Planowanie sprawia mi dużą przyjemność. Planowanie podróży – szczególnie. To nie tak, że gardzę spontanicznym wyjściem, czy wyjazdem, bo i takie się zdarzają (a nierzadko bywają strzałem w dziesiątkę), jednak zdecydowanie bardziej różnorakie wypady wolę mieć wpisane w mentalny kalendarz chociażby chwilę wcześniej, nawet, jeśli ma to oznaczać tylko jeden dzień wyprzedzenia. Tak było w przypadku Paryża, decyzję o wyjeździe podjęliśmy lekko ponad 2 tygodnie przed docelowym terminem – byłam cała w skowronkach, przyznaję, bo namówienie M. graniczyło z 8. cudem świata.

.sesja zabija, ale tylko przez chwilę .niefortunnie zawsze w niewłaściwym momencie

Od wielu, wielu tygodni, uczelnia i sesja sukcesywnie zjadały nam weekend po weekendzie. Nie jest więc żadną tajemnicą, że mój sezon snowboardowy dotkliwie na tym ucierpiał, podobnie jak Walentynki, które to trzy lata temu rokrocznie postanowiliśmy spędzać w Paryżu. W tym – no niestety, nie udało się (egzaminy rządzą się swoimi prawami), ale! Nie ma tego złego, ostatecznie kilka dni później zazwyczaj obchodzę urodziny.

paris_bridge

(kliknij w obrazek, by powiększyć)

.happy birthday to… me!

Przyznaję, przywiązuję się do dat i symboliki z nimi związanej. Ćwierć wieku to dla mnie szczególny moment i przekroczenie swoistej granicy. Związałam z tym okresem całkiem sporo planów i postanowień, dlatego zależało mi, by spędzić ten dzień wyjątkowo. Chciałam go zapamiętać – ot, cała filozofia, a do tej pory raczej mi się to nie zdarzało. A nie, wybaczcie – pamiętam (poniekąd) obchodzenie swojej pełnoletności – wtedy to przez tydzień rozbijałam się po pubach, co rusz oblewając mój nowy etap z kimś innym – tym razem nie do końca o to mi chodziło ;) Choć i tu dobrych trunków nie zabrakło, no bo gdzie najlepiej upajać się smakiem wina, jak nie właśnie we Francji? (miłośnicy Włoch przez chwilę siedzą cicho!) Padło na Paryż, miasto, które ukochałam sobie szczególnie mocno i które jak dotąd nie znalazło konkurencji.

I nie przekoloryzuję, jeżeli napiszę, że w tym szczególnym dniu, niemalże już pod koniec jego trwania, znalazłam pół godziny, które uczyniło sens całego wyjazdu. Dla tych 30 minut, warto było wszystko zorganizować i zapłacić (miliony!) przy bramce za zbyt duży bagaż* – a wystarczyło do tego najlepsze grzane wino, wiśniowe Djarumy i właściwa osoba u mojego boku, we właściwym miejscu, o właściwej porze. To jedna z tych magicznych chwil, która niby nie kryje w sobie nic szczególnego, jak popatrzy się na to z boku, a jednak, która sprawia, że pojawia się w nas TO uczucie – chwila, o której trudno zapomnieć. Po prostu.

tuileries garden

*Dawno nikt mnie tak nie wkurzył. 2 cm! Słownie: 2! Latałam z nimi od lat, ten był ostatni. Konkurencja wprowadziła korzystniejsze warunki. Dziękuję i pozdrawiam (foch jak stąd do Krakowa).

.#3 dni w mieście zakochanych

… choć ja tam zawsze widzę tłumy Azjatów, zamiast par gołąbeczków, no ale może dostrzegam tylko to, co chcę widzieć (pomimo usilnych starań, by było inaczej). Albo nie, dość – właśnie, że tam naprawdę są tłumy Azjatów. Damn, no bo gdzie obecnie ich nie ma? 10 (słownie: dziesięć!) minut czekałam, by wykonać 2 (słownie: dwa!) zdjęcia wieży Eiffla ze strategicznego punktu na Palais de Chaillot. Ależ przecież miałam czas, w końcu zacna przedstawicielka wschodniej nacji musiała strzelić sobie 962 ujęcia podczas których “chwytała” czubek wieży, a następnie udawała, że ją podtrzymuje (myślałam, że takie rzeczy zdarzają się tylko w Pizie).

W związku z trwającymi pracami budowlanymi, dostęp do najlepszych miejsc na czyste ujęcie z Palais de Chaillot był bardzo ograniczony, a na rozciągłości zaledwie kilkunastu metrów musiały się zmieścić dziesiątki, a może i setki turystów. Jednostki stające na murze wcale nie pomagały. Na początku sytuacja szalenie mnie bawiła – dopóki nie zrobiło mi się zimno. I tu moja cierpliwość się skończyła.

Louvre museum

(kliknij w obrazek, by powiększyć)

.#100, 1000, 5000, bo przecież można!

Oczywiście w dziki szał nie wpadłam (a mogłam ją w sumie zrzucić), ale w głowie pojawiła mi się wtedy myśl (nie, wbrew pozorom nie ta, że chcę ją zrzucić): po co im tyle zdjęć? Wracają do domów, zgrywają tysiące plików – po co? Przejrzenie tego raz, że jest męczące, a co dopiero zrobienie z tym czegokolwiek sensownego. Bywa, że sama tęsknię za aparatami na kliszę. Przywoziliśmy z tygodniowych wakacji dwie rolki po 36 klatek i wszyscy byli zawodoleni. Apogeum szczęścia osiągnęłam raz, będąc 10 dni w Grecji, z której to przywiozłam aż 4(!) rolki po 36 klatek (ze spuszczoną głową podając Mamie do wywołania). Pal licho, że część nie wyszła, ale 100 zdjęć się uchowało, tyle wygrać!

(kliknij w obrazek, by powiększyć)

.będzie więcej

Gdy rozpoczynałam prowadzenie tego bloga, bardzo chciałam by jego lwia część dotyczyła podróży. Brutalna rzeczywistość natomiast, którą obecnie nazywam: pracą i uczelnią, miała nieco inne plany. Mój czas jakoś dziwnie ginie w przestworzach, a planowanie wyjazdów urosło do rangi wyzwania, dlatego ilekroć mogę sobie pozwolić na ten czasowy luksus, chcę wykorzystać potencjał w nim drzemiący. Z tego też powodu – przygotujcie się na kilka wpisów z Paryżem w tle (mam nadzieję, że nie westchnęliście teraz zrezygnowani) ;) Początkowo planowałam serię trzech, z tym włącznie, ale mam koncepcję na jeszcze jeden, dlatego ufam, że wytrzymacie ten maraton! :)

20 odpowiedzi

Odpowiedz

Bardzo podobają mi się zdjęcia, światło na nich, elegancja.
Moja ulubiona fotografia: zdjęcie sypialni we francuskim stylu. Serdecznie gratuluję smaku i pasji.
Czekam na kolejne inspiracje.

Odpowiedz

Przepiękne zdjęcia. Bardzo serdecznie gratuluję.

Odpowiedz

zazdroszczę niesamowicie – po pierwsze Paryża, który póki co ukochałam jedynie mentalnie, ale głęboko w to wierzę, że przyjdzie w końcu taki dzień, kiedy powiem: “tak, dziś wreszcie zarezerwuję ten cholerny lot!”, a po drugie determinacji, której wciąż mi brak, bo tak naprawdę nigdy nie zdarza się dobry moment, aby to zrobić. a Walentynki, czy urodziny (wszystkiego najpiękniejszego!) – i to w dodatku rokrocznie – to cudowna okazja, by móc tam być :)

Odpowiedz

Paryż też muszę zwiedzić ;)

Co do fotek, to ja robię je smartfonem, przez co często nie wychodzą takie jakbym chciał i robię ich sporo. Potem (lub od razu) je wywalam jak mi się nie podobają ;)

Odpowiedz

Marzy mi się aparat w telefonie z efektem rozmycia tła jakie dają obiektywy portretowe. Niestety w najbliższym czasie nie doczekamy się takiej optyki w telefonach, ciekawe czy w ogóle, bo to rozwiązałoby wszystkie moje problemy. Lustro noszę ze sobą rzadko, nawet w Paryżu 80% zdjęć wykonałam iPhonem, bo raz, że lustrzanka jest dla mnie mało wygodna w użyciu, a dwa – za ciężka, by nosić ją przy sobie cały dzień :(

Odpowiedz

Ada super prezent na urodziny i wspaniała pamiątka:)

Odpowiedz

Też uwielbiam planować, wszystko nie tylko podróże :) I bardzo się cieszę na te wpisy z Paryżem w tle, w końcu mam trochę więcej czasu, żeby poczytać blogi :)

Odpowiedz

Ja, gdy już się uporałam z sesją, nadchodzący weekend mam w końcu wolny i… jest tyle opcji, że nie wiem na co się zdecydować! :) Czuję się szalenie zagubiona, bo nie dość, że akurat nie mam zjazdu, to jeszcze nie muszę się niczego uczyć – it’s so weird! Ale zdecydowanie również muszę ponadrabiać trochę zaległości na blogach.

Odpowiedz

Fajnie tak podejrzeć miejsca, uliczki, którymi jeszcze kilka miesięcy temu sama chodziłam, przy okazji odwiedzin w Paryżu :)

Odpowiedz

Mi Paryż śni się od lat, niestety jeszcze tam nie dotarłam. Tak jak mówisz, uczelnia, praca, a w wakacje jakoś wybieraliśmy inne kierunki. Musiałam zadowolić się Wrocławskim kłódkowym mostem, do tej pory myślałam, że jest całkiem spoko, jednak po zobaczeniu Twoich zdjęć zmieniam zdanie .
Co do tych 30 magicznych minut, to prawda, czasem takie niby nic, ma dla nas wartość największą :)

Cudownie zareklamowałaś Paryż, tylko dlaczego teraz gdy czasu brak ;)
_____________
Natalia, http://www.pieceofsimplicity.blogspot.com

Odpowiedz

Czasem te 2, 3 dni naprawdę w zupełności wystarczają, ale i pozostawią delikatny niedosyt, na tyle, by chciało się wrócić :)

Odpowiedz

Miejmy nadzieję, że niedługo się uda, choćby na 2-3 dni :)

Odpowiedz

Chcę do Paryża. Już, teraz, natychmiast!

A te Twoje magiczne 30 minut – zna doskonale. miałam kiedyś takie na leżaku na plazy w mojej ukochanej Macedonii, noga w wodzie, zachód słońca, odpowiednia osoba obok. zycie przez chwilę było perfekcyjne.

Odpowiedz

Piękne zdjęcia, a najbardziej urzekł mnie…. płaszczyk ;)

Odpowiedz

Przyznaję, uwielbiam go ;)

Odpowiedz

Piękne! *.* Paryż na zdjęciach ogląda się równie dobrze jak na żywo (tak myślę, nigdy nie miałam okazji tam być :D) więc czekam na kolejne. Specjalizuję się w (biegowych) półmaratonach ale ten ‘maraton’ zniosę z milą chęcią! :)

Odpowiedz

Nasza piękna Ado miła, byś Nam długo w zdrowiu żyła, byś pisała dla nas często, bo lubimy czytać gęsto. Rymy jak na porannym kacu, ale co się liczy…ano to, że życzę Ci z całego serca jeszcze wielu takich chwil, wiele szczęścia i samych cudowności:)

Odpowiedz

<3

Odpowiedz

Pisz, pisz Ada o Paryżu! :) Właśnie zabukowałam bilety do Paryża na marzec, na 3 dni i składam plany i pomysły na te dni. ;)

Odpowiedz

Ależ Ci dobrze (choć sama dopiero wróciłam, to wciąż mi mało)! Mam szczerą nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie w tym, co planuję wrzucić podczas kilku najbliższych dni :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.