Jako dziecko miałam milion pomysłów na sekundę, jako nastolatka – wcale nie mniej. Czasem śmieję się, że w swoim życiu spróbowałam już chyba wszystkiego, choć prawdą jest, że nawet nie zbliżyłam się do 1% możliwości jakie daje nam każdy nowy dzień. Zdążyłam zająć się już rysunkiem, malarstwem, szyciem, projektowaniem ubrań i wnętrz, rysowaniem mang, „wyczynową” jazdą na rolkach oraz grą w tenisa, miałam w planach zostać pisarką, gitarzystką, byłam o krok od zostania dietetykiem, a także tancerką – początkowo belly dance, później hip-hopową (na końcu chciałam to połączyć – choć tej kwestii lepiej nie komentujmy, tak dla własnego zdrowia psychicznego), zawód: fotograf to było coś dla mnie, chyba tuż po tym, jak zdałam sobie sprawę, że nie będzie ze mnie drugiego Shauna White’a w wersji damskiej (snowboard pozostał wyłącznie świetną opcją na zimowy wypad), a może po tym, jak porzuciłam plany zostania stewardesą? Byłabym zapomniała – w przedszkolu wyszedł na jaw mój ukryty talent – na przedstawieniach zawsze grałam w zespole! Na trójkącie…

.niespełnione marzenia

Na którymś etapie, to było między 6. a 8. rokiem życia – nie pamiętam dokładnie, rodzice postanowili zapisać mnie na taniec. Wydawało mi się wtedy dziwne, że jak na zajęcia taneczne, tak dużo czasu przypadało rozciąganiu i chodzeniu na czworakach, dlatego powiedziałam rodzicom, że ja już dłużej nie chcę. To było po pierwszych zajęciach… Nie zostałam więc zawodową tancerką, choć byłam tak mocno zafascynowana tutu, które zwykły nosić baletnice (to ta stercząca, tiulowa spódniczka) – nie żeby moje zajęcia miały z tym cokolwiek wspólnego. Po drodze marzyłam jeszcze, by zawodowo jeździć konno, uprawiać gimnastykę artystyczną (za dużo „Ceny doskonałości” – widziałam ten film ze 20 razy), aż w końcu wróciły pragnienia dotyczące tutu, tyle że już w formie pełnowymiarowego baletu. I to by było na tyle, przewińmy film o jakieś 15 lat do przodu.

.dwie szkoły

Zapisałam się na zajęcia baletu dla dorosłych. Stało się to głównie za sprawą zbiegu okoliczności, trafiłam na bloga White Pointe Shoes akurat wtedy, gdy moje dawne aspiracje zaczęły dawać o sobie znać. Uznałam, że warto chociaż spróbować, najwyżej szybko porzucę ten szalony pomysł. Dotarłam więc na pierwsze zajęcia do Wrocławskiej Akademii Baletu – P&A Ivanov, by kilka dni później spróbować także pierwszej lekcji w Szkole Baletowej przy Operetce Dolnośląskiej, na którą to postanowiłam wybrać się razem z przyjaciółką (po dziś dzień nie wiem jak udało mi się ją namówić).

Obie szkoły różnią się od siebie techniką nauczania; podczas gdy w WAB pierwsze zajęcia obejmują absolutne podstawy, wzbogacone o cierpliwe i szczegółowe tłumaczenie: co, jak i dlaczego, tak w Szkole przy Operetce, pierwsze zajęcia wydają się być co najwyżej „powtórzeniem” podstaw, które większość powinna mieć już opanowane (co połowicznie miało miejsce). Materiał jest realizowany szybciej i intensywniej, możliwe że dlatego, że Szkoła przy Operetce uczestniczy w wielu wydarzeniach baletowych z udziałem swoich tancerek – cel jest więc dość jasno określony, ja jednak nie chciałam się spieszyć, dlatego wybrałam WAB.

Zrealizowałam dokładnie to, czego chciałam, czyli spróbowałam. By mieć pewność, po pierwszych zajęciach wzięłam jeszcze dwie lekcje, po czym z czystym sumieniem stwierdziłam, że to mi wystarczy, osiągnęłam cel. Doszłam do wniosku, że czasem warto pozostawić pewne rzeczy daleko za sobą, zwłaszcza, gdy powinny należeć do odległej przeszłości – w moim przypadku do dzieciństwa. Zmieniłam się, podobnie jak wraz z upływem czasu, zmieniły się moje cele i nie widzę w tym nic złego.

Pierwsza lekcja baletu dla dorosłych_2

Ale jako, że jesteśmy po raz pierwszy i ostatni w temacie baletu na tym blogu, napiszę Wam jeszcze kilka słów o kwestiach technicznych, po czym spokojnie mogę zamykać ten rozdział, dopisując tym samym kolejną pozycję do wciąż niewyczerpanej listy pomysłów na siebie – wspominałam już, że lubię próbować nowych rzeczy?

.w co się ubrać na pierwszą lekcję baletu?

Na początku zastanawiałam się, czy będę najstarsza w grupie, później zaczęłam panikować, czy zamówić strój na Allegro, wybrać się do sklepu z profesjonalnymi akcesoriami, czy może jednak dać sobie spokój. Odpuściłam, bo nie chciałam być jedną z tych osób, które kupują cały sprzęt do biegania, by w ogóle zacząć, po czym po jednym razie stwierdzają, że w sumie to nie lubią biegać. Powstrzymałam więc swoje zapędy i poszłam porozmawiać do Akademii. Dowiedziałam się tam, że średnia wieku to wiek studencki, a nierzadko można spotkać osoby dużo starsze, natomiast w kwestii ubioru:

• dół: legginsy (z zapiętkami albo bez) lub rajstopy, bądź krótkie spodenki + rajstopy (najlepiej białe)
• góra: body lub dopasowana koszulka z krótkim / długim rękawem, a może być też na ramiączkach
• obuwie: skarpetki lub baletki ćwiczebne

Podsumowując – bylebyście nie ubrali dresów, w których nie widać pracy mięśni, a także szerokich t-shirtów, pod którymi nie wiadomo co się dzieje.

.czego nauczysz się podczas pierwszych zajęć?

• pierwsza, druga, trzecia, czwarta i piąta pozycja – czyli podstawowe pozycje baletowe
• podstawowe kroki, np. battement tendu, plié (w tym demi plié i grand plié), relevé, jeté (ale tylko basic)
• pozycje rąk: pierwsza, druga, trzecia, czwarta i piąta

I to wszystko, godzina mija, nim człowiek zdąży pomyśleć, jak długo jeszcze jego mięśnie to wytrzymają, bo choć nie widać na pierwszy rzut oka, tancerki baletowe zachowują godną podziwu kontrolę nad własnym ciałem i wkładają niesamowicie wiele wysiłku w pracę mięśni, co naprawdę robi na mnie ogromne wrażenie.

Niezależnie od finału tej przygody, absolutnie nie żałuję swojej decyzji i gdybym miała ją podjąć ponownie – zrobiłabym tak samo, powzięłabym próbę. W życiu jeszcze niejeden raz spróbuję eksperymentów, by za chwilę dać sobie spokój i w zasadzie to naprawdę cieszę się na tę perspektywę, bo za każdym razem uczę się czegoś nowego. A Wy? Macie za sobą podobne doświadczenia, niekoniecznie związane z baletem? :)

Photo license: www.freeimages.com

20 odpowiedzi

Odpowiedz

Mnie balet zawsze fascynował, jednak jestem osobą, która nie wytrzymałaby na regularnych zajęciach. Od kilku lat “tańczę” sobie w domu, ale dopiero w tym roku postanowiłam naprawdę się do tego przyłożyć. Tak więc w każdy weekend ćwiczę sobie podstawowe pozycje itd. Wiem, że raczej już nie będę unosić nogi za głowę ani nic z tych rzeczy. Ale może ciało jeszcze da się wyćwiczyć…. :)

Odpowiedz

Przez wiele lat tańczyłam, jednak nie był to balet. Jednak siłą rzeczy zboczyłam gdzieś z tej drogi idąc na studia i przenosząc się do innego miasta, wszystko pozostało gdzieś za mną. Dziś wiem, że porzucenie tego było najgorszą rzeczą, jaką mogłam wtedy zrobić. Teraz chciałabym spróbować czegoś innego, myślałam właśnie o balecie. Być może nie jest to technika dla mnie, ale nigdy jej nie próbowałam, a to zawsze było moim marzeniem, więc… kto wie?

Ściskam! :)

Odpowiedz

Naprawdę jestem zwolenniczką tego, by próbować, nawet jeśli miałoby z tego nic nie wyjść, ale gorąco będę Cię namawiała, by przekonać się na własnej skórze. Lepiej spróbować i stwierdzić, że to nie nasza bajka, niż później zastanawiać się co by było, gdybyśmy jednak spróbowali. To prawie nic nie kosztuje, a wartość jest nieprawdopodobna :) Bardzo mocno trzymam kciuki! :)

Odpowiedz

Nie pamiętam niestety swoich pierwszych zajęć baletu. Jednak do dziś każda lekcja przynosi mi wiele satysfakcji. Zdecydowanie zainspirowałaś mnie do powrotu do tego!

Odpowiedz

Też kiedyś marzyłam o zostaniu baletnicą. Miałam nawet pretensję do moich rodziców, że nie chcieli mnie zapisać na takie zajęcia! Tyle, że chodziłam już wtedy do szkoły muzycznej, gdzie miałam zajęcia pięć razy w tygodniu popołudniami, więc myślę, że ich argument był dosyć mocny…;) Fajnie, że spróbowałaś, ja już o balecie nie marzę, choć na to wspomnienie wciąż robi mi się ciepło na sercu. Mam wiele innych pragnień i myślę, że jeśli chce się coś zrealizować to nic nie przeszkodzi!

Odpowiedz

Powiem Ci, że bardzo mi pasujesz do roli baletnicy :) A co do realizowania planów: mam tak samo jak TY…. Czasem się boję, że mi życia zabraknie :)

Odpowiedz

Jako szesnastolatka chodziłam z kuzynką na zajęcia baletowe przez rok. Generalnie nikt w grupie, która była naprawdę świetna, nie myślał o tym “na poważnie” ot, tak trochę inny fitness. Ale skoro autorka bloga, o którym wspominasz zaczęła karierę w wieku 21 lat, to może byliśmy wszyscy w błędzie.
Balet jest przepiękny, wręcz magiczny. Fascynuje mnie do dziś. Poza tym, ćwiczenia baletowe są nie dość, że przyjemne, to jeszcze pięknie kształtują sylwetkę. To jedyna forma wysiłku, poza pływaniem, którą akceptuję.

Odpowiedz

Wow, masz mój szacun. Balet kojarzy mi się raczej z niespełnionymi aspiracjami rodziców. ;)

Odpowiedz

W dzieciństwie też marzyłam o balecie, ale to za sprawą baletek. Czasami w butach chodziłam na palcach i udawałam baletnicę. I na tym moja przygoda się skończyła. Podobnie jak Ty lubię próbować różnych rzeczy (kilka lat temu chciałam się zapisać na taniec jazzowy, ale był kiepski grafik i pasował tylko hip hop & house, no to zapisałam się na to). W tym tygodniu planuję wreszcie wybrać się na squasha (który też mam w głowie kilka dobrych lat).

Odpowiedz

Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie grałam w squasha, choć wielu moich znajomych praktykuje namiętnie :)

Odpowiedz

Myślałam, że tylko mnie do baletu ciągnie po lekturze WhitePointeShoes :D Jak wrażenia?

Odpowiedz

Z pewnością zmieniłam swoje postrzeganie baletu i już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w operze, na spektaklu baletowym. Wrażenia są bardzo pozytywne, dlatego tym bardziej żałuję, że kompletnie nie potrafiłam dopasować do całości siebie, szukam dalej, a balet pozostawiam tym, dla których stanowi on przepiękną pasję :)

Odpowiedz

Dobrze, że spróbowałaś ! Inaczej cały czas obijałoby Ci się to o głowę :) Nowe doświadczenia już same w sobie są cenne, ale myślę że akurat klasyce trzeba dać czas, pierwsze lekcje to zawsze walka o życie.

Odpowiedz

Bolało pisanie tekstu tylko z jednym brzydkim i jednym nie-Twoim zdjęciem? :-)

A poważniej – kiedyś wkurzali mnie tacy, co tak trochę to, trochę tamto, a może owo. A teraz Wam zazdroszczę! Jakbym zapisał się na balet, to pewnie łaziłbym (konsekwencja) przynajmniej rok.

PS Wiem co to plie! z fitnessu :D

Odpowiedz

Nawet, gdybyś po miesiącu uznał, że to nie dla Ciebie? :) W moim przypadku wiem, że bycie konsekwentnym w pewnych sytuacjach się po prostu nie opłaca, przynajmniej nie dla samej idei konsekwencji, która w zasadzie niczego nie wniesie, a która dotyczy wyłącznie mnie i nie wpływa na otoczenie w żaden sposób. I tak, dlatego kombinuję i próbuję, by dać sobie szansę trafienia na coś, co pochłonie mnie bez reszty, a także da mi możliwość spełniania kolejnej, chociażby tylko chwilowej pasji – doświadczenie i towarzyszące temu emocje są dla mnie bezcenne :)

p.s. hej, ale ja przecież bardzo często korzystam z banków zdjęć! :)

Odpowiedz

Hahahahaha. PS się piszę tak jak ja i tylko tak, check słownik :P

A co do konsekwencji: ćwiczę właśnie teraz takie “pause and reflect” co jakiś czas nad wszystkim, co robie w życiu. Bo czasem orientuję się, że “ani ja nie chce tego robić, ani nie przynosi mi to żadnych korzyści, a ostro zapycha grafik” przeważnie w pół roku po tym, kiedy zaczęło to tak wyglądać… Po prostu muszę uczyć się od Innych!

PS Oj, no taki przytyk ;-)

P.S. również, ale mój błąd, bo piszę z małej, a faktycznie powinnam z wielkiej, dzięki za zwrócenie uwagi :)

bez kropek :P

http://sjp.pwn.pl/sjp/PS;2572893.html i więcej z Tobą nie rozmawiam ;)

Ale to pierwsze jest ponoć o wiele poprawniejsze. Coś jak z “pisze” :]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.