Opera? Don’t panic!

5 zasad savoir-vivre w tym niezwykłym miejscu. Czyli co warto wiedzieć, wybierając się do opery po raz pierwszy. O czym ja niekoniecznie wiedziałam. No risk, no fun!

Przyznaję, we Wrocławiu opera prezentuje się naprawdę dobrze, niemalże tak dobrze, jak Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (gdyby nie ta palma), już samo spojrzenie na budynek wieczorową porą jest przyjemne dla oka, ale to co, czego możemy doświadczyć w środku, jest zdecydowanie inną formą poczucia piękna.

.a może by tak do opery?

O operze zaczęłam myśleć już jakieś dwa lata temu, to był moment, w którym wydawało mi się, że najwyższa pora wejść na kolejny level wydarzeń kulturalnych. W tym czasie comiesięczne wizyty w teatrze stały się dla mnie już czymś zupełnie naturalnym, a do filharmonii wciąż było za daleko – zaczęłam podchody ku operze. Co prawda nie obyło się bez… lekkich obaw (?), chwil zwątpienia (?) – anyway, tak bardzo podobał mi się styl wydarzeń operowych (klasyczna elegancja w pełnym tego słowa znaczeniu), że uznałam, iż chcę spróbować tego również. Jakież było moje zdziwienie, gdy odbiłam się od kasy z niczym. Kwartał. Kwartał wcześniej należy zaopatrzyć się w bilety! Whaaaat?! No i tak odbijałam się raz po raz (zwykle zapominałam trzymać terminów – żadne zaskoczenie) przez wiele miesięcy. Ale uparłam się, że pierwszy musi być balet i musi to być Jezioro Łabędzie. No to poczekałam sobie. Trochę. Tak dwa lata. I w końcu… tadaa! Trafiłam w idealnym momencie, udało nam się zakupić dwa bilety w dość przyzwoitym rzędzie. Przyjemność wyniosła nas bagatela… 240 zł. Z lekkim ukłuciem portfeli w kieszeniach wyszliśmy z jeszcze cieplutkimi biletami. Pozostało czekać. Niedługo, jakiś miesiąc.

.today is the day!

Długo wyczekiwana środa miała miejsce w ubiegłym tygodniu. Niestety z powodu natłoku najróżniejszych spraw, było nam tak całkowicie nie po drodze na spektakl, jak to tylko możliwe, ale skoro narobiliśmy tyle szumu, trzeba było wziąć to na klatę. Na pół godziny przed wyjściem, kończyłam wpis na blogu, zdając sobie nagle sprawę z tego, że kompletnie nie wiem jak powinnam się ubrać. Czy wypada założyć sukienkę kończącą się przed kolanem, czy to już wymarłe zasady savoir-vivre? A może obowiązują wyłącznie przy premierach? Niestety nie miałam zbyt wiele czasu, więc zastanawianie się nad czymkolwiek nie wchodziło w grę – wtedy nigdy byśmy nie wyszli, życie.

(aby powiększyć, kliknij w obrazek)

Więc jak to jest z tym ubiorem? Na miejscu zastałam umiarkowaną mieszankę fasolek wszystkich smaków Bertiego Botta*, w której znalazły się również te sztuki, na które z reguły nikt nie chciał natrafić. Dominowała elegancja, jednakże bez przesady, kobiety zdecydowały się na sukienki w stłumionych kolorach, dłuższe, krótsze, było naprawdę różnie, nie spotkałam w zasadzie żadnej wersji z młodszej siostry, podobnie jak żadnej sukni balowej (co zresztą podsumowałam z ulgą), jednak widok niebieskich jeansów i plecaka zarzuconego na ramię w duecie z t-shirtem wyróżniał się z tłumu – zwłaszcza u kobiety. Podobno na każdy 1000 zawsze znajdzie się co najmniej jedna skrajność ;) Z ulgą natomiast przyjęłam fakt, że ubrałam się stosownie do okoliczności, przez co poziom stresu od razu spadł o kilka punktów – #problemypierwszegoświata. Panowie z kolei poszli w klasykę – garnitury lub po prostu eleganckie koszule, żadnych wyrazistych kolorów. Złotych łańcuchów i spranych jeansów również u Panów nie odnotowałam. Całe szczęście.

.program, głupcze!

Wszystko pięknie, akt I trwa w najlepsze, baletnice są tak obłędnie hipnotyzujące, że z miejsca ma się ochotę ruszyć do szkoły baletowej, ale… o co tu właściwie chodzi?! Uratowała nas przerwa. Czym prędzej ruszyliśmy do kolejki, która ustawiła się po zakup programu (uff, nie byliśmy jedyni!) i nagle wszystko stało się dobitnie oczywiste. Program rzecz jasna streszczał całą historię Odetty i Zygfryda, którą notabene większość z nas zna, choć niezbyt dokładnie, więc te kilka stron zdecydowanie ratowało sytuację. Rozpisany dokładnie każdy akt składał się w idealną całość z prezentowanym spektaklem. Muzyka i balet opowiadały całą historię tak głośno, że finalnie zrobiło mi się nieco głupio z powodu swojego początkowego braku należytego przygotowania. Człowiek uczy się przez całe życie :)

(aby powiększyć, kliknij w obrazek)

.co jeszcze warto wiedzieć?

Kategorycznie nie pijemy i nie jemy w trakcie, od tego mamy długie przerwy, podczas których goście raczą się z reguły szampanem, winem i… wuzetkami czy ciastkami francuskimi z budyniem. To taka mała podróż w czasie, z jakieś 30 lat. Ale przyjemnie było móc to zobaczyć, poważnie! No i przede wszystkim – nie powinniśmy też wychodzić z sali, to naprawdę odciąga widzów od sceny, bijąca ściana białego światła w ciemnej sali zdecydowanie nie jest pożądana. Niestety trudno wyjaśnić to maluchom, których jest całkiem sporo jak na tego typu miejsce – przyznaję, byłam szalenie zdziwiona, ale i urzeczona – widok maleńkich “księżniczek” z łabędzimi elementami ubioru był wprost rozczulający!

* Czytelnicy J.K. Rowling powinni wiedzieć o czym mowa, nie-czytelnikom polecam zarówno książki jak i fasolki :)

Total
0
Shares
Komentarze: 7
  1. to musiało być cudowne przeżycie, szczególnie Jezioro łabędzi – mnie samej marzy się to od dawna. całe szczęście, że napisałaś co nieco, bo nie miałabym pojęcia, jak się do tego zabrać. uważam jednak, że elegancki strój to podstawa i śmiem stwierdzić, że inny oznacza brak szacunku. nie wiedziałam, że bilety trzeba rezerwować w tak odległym czasie! mimo tego – widać, że warto. zdecydowanie przekonałaś mnie!

    1. Elegancki ubiór jest zdecydowanie podstawą, czy to bieżący spektakl czy nie, przy czym na premierach to już wymóg konieczny :) Tak czy inaczej warto choć raz przejść się i zobaczyć o co w tym tak naprawdę chodzi i “czy opera jest czymś dla mnie” :)

  2. Co do ubioru….pierwsza i jedyna jak do tej pory wizyta w operze byla zupelna wtopa ubraniową. Ja w eleganckiej sukience, do kolana, czarna i kalsyczna, maz w mundurze wyjściowym (bylismy wtedy jeszcze biednymi studentami i po prostu nie mial garnituru plus mundur wyjściowy z założenia ma wlasnie byc zakladany na wazne wojskowe i cywilne uroczystości: Jak śluby czy wyjścia do opery), a reszta w dżinsach i t-shirtach….i chociaż bylismy odpowiednio ubrani czuliśmy sie fatalnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisy, które mogą Cię zainteresować