Ale ja również miewam ciche dni, czasem częściej, niżbym sobie tego życzyła, nie znoszę ich. Innym razem zarywam noc, podobnie jak Ty, bo nie mogę wyczerpać potoku słów. Chyba dlatego tak bardzo to wszystko uwielbiam.

Odpowiedz

No popatrz, teraz to Ty idealnie ujęłaś to, co od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie. Ale też nie ma co udawać, dopóki nie zaczęłam się zaczytywać w Tomka Tomczyka poradnikach itd, to pies z kulawą nogą nie wchodził na mojego bloga. Tu chyba jakiś złoty środek jest potrzebny? Jestem w niekończącej się fazie poszukiwania go. Musi się dać;] No i pasja najważniejsza!

Odpowiedz

Zawsze mnie zastanawia, gdy ludzie pytają “ile osób Cię czyta”, “ile masz odsłon”.
Przecież nie czytamy na wyścigi, nie piszemy takoż.

Odpowiedz

Pasja jest najważniejsza! Staram się nie wartościować treści, które oferują blogi na lepszą, bądź gorszą. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie, by tworzyć bez serca. Dokładniej bez zawarcia cząstki siebie. Nie szukając za wszelką cenę sprawdzonego przepisu na “blogerską perfekcyjność”.

Odpowiedz

Chodzi o pasję… Dokładnie…

Odpowiedz

Najpierw pasja, potem blog, a jeśli przyjdzie sukces? super. a jeśli nie przyjdzie? też fajnie :)

Odpowiedz

I wyłącznie w takiej kolejności :)

Odpowiedz

Czuję w Tobie pasję. Czuję, że nie jesteś kolejną blogerką, która buduje czasoprzestrzeń pod publikę i statystyki. Czuję w tym blogu Ciebie, dlatego jestem Ci wierna, jak pies pluto swojemu ogonowi:) Sama zauważyłam, że im więcej pasji w moich wpisach, tym mniejsze zainteresowanie czytelników. Nie przeraża mnie to, to chyba dobrze, nie?:)

Odpowiedz

Myślę, że to się bardzo szybko zmieni. Jakość pociąga “konsekwencje” :)
Dziękuję Ci za tak miłe słowa.

Odpowiedz

To zależy. Ludzie lubią fast-foody, więc i ostre oraz krótkie wpisy. Najlepiej wypośrodkować.

Odpowiedz

Wiesz Michał, ostatnio kminiłam trochę nad tą kwestią i zastanawiam się właśnie jak to z tym jest. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że blogerzy preferują u innych “szybkie, krótkie shot’y” bo łatwo zostawić “merytoryczny” komentarz, z kolei czytelnicy nie-blogerzy raczej wchodzą, bo naprawdę lubią czytać danego autora, im nie zależy na feedback’u, więc… w tym drugim przypadku długie wpisy powinny być na plus, aniżeli przeciwnie. Moim zdaniem to świetna okazja do sprawdzenia, kto i dlaczego tak naprawdę nas czyta. Chciałabym jednak się mylić, chciałabym, aby pierwsza, wspomniana przeze mnie grupa, miała na celu coś więcej.

Odpowiedz

Adrianna jakiś czas temu odwaliła kawał dobrej roboty: https://www.alabasterfox.pl/wyniki-badania-czytelnictwa-blogow/ z której jasno wynika, co ludzie czytają. I gdyby nie była to anonimowa ankieta, zakładam, że większość odpowiadających to blogerzy.

Ponadto, warto zastanowić się nad faktem dlaczego czytelnicy faktycznie czytają blogi? Z grzeczności? Przyzwyczajenia? Czy po prostu biorą to co mają? Analogicznie fast-food z czasem może się znudzić, można się nim nawet zatruć, dlatego warto wyjść z założenia, że lepiej jest zjeść dobry obiad typu handmade, niż odwiedzać okoliczne budki z niezdrową szybką wrzutą.

Odpowiedz

Ostatni akapit z ideą powinien być dla wielu taką mantrą. Choć i z drugiej strony medalu pasja zmienia się w obowiązek nie zawsze musi doprowadzić do zagłady, w końcu wszystko zależy od człowieka. Są osoby, które lepiej piszą z obowiązku niż chęci i własnie z tego pierwszego powodu wpisy są bardziej lubiane i chętniej czytane.
Osobiście czuje, że zaniedbałam bloga z powodu przenosin. Wszystko się ciągnęło, a ja wypadłam z rytmu. Nie mam ustalonego planu i nie piszę z kalendarzem więc teraz cięzko wrócić do aktywności z przed świąt.

Odpowiedz

Ja wiem, że czytelnicy wcale nie oczekują ode mnie wstawiania postu co dwa dni i jakbym raz wstawiła dzień czy dwa później to świat by się nie zawalił, a jednak… sama narzucam na siebie ten “obowiązaek”. Sama narzuciłam to i sama mogę zdjąc,ale nie chcę. Lubię patrzeć na statystyki, ale raczej nie przestałabym pisać o czymś, o czym chcę pisać, dlatego, że widzę ewidentnie, że nie przyciąga to ludzi.

Odpowiedz

Jak bede nast razem we Wro to musimy iść na kawę!

Odpowiedz

Zdecydowanie za :)

Odpowiedz

Dziś trafiłaś prosto także do mojego serduszka! A teraz czas na świnkową historię. Filmy zawsze były moją pasją (więc jest ten najważniejszy czynnik, o którym pisałaś), oglądałam maniakalnie, później doszedł blog, o którym początkowo wiedziała garstka przyjaciół zresztą nigdy specjalnie się z nim nie afiszowałam. I o ile z tematyką nie mam takiego problemu jak inni czytelnicy, bo zawsze piszę o tym samym, to wpadłam w pułapkę czasu bo, o ile na filmy w ogniu obowiązków potrafię znaleźć czas to na bloga często mi go brakuje. Martwi mnie to, że ludzie wchodzą na KinoŚwinkę wieczorkiem bo chcą coś obejrzeć a tam nadal to samo od kilku dni… :D Ciężki los blogera :D Ale skoro pasję nadal mam to chyba czuję się trochę przez Ciebie usprawiedliwiona :) <3 Buziaki i powodzenia w szukaniu i utrzymywaniu motywacji!

Odpowiedz

A wiesz, czasem myślę o Tobie i Twoim blogu przy okazji takich rozkminek, bo jesteś świetnym przykładem osoby, która ani na chwilę nie odeszła od przewodniej tematyki swojego bloga. Zastanawiam się czasami, czy miewasz dni, gdy chciałabyś napisać o czymś innym, czy może Twój blog ma dla Ciebie sens wyłącznie z powodu filmów i gdyby nie to, to nie chciałabyś w ogóle pisać :)

Odpowiedz

Dobrze pisze polać jej! Ale serio u mnie było podobnie ostatnio i zżerało mnie sumienie, że pozostawiłam mojego bloga samemu sobie na okres Wielkanocy a później tydzień temu na okres wesela. Statystyki spadły na łeb na szyję i wtedy poczułam się źle i poczułam sie jak wyrodna matka, która zostawiła swoje małe dziecko samemu sobie. Ale czy ktoś się tym przejął? Czy komuś mnie tak strasznie brakowało przez te kilka dni więcej pomiędzy nowymi postami? NIE! Czas skończyć spinać dupę i pisać, tworzyć to co naprawdę Cię jara :D

Odpowiedz

“zżerało mnie sumienie”, “i wtedy poczułam się źle” – między innymi właśnie dlatego powstał ten wpis, to taki mój rachunek sumienia, bo nie chcę więcej skrajności w swoim blogowaniu, za drzwiami jest życie i to ono musi stanowić inspirację do tego, co tworzę, nie na odwrót. Blog nie może być moją złotą klatką :)

Odpowiedz

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o hajs. :) Czekaj czekaj jak to było, a… Zakończyłaś wpis totalną bombą. Liczyłem na to, że domyślisz się o co mi chodziło w ostatnim wpisie. Czytając ten miałem wrażenie, że chcesz mi dopiec, ale dochodząc do momentu […] pędząc śladami niedoścignionego… ryłem ze śmiechu. Wracając do wpisu i istoty blogowania (traktując subiektywnie). Ostatnio zrezygnowałem z czytania i komentowania blogów, które miały dla mnie kiedyś jakieś znaczenie. Teraz są to zwykłe puste bezpłciowe teksty wrzucane tylko i wyłącznie do generowania ruchu. Jeśli blog nie przekazuje emocji autora, dla mnie? To marny blog! Właściwie jego poziom jest tak żenujący, że pomimo starań autora, nie mam ochoty zagłębiać się w treść. Pomiędzy wierszami wyłapię pojedyncze słowa, poprzez które jestem w stanie określić cały wpis.

Całkiem niedawno dostałem przysłowiową mokrą ścierą w twarz, bo chciałem spotkać się z grupą ludzi, dla których (sądziłem) mam szacunek i bardzo chętnie podzielę się każdą informacją. Mówię teraz o “blogerkach”. Teksty typu “byłam tu i tam, było zajebiście, polecam, bla bla bla…” a gdy pytam “Może byśmy się spotkali (przed moim wyjazdem, gdyż nie mam 100% pewności czy wrócę żywy), porozmawiali, może czegoś ciekawego się dowiedzieli z tego byłam tu i tam?” dostaję odpowiedź mniej więcej typu: Ej gościu wypierdalaj, czego Ty w ogóle chcesz?
Dlaczego Ci to napisałem? Sądziłem, że blogosfera, relacje z nią związane, spotkania, wymiana doświadczeń w jakiś sposób zbliża ludzi, nie poróżnia ich i pozwala odnaleźć sens tego pisania. Najwidoczniej się pomyliłem lub po prostu pomyliłem ludzi, bo z dorosłych mających plastik w portfelu, trafiłem na mentalne neokidy myślące tylko o własnej dupie.

Reasumując i podkreślając. Przyznam Ci rację CHODZI O PASJĘ, a nie jakiś słomiany zapał, chodzi o sens, emocje, spotykanie odpowiednich ludzi i budowanie własnego wizerunku, realizowanie siebie. Pisanie tylko ze względu na ojca chrzestnego !Bleah blogosfery jest kompletnym debilizmem. Jeśli to Cię ucieszy, to miej świadomość, że przeczytałem Twój każdy wpis i widać naprawdę bardzo dobre zmiany. Brniesz w dobrym kierunku i oby tak dalej.

Chciałem Cię jeszcze przeprosić, pod publikę, bo generalnie publicznie naskoczyłem na Ciebie, co według mojej opinii i prywatnego rachunku sumienia nie jest w porządku. Miałem zadzwonić, ale… maila też nie chciałem pisać. W sumie też myślałem o wycieczce do Wrocka z mleczykiem w dłoni i gumą kulką :)

Pisz. Czytam…

Odpowiedz

Ostatnio miałam ciche dni, jeżeli chodzi o blogowanie, kminiłam, w którym kierunku to wszystko zmierza, czego efektem jest ten właśnie wpis. Dobitnie dotarło do mnie, mimo że wcześniej miałam już zalążki tej świadomości, że polska blogosfera to miażdżąca liczba “wychowanków” Tomka Tomczyka (drugą tak liczną grupą są blogspotowe blogerki urodowo-modowe). Do Kominka nic nie mam, ba! uważam, że odwalił kawał dobrej roboty, a jego książki są po prostu dobre, ale! to, co robią z tym ludzie, to już zupełnie inna historia. Sam Tomek zrobił coś, czego jeszcze nikt nie powielił, w tym tkwi jego fenomen. Ale nie jest i nigdy nie będzie moim guru, bo mam trochę inny pomysł na to wszystko. Z innego założenia wychodzi najwyraźniej wielu blogerów, bo gdzie nie wejdę widzę kopie. Kopie kopii i wciąż nieudolne kopie. Nierzadko właśnie Kominka. Tak “trochę” nie tędy droga. Wpadłam w panikę, że może i mnie można by pod nich podpiąć – to był moment, bo w którym wiedziałam, że prędzej zamknę tego bloga, niż pozwolę, by do tego doszło. Nie zdradzę samej siebie i swoich idei. Nie mam nic przeciwko komercjalizacji, dopóki wszystkie kluczowe warunki i pasja przede wszystkim, od której de facto to się zaczęło, są spełnione w pierwszej kolejności. Skaczę po blogach, wszędzie te same lub podobne treści, nagłówki, poruszane zagadnienia. Każdy “opowiada historię koła na nowo”. Niby inaczej, a wciąż tak samo. Musi być na to inny sposób i naprawdę chciałabym go znaleźć. Wysunęłabym przykład zachodniej blogosfery, ale to znacznie, znacznie dłuższy temat już na inną dyskusję.

A jeżeli chodzi o spotkania, zabawne, bo akurat przez dwa ostatnie dni o tym myślałam w kontekście dwóch zbliżających się… ale i w tym temacie doszłam do wielu wniosków, które pewnie zostawię na inną okazję, może w kuluarach. Andrzej, każdy ma inne priorytety, nie zmienisz ludzi, możesz co najwyżej spróbować przetasować swoje kontakty, niejeden raz dostaniemy szmatę na twarz, ale to nie powinno sprawiać, że porzucimy swoje idee i zamkniemy się na nowe możliwości, w tym innych ludzi, z powodu złych doświadczeń. Dlaczego inni mają cierpieć za głupotę co poniektórych?

I nie uważam, abyś miał za co przepraszać, a gumy kulki są awesome, choć szybko tracą smak, ale i tak je uwielbiam :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.