Obserwowałam dzisiaj dwie randomowe konwersacje na Facebooku, które pomimo, że nie dotyczyły mnie osobiście, to jednak poruszały problemy społeczne. I choć mogłam zabrać w nich głos, odpuściłam, bo wpadłabym w pętlę, która coraz bardziej zawężała się na szyi każdej ze stron.

Jedna sprawa była stosunkowo błaha, tzw. “problemy pierwszego świata”, druga natomiast dotyczyła pigułki “po” >tak, tu klimat się zagęścił<. Pod koniec miałam tylko jedną myśl, co jednak ważniejsze, same konwersacje nie były żadnym zaskoczeniem ani odkryciem nowego kontynentu, stanowiły jednak idealne zobrazowanie problemu (nie, aby nie istniał on od X czasu, po prostu ostatnio tak jakoś doskwiera mi bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej): ludzie nie potrafią zaakceptować poglądów innych niż swoje własne. Czasem tolerują, owszem, ale

.tolerancja nie oznacza akceptacji

Więc walczą. W kółko i do znudzenia, czasem wręcz abstrakcyjnymi metodami strzałów na oślep. Próbują wpływać, zmieniać, kwestionować, za wszelką cenę muszą udowodnić, że…

to Ty nie masz racji! 

Oczywiście w zależności od zażyłości danej relacji, sytuacji i otoczenia, każda taka konwersacja odbywa się w odmienny sposób i na różnych poziomach kultury osobistej, ale koniec końców rozchodzi się o to, by w mniej lub bardziej pokrętny sposób sprowadzić rozmówcę do swojego punktu widzenia, a co gorsza – razem uznać go za jedyny słuszny.

.erystyka, zamiast luźnej pogawędki

Coraz częściej zderzam się z próbą zmiany moich poglądów, aniżeli ich wzajemnej wymiany. Pogawędki, luźne rozmowy i dyskusje nierzadko zmieniają się w coś na kształt erystyki, bo o ile faktycznie by nią były, to jeszcze pół biedy (choć i na to jest odpowiedni czas i miejsce), gorzej gdy rozchodzi się wyłącznie o idiotyczne tupanie nogami: moje albo w ogóle! Gdzie podziało się zrozumienie i akceptacja tego, że ktoś może mieć inne zdanie, że nie tylko nasze jest prawdziwe, że możemy się mylić albo że ktoś inny może się mylić, jednak pozwolić mu, by nauczył się na swoich błędach? No i w końcu… co nam tak naprawdę da, że koniec końców ktoś przyzna nam racje, czy to cokolwiek zmieni w naszym życiu, o ile nie było kwestią decyzyjną?

Na szczęście nie jest to jeszcze sytuacja 0-1, bo wciąż możemy natknąć się na grupy, które poszerzą nasze horyzonty, zainteresują budującą rozmową, a także dostarczą przy tej okazji przyjemności, jaką powinna stanowić wymiana wzajemnych doświadczeń i poglądów – i tutaj świetnym przykładem jest środowisko blogosfery (więc może jednak nie jest to tak do końca gatunek na wymarciu). Jakkolwiek złych doświadczeń byśmy nie mieli – otwartość na opinie innych jest bezcenna i tworzy przede wszystkim pozytywny klimat. Nigdy nie wiemy, ile wartościowych rzeczy usłyszymy (czasem wcale) lub jak na nas wpłyną – możliwe, że w ogóle, ale dopuszczajmy do siebie myśl, że każdy z nas może się pomylić, pozwólmy jednak zarówno sobie jak i innym na… osobiste błędy a także przyznanie się do nich. To takie ludzkie.

15 odpowiedzi

Odpowiedz

Trochę po czasie, ale dorzucę moje trzy grosze. Zgadzam się z Tobą w pełni. Ostatnimi czasy masochistycznie przeglądam komentarze pod artykułami, filmami na yt itp. Tak mnie to wkurza a nie mogę przestać! What the fuck? To o czym piszesz to jedno, ale do tego dochodzi inna kwestia: Sa tacy co o ile coś jest ok, to nie pisną słówkiem, ale jak już można kogoś zmieszać z błotem to yes, please, pierwszy do wyrażania swoich opinii. Ludzie uwielbiają biczować innych, a jeżeli można anonimowo to juhuuu hulaj dusza piekła nie ma!
Ps dawno tu nie zaglądałam, a tu takie zmiany! Mój blog umarł, nie ogarnę kwestii widmowych zdjęć, ale będę wpadać i czytać nadal Twoje cuda:)

Odpowiedz

Przyznam szczerze, że przykro mi słyszeć, że zrezygnowałaś z jego prowadzenia. Ale zakładam, że podjęłaś taką decyzję, bo okazała się być dla Ciebie tą właściwą.
A już osobną kwestią jest, że zawsze miło Cię tu widzieć :)

Odpowiedz

Osobiscie nie lubię dyskutować z ludźmi. Kiedyś starałam się spojrzeć na temat oczami innej osoby, wysłuchać jej, zrozumieć logikę jaką się kieruje nawet jeżeli była daleka od mojej własnej. ale ludzie takiej postawy zwykle nie szanują, a co więcej nie są zainteresowani żeby sami wysłuchac co Ty z kolei masz do powiedzenia. Monolog zamiast dialogu. Szkoda mi na to zycia trochę (ale wciąż zdarza mi się robić wyjatki ;) )

Odpowiedz

Znam takiego człowieka, któremu jak nie przyzna się racji, to gotów jest zgnębić i sprowadzić do parteru. Smutne, że ludzie mówią, ale nie słuchają. Dlatego chwała, że mamy blogi :D

Odpowiedz

Od jakiegoś czasu staram się nie wnikać za głęboko w internetowe dyskusje, bo zawsze pojawia się rozczarowanie. Nie jesteśmy skłonni przyjąć do wiadomości tego, że ktoś może być inny. Wszyscy chcą przedstawić swój pogląd, najmojszą rację. Mnie też nieraz korci, nieraz temu ulegam, ale potem żałuję, bo to żadna przyjemność ścinać się z ludźmi. Jeszcze pół biedy, jeżeli to jest wymiana argumentów. Niestety często tak nie jest i kończy się na wyzwiskach.

Wolę nie wnikać w takie dyskusje, bo zaczynam wątpić w to, że możemy jeszcze żyć obok siebie w społeczeństwie nie nienawidząc się.

Odpowiedz

Dokładnie. Dzień Świra.

Odpowiedz

Bardzo trafne spostrzeżenia. Mam nadzieję, że przeczytają ten post wszyscy ludzie w Polsce! Bo jeżeli chociaż połowa przyzna Ci rację i optymistycznie zakładam, że wielu podziela pogląd to będziemy żyć w utopii! <3

Odpowiedz

Pofantazjować zawsze sobie można, why not :D

Odpowiedz

naprawdę, to szczęście, że są ludzie tacy jak Ty! nigdy nie rozumiałam forsowania na siłę swojego zdania, jak gdyby każdy nie mógł po prostu, najzwyczajniej na świecie posiadać własnego. znam wiele osób, które w trakcie rozmowy włączają: “no tak, ale…” – nie, nie ale, tylko po prostu mamy inne poglądy i pogódź się z tym. kiedyś okropnie mnie to denerwowało, teraz po prostu olewam ludzi, którym wydaje się, że ich zdanie jest najważniejsze.

Odpowiedz

Jak czytam na blogu słowo “erystyka”, to zaczynam myśleć, że jest nadzieja dla tego świata. Jeszcze – proszę – powiedz mi, że prawidłowo je akcentujesz! :-)

Odpowiedz

Jako, że miałam pracę zaliczeniową z tym związaną, jestem niemalże przekonana, że tak właśnie jest ;)

Odpowiedz

A dla mnie to nowe słowo! :). Prawie jak “beletrystyka”.

Odpowiedz

Człowiek jest stworzony do tego, by mieć rację (nawet, jeśli jej nie ma), bo któż, by nie chciał mieć racji? W dzisiejszych czasach jest wiele tematów, które wzbudzają w nas negatywne emocje. Krzykiem i “naciskiem” na inną osobę chcemy wymusić nasze zdanie po to, aby zmienić świat – tak przynajmniej twierdzimy, jednym z przykładów może być polityka. Jeden przekabacony na naszą stronę to już zbawienie dla świata. Przykre, że nie możemy mieć swojego zdania :-(

Odpowiedz

Nigdy nie dyskutuję z ludźmi, którzy reprezentują fatalnie niski poziom. Głównie chodzi mi o: “lol, heh, hehs, aha, ehem, taaa” itd. strasznie mnie to drażni gdy ktoś nadużywa tego nagminnie. Dobrze jest w pewnych momentach manipulować rozmową aby osiągnąć własne korzyści – wcale to jednak nie oznacza, że ktoś jest fałszywy.

Generalnie nigdy nie wdawałem się w dyskusję, jeśli nie miałem dowodów, które poprą moje słowa. Zbrakło by mi włosów na głowie licząc, ilu uzurpatorów spotkałem w życiu. Mało tego sprawdza się pospolite przysłowie Pluj świni w oczy, to powie, że deszcz pada. W sieci trzeba zachować dystans.

Nie wiem co mogę jeszcze dodać, może tylko to, że ludzi czasem trzeba zgasić jak peta na dworcu i wylogować się do życia ;)

Odpowiedz

Dlatego właśnie mam niedosyt nieskomplikowanej normalności, czyli zwyczajnej wymiany poglądów, opinii, rozmowy, która nie niesie ze sobą spin i prób przekonywania do “swojego” :) Ale jestem dobrej myśli, ostatecznie w dużej mierze to od nas zależy jak sobie dobierzemy ludzi, którzy nas otaczają.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.