To trochę zabawne, że akurat ja poruszam ten temat. Osoba, która od wielu lat związana jest z Instagramem, która publikuje każdego dnia i która bez aparatu nie wyobraża sobie żadnej podróży. Ale trzeba pamiętać o tym, że wszystko ma swoją granicę, również pogoń za kadrami, i że wiele można stracić przekraczając ją.

.kto lub co wyznacza granicę?

Będąc tydzień temu we Włoszech dotarliśmy do przepięknego miejsca. To była restauracja położona na wzgórzach, z której rozpościerał się widok na całą okolicę jeziora Como. Jeszcze Wam o tym miejscu nie opowiadałam, ale niebawem na pewno to zrobię. Usiedliśmy przy stole w osiem osób, a widok, który nam towarzyszył, dosłownie onieśmielał pięknem. Pora lunchowa dobiegała końca, więc taras powoli pustoszał. Nie wiem kiedy to się stało, ale w jednej chwili wszyscy siedzieliśmy wpatrzeni w telefony.

Uwagę na to zwrócił nam starszy mężczyzna, siedzący tuż obok ze swoją żoną. Powiedział to grzecznie, bardziej z nutką nostalgii i bardziej do niej, niż do nas, a może do siebie. Jednak to był moment, w którym coś we mnie pękło i poczułam gorzką granicę oraz smutek. Przez cały wyjazd śmialiśmy się z siebie nawzajem, że to przecież: taka praca. Jednak prawda jest taka, że nawet pracując, to wszystko wcale nie musi tak wyglądać, nie mówię już o Włoszech, ale o każdym innym wyjeździe. Codziennie dokonujemy bardziej lub mniej świadomych wyborów, a przecież można zorganizować czas inaczej, oddzielić pracę i momenty, w których jesteśmy tu i teraz. I tu zahaczamy o świadomość własnych potrzeb.

.piękno nie zabiega o uwagę

Oglądaliście kiedyś film Sekretne życie Waltera Mitty? To piękny tytuł o odkrywaniu siebie. W pewnym momencie pojawia się tam postać o nazwisku Sean O’Connell. Sean jest fotografem, który próbuje uchwycić na zdjęciu panterę śnieżną.

Sean O’Connell: They call the snow leopard the ghost cat. Never lets itself be seen.
Walter Mitty: Ghost cat.
Sean O’Connell: Beautiful things don’t ask for attention.

(moment, w którym na grani pojawia się irbis)
Walter Mitty: When are you going to take it?
Sean O’Connell: Sometimes I don’t. If I like a moment, for me, personally, I don’t like to have the distraction of the camera. I just want to stay in it.
Walter Mitty: Stay in it?
Sean O’Connell: Yeah. Right there. Right here.

Fragment filmu Sekretne życie Waltera Mitty
Tłumaczenie

Sean O’Connell: Mówią o nich koty-duchy. Nie lubią się pokazywać.
Walter Mitty: Koty-duchy.
Sean O’Connell: Piękno nie zabiega o uwagę

(moment, w którym na grani pojawia się irbis)
Walter Mitty: kiedy zrobisz zdjęcie?
Sean O’Connell: Czasem wcale nie robię. Gdy zdarza mi się taka wyjątkowa chwila, nie chcę jej psuć. Wolę w niej trwać.
Walter Mitty: Trwać?
Sean O’Connell: Tak, tu i teraz.

Ostatnio dużo myślałam o tym, jak dużo czasu poświęcamy, żeby zrobić zdjęcie. Jak dużo czasu poświęcamy byciu na bieżąco, zawsze online, otoczeni tysiącem głosów naszej społeczności. Ale przychodzi taki moment, że im więcej nas w sieci, tym mniej nas poza nią. Uczestniczymy gdzieś fizycznie, ale bywa, że nic tam po nas, bo latamy fotografując i postując niemalże każdą chwilę. Nie twierdzę, że to nie jest w porządku, bo jest, ale jak wszystko – z umiarem. Bo to tu pojawia się problem, który zwrócił moją uwagę. Pogoń za kadrami sprawia, że gnamy od miejsca do miejsca, a z kolei chęć bycia w stałym kontakcie sprawia, że czasami umykają nam rzeczy ważne i piękne. Niekiedy dochodzimy więc do takiego kuriozalnego momentu, że jedno, które wynika z drugiego, gdzieś pośrodku traci sens. I zostajemy bez wspomnień, czasem i bez dobrych zdjęć, a nierzadko też z przytłaczającym zmęczeniem. Umiar i świadome wybory są tu kluczem.

.pamiętasz zapalniczki na koncertach?

Facebook nigdy nie angażował nas w takim stopniu jak Instagram. Dostaliśmy narzędzie, które w ciągu kilku lat, wprowadziliśmy niemalże w każdy aspekt naszego życia. Pamiętacie jeszcze koncerty, na których zapalało się zapalniczki? Albo zdarzenia, w których ludzie pomagali sobie wzajemnie, zamiast nagrywać z tego wideo? Gdy na wakacjach łapaliśmy przede wszystkim ulotne chwile, a nie same kadry? Gdy nie goniliśmy za tym?

Dopiero pod koniec pisania tego tekstu przypomniałam sobie, że już kiedyś poruszałam z Wami podobny temat, przy okazji wpisu Instagram. Oderwana rzeczywistość?, gdzie linkowałam do kawałka Moby & The Void Pacific Choir – Are You Lost In The World Like Me? Obejrzyjcie go sobie w wolnej chwili, chwyta za serducho. Tym tekstem chciałam zwrócić Waszą uwagę na to, żebyśmy każdego dnia większą wagę przykładali do wyborów, których dokonujemy. Żebyśmy starali się złapać balans. Żeby jak najmniej było tego rodzaju kampanii społecznych. Osobiście uwielbiam Instagram i możliwości, jakie ta aplikacja nam daje. Całym sercem jestem wdzięczna za społeczność, która mnie otacza i która chce być tam ze mną. Dlatego tym bardziej zależy mi. I chciałabym, żeby zależało wszystkim, na cieszeniu się chwilą, na złamaniu przykrego schematu, bo przecież to właśnie te momenty inspirują nas do tworzenia pięknych rzeczy.

Czy łapiecie się czasami na tym, że siedzicie z telefonem dłużej, niż byście chcieli? Albo że skupiacie się tak bardzo na dobrym zdjęciu, że zapominacie o tym, gdzie jesteście? Bardzo chciałabym usłyszeć w tym wszystkim Was :)

Cover photo by Ezra Comeau-Jeffrey on Unsplash

7 odpowiedzi

Odpowiedz

Prawda jest bolesna, gdy patrzę na ludzi w kawiarniach. Sama z reguły robię zdjęcie i odkładam telefon – lubię mieć pamiątkę dla siebie. Nie zawsze wstawiam je na instagrama, a na pewno nie od razu. Przeraża mnie to, jak ludzie na randkach czy spotkaniach z przyjaciółmi porozmawiają chwilę, a potem przytuleni albo odsunięci od siebie przeglądają komórkę. Świat musi się dowiedzieć jacy są szczęśliwi… Sama staję się nostalgiczna w takich momentach ;)

Odpowiedz


To jest tak mądry i dojrzały tekst, że naprawdę warto poświęcić chwilę, żeby go przeczytać.
Ostatnio byłam nad morzem i chyba pierwszego dnia pobytu poszłam na zachód słońca, żeby zrobić dobre zdjęcia. Tak mnie to zaaferowała, że od wejścia na plażę zdążyłam przejść może 20 metrów, oczywiście ze wzrokiem utkwionym w obiektywie. Ani się obejrzałam, a było po zachodzie słońca. Miałam co prawda zdjęcia, ale nie miałam.. wspomnień. Tych magicznych, do których często się wraca.
To była dla mnie solidna nauczka.
Piękny post. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Nie bądź dla siebie zbyt surowa, zmiany powinny zachodzić łagodnie, stopniowo i naturalnie dla nas. W tym wszystkim chodzi wyłącznie o balans, nie stanowisko 0-1, warto o tym pamiętać, żeby nie było później rozczarowań :)

Odpowiedz

Jejku, tekst idealnie dla mnie. Zastanawiam się czasem nad blogowaniem i Insta i szczerze to tez czasem trochę mam wrazenie, że już nie mogę zrobić nic tak po prostu, bo zawsze gdzieś w glowie myśl,ze.fajny temat albo fajny material na zdjecie. Nic to, jakos trzeba łapać balans i się pilnowac zeby go nie zatracić. Pewnie dla starszych ludzi, jak ten pan z restauracji, zycie dzisiejszego pokolenia jest oderwane od rzeczywistosci, bo ciągle z tymi telefonami. Pewnie dla nich to jest nie do pojecia. Pozdrawiam gorąco. Piękne zdjęcie główne z tekstu!! Genialne!

Odpowiedz

Myślę, że on miał świadomość tych wszystkich zmian, ale tak jak mówisz, z jego perspektywy to pewnie wciąż oderwana rzeczywistość. Grunt to znaleźć w tym wszystkim równowagę i nie dać się zwariować :)

Odpowiedz

Niedawno uderzyło mnie coś podobnego na Instagramie. To chyba był czas tegorocznego See Bloggers. Wchodzę na Instastories jednej z dziewczyn, którą obserwuję. Tam relacja ze śniadania z innymi uczestnikami tego wydarzenia i krótkie nagranie jak wszyscy przy stole siedzą i nosy w telefonie :)

Rozumiem, że taka praca, ale gdzieś powinny być granice ;)

Odpowiedz

I ja tutaj w pełni się z Tobą zgadzam :) Dlatego też tak często wspominam o tym, jak szalenie ważne jest znalezienie w sobie tej równowagi :) Swoją drogą, zauważyłaś, że zupełnie inaczej reaguje się na widok kilku osób z telefonami, aniżeli gdyby trzymali w rękach aparaty fotograficzne? ;)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.