Our Table

Our Table

Założenie jest proste: jedność, dobre jedzenie i pasja. A teraz wyobraźcie sobie winnice na tle zachodzącego w rytm muzyki słońca, wciąż nagrzaną po całym dniu ziemię i lekki wiatr towarzyszący końcówce lata. Tak właśnie zapamiętałam dni spędzone w Barossie, jednym z największych na świecie regionów winiarskich.

Tysiące kilometrów po australijskich drogach doprowadziło nas ostatecznie do Adelajdy, miasta za którego progiem znajduje się najsłynniejszy australijski region winny. Tam też nasza podróż po Australii miała dobiec końca, ale zanim do tego doszło, czekało nas kilka słonecznych dni w Dolinie Barossy.

.13 krajów przy jednym stole

40 osób z 13 różnych stron świata połączyła przede wszystkim pasja oraz miłość do dobrego jedzenia i wina, a na kilka dni także rozgrzane słońcem ziemie Australii. Nasz wspólny czas rozpoczął się w Jacob’s Creek Heritage Vineyard, w maleńkim miasteczku Rowland Flat. To właśnie tam poznaliśmy po raz pierwszy Nicka, który przez kolejne dni wprowadzał nas w tajniki degustacji wina. Dla osoby takiej jak ja, która nie potrzebuje specjalnej okazji, aby sięgnąć po kieliszek wina, a u której kultura picia tego trunku jest dosyć dobrze rozwinięta, to był doskonały moment, aby zaktualizować wiedzę techniczną, a przy okazji poznać kawałek historii.

Mieliśmy dobry początek. Nick zaczął od solidnych fundamentów i podczas… nie wiem jak przetłumaczyć masterclass, aby wciąż oddawało sens warsztatów, więc może zostańmy przy tym sformułowaniu, zaserwował nam cztery porcje degustacyjne wina wraz z jedną niespodzianką oraz produkty, które miały uzupełniać smak trunków. Przeprowadzono nas przez zmysły węchu, wzorku i smaku, abyśmy odkryli całą fuzję aromatów, których momentami w ogóle nie spodziewaliśmy się doświadczyć. To było doskonałe wprowadzenie do późniejszych wydarzeń.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

.our table

Jednym z naszych kolejnych przystanków była prawdziwa idylla w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo jak inaczej można określić piknik w winnicach? Suto zastawiony stół uginał się pod ciężarem mięsa, serów i chleba. Nie odciążał go także wachlarz najróżniejszych dekoracji, talerzy i serwet do wyboru, dookoła stały wiadra ze świeżo ciętymi kwiatami, a tuż obok piętrzyły się wiklinowe kosze. W rytmie kojącej muzyki, spędziliśmy na kocach długie godziny, rozmawiając i śmiejąc się, aby ostatecznie zakończyć dzień przy kilkunastometrowym stole, wieńcząc ideę zjednoczenia, dzielenia i dobrego jedzenia, ideę Our Table.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

.o gotowaniu

Po wizycie w winnicy Jacob’s Creek Steingarten, obsadzonej od 1962 roku szczepem Riesling, a także odwiedzeniu Jacob’s Creek Visitor Centre, spotkała nas przyjemność poznania Colina Grampa, prawnuka założyciela Jacob’s Creek. Ich przepiękna historia zapisana jest nie tylko w szczepach, ale przede wszystkim w ludziach, którzy są tam obecni każdego dnia. Po kolejnej cennej lekcji z Nickiem, poświęconej degustacji wina, a także krótkich warsztatach z blendowania, przyszedł czas na coś, co umknęło mi początkowo w harmonogramie.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Wygraliście kiedyś w kategorii, o której kompletnie nie mieliście pojęcia? No cóż, ja wygrałam, wraz z moją drużyną i o dziwo miałam całkiem spory wkład własny w tym przedsięwzięciu. A tak zupełnie poważnie – ja nie gotuję. Nie czuję takiej potrzeby w moim życiu i szczytem moich popisów kulinarnych jest zrobienie wraz z M. sushi. Za to uwielbiam dobre jedzenie, może właśnie dlatego chodzę do miejsc, w których wiem, że znajdę to czego potrzebuję. Wracając jednak do konkursu. Podzielono nas na kilka drużyn, każda miała przygotować potrawę według wskazanego przepisu i okazało się, że nasza, choć teoretycznie najprostsza, wymagała najwięcej staranności, a mowa tu o doskonałym grillowanym łososiu. Szczerze? Byłam z nas dumna, bo to naprawdę był najlepszy łosoś jakiego próbowałam.

.o relacjach

Podczas pożegnalnej kolacji, która wypadała akurat 8 marca w Święto Kobiet, dało się wyczuć odrobinę nostalgii. Wieczór obfitował w liczne pożegnania, a tym samym silne emocje. Podczas wspólnie spędzonych momentów, w ciągu tych kilku dni stworzyło się wiele pięknych znajomości. Ja byłam wprost przeszczęśliwa mogąc ponownie zobaczyć Agnieszkę, z którą rok temu odkrywałam Południowy Tyrol, poznaliśmy też razem z M. Natalię i Łukasza z Tasteaway oraz Monikę z @thereshecooks. W Barossie po raz pierwszy zobaczyłam również drogę mleczną. Tego uczucia nie da się zapomnieć.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Łączyła nas miłość do jedzenia i wina, cała reszta przyszła później. Wspólnie spędzone dni i wieczory, doświadczanie, gotowanie i dzielenie radości sprawiły, że zniknęły wszelkie granice i różnice kulturowe, a język, który łączył, był dla wszystkich wspólny. Język Our Table.

Total
5
Shares
Komentarze: 4
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisy, które mogą Cię zainteresować