Przeczytałam ostatnio stwierdzenie, że tylko 10% konfliktów jest wynikiem odmiennych opinii, natomiast pozostałe 90% powstaje z powodu niewłaściwie dobranego tonu głosu. Rozkład procentowy jest według mnie dość mocno przejaskrawiony, jednak zwraca uwagę na istotny element, który zdecydowanie zbyt często ignorujemy, a który faktycznie doprowadza do wielu nieporozumień, tuż obok braku empatii, zamknięcia się na opinie inne, niż nasze własne, czy chociażby wyparcie posiadanych wad, czy popełnionych błędów.

Od dawna nie poruszałam tematów związanych w jakikolwiek sposób ze społeczeństwem, bo już jakiś czas temu zdecydowałam pokierować bloga w zupełnie inną stronę, a mimo to dziś, chciałabym się z Wami podzielić pewną refleksją. Nie martwcie się, nie zamierzam od razu rozpoczynać cyklu o relacjach damsko-męskich, to będzie w zasadzie jeden z nielicznych wpisów o podobnym klimacie, które pojawią się w tym roku, zwłaszcza przed zmianami, które planuję na blogu, a do których intensywnie się przygotowuję. Tym razem jednak pozwoliłam sobie podążyć za potrzebą.

.ściana między nami

Mam w mieszkaniu bardzo cienkie ściany. Do tego stopnia, że moi sąsiedzi wcale nie muszą krzyczeć, abym ich usłyszała. Niefortunnie jednak robią to bardzo często, a jeszcze częściej rozmawiają ze sobą w wyjątkowo skrajny sposób i gdyby nie fakt, że podczas wizyty teściów, ich konwersacje zwykle przebiegają dość normalnie, to pomyślałabym, że oni tak po prostu mają – lubią mówić głośno. Problem w tym, że mają tak tylko w stosunku do siebie. Każdego dnia ich słowa przesycone są jadem i zatrważającą nienawiścią, to błędne koło nieustannych pretensji, wulgaryzmów, krzyków, wyzwisk, a zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że wzajemnego obrzydzenia. Gdybym miała świadomość takiej sytuacji wcześniej, pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na zamieszkanie w obecnym miejscu, bo ostatnie czego chcę, to regularnego uczestniczenia w niegasnącym konflikcie, który zatruwa życie zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio zaangażowanym, a ileż można zagłuszać codzienność muzyką? I to co przychodzi mi na myśl jako pierwsze, to z jakiego powodu Ci ludzie wciąż ze sobą są, jacy byli dawniej i dlaczego jeszcze nie podjęli decyzji o zmianie – w życiu, w sobie, aż w końcu w związku? Spędzają tak dni, tygodnie, miesiące, lata, biernie uczestnicząc w życiu, oczekując dużo, nie oferując nic.

.12 pytań, które warto sobie zadać

gdy w związku pojawia się konflikt

I gdy tak się nad tym zastanawiam, od razu nasuwa mi się w głowie kilka elementów, o których warto pomyśleć, gdy w związku, w którym żyjemy, pojawia się w końcu głębszy problem.

→ czy podjęłam próbę spokojnej i szczerej rozmowy?
→ czy okłamuję swojego partnera, rzucając chociażby utartymi: „tak”, gdy myślę nie, „zostaw mnie teraz samą”, gdy wcale nie chcę, by odpuszczał, „dam sobie radę sama”, gdy nie czuję się na siłach, „nieważne”, choć jest to szalenie istotne, „masz rację”, gdy wcale tak nie myślę, ale chcę po prostu skończyć rozmowę, „skończmy o tym rozmawiać”, podczas gdy chciałabym osiągnąć coś więcej, niż tylko zmarnowany czas?
→ czy mój ton głosu nie sugeruje od razu wyrzutów?
→ czy wewnątrz jestem spokojna, czy może podchodzę do rozmowy z szalejącym wewnątrz mnie sztormem, z którym nawet ja nie potrafię sobie poradzić?
→ czy mój partner wie, czego oczekuję od związku?
→ czy powiedziałam mu kiedykolwiek, co mi przeszkadza w jego zachowaniu albo jakie widzę zagrożenia dla wspólnego życia, chociażby z powodu zaistniałych wcześniej sytuacji?
→ czy dałam mu szansę zrobienia czegoś w związku z powyższym? Bo dopóki nie uświadomimy drugiej osobie, co siedzi w naszej głowie, jak możemy oczekiwać, że zareaguje ona w jakikolwiek sposób, skoro najpewniej myśli zupełnie odmiennie niż my sami (w końcu skądś powstał konflikt)?
→ czy uczyniłam cokolwiek, by poprawić sytuację i czy nie odgrodziłam się zamkniętą furtką?
→ czy byłabym skłonna zrobić pierwszy krok, czy raczej zamierzam czekać, aż druga osoba coś w sobie zmieni, abym i ja mogła podjąć próbę (co oczywiście działa w obie strony, więc w efekcie zazwyczaj prowadzi do niczego – pętla pt. „a bo ty…”, „jak ty coś zmienisz, to i ja coś zmienię”, itd.)?
→ czy mój partner wciąż ma we mnie oparcie, czy może ta furtka skutecznie go odstraszyła, przez co on sam zamknął się w swojej własnej przestrzeni?
→ czy w sferze mentalnej jestem dla drugiej osoby wsparciem i partnerem, nauczycielem, czy może katem?
→ czego pragnę i czy on o tym wie?

Niezależnie od tych wszystkich pytań i odpowiedzi, warto zastanowić się czasem, czy aby na pewno jasno formułujemy nasze myśli. Czy przekazujemy klarowne informacje, mające przejrzysty punkt zaczepienia dla naszego rozmówcy? Czy druga strona ma pełną świadomość naszych oczekiwań i czy daliśmy jej kiedykolwiek szansę zrobienia z tym czegokolwiek? A może po prostu pozwoliliśmy temu kisić się wewnątrz nas, doprowadzając do własnej bierności, nieświadomości partnera i naszego własnego nieszczęścia, które mniej lub bardziej oddziaływuje każdego dnia na związek, w którym żyjemy?

.życie to sztuka wyboru

Rozmowa i to czym się podzielimy to zawsze była, jest i będzie kwestia naszego wyboru i selekcji. Ale nie miejmy później pretensji, że ktoś nie domyślił się, że chcemy w życiu idyllicznego obrazka, podczas gdy nasze działania wskazywały na coś zupełnie przeciwnego. Nikt oprócz nas samych nie siedzi w naszych głowach, więc jeśli pozostawiamy jakieś niedomówienia, nie możemy oczekiwać, że ktoś spełni pragnienia, o których my sami nie mieliśmy odwagi powiedzieć na głos. Zawsze byłam za tym, aby w życiu sięgać po to, czego pragniemy i o czym marzymy, raz wychodzi lepiej, raz gorzej, ale nie stoimy w miejscu, rozwijamy się, próbujemy, doświadczamy, weryfikujemy własne dążenia, poprawiamy, próbujemy dalej. Żyjemy. I to właśnie to życie najczęściej dzielimy z drugą osobą.

Learn, Grow, Change, Repeat. — Enrique Rubio

Photo: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com (by Alex Wong)

7 odpowiedzi

Odpowiedz

Myślę, że 90% na które (podobno) składa się ton głosu ma szersze znaczenie – mianowicie ludzie generalnie nie radzą sobie z komunikacją. Ja osobiście uczę się obecnie komunikować…Gdy dwoje ludzi zamierza wspólnie iść przez życie (lub przez jakąś część życia) to należy na wstępie zrozumieć suche fakty: związek tworzą dwie osoby, które były inaczej wychowywane (nie jest istotne czy dobrze czy źle – inaczej). Do związku przenosimy troszkę naszego taty, troszkę mamy, pewne zachowania rodzeństwa, w sprawę mieszają się też inne osoby znaczące…Druga strona również zabiera do związku swoją rodzinę i swoje zachowania. I zaczyna się spirala: “Ty zawsze…”, “Ty nigdy…”, “Twoja matka…”, “Twój ojciec…, “Znowu to zrobiłeś/aś…” I bum!!!! Dzieciństwo się nie kończy…ono trwa wiecznie o ile nie stwierdzimy (będąc już dojrzałymi osobami), że należy pozwolić dzieciństwu odejść z zachowań a pozostać w pamięci. Ton głosu…to nic złego o ile w cudowny sposób połączyły się dwie osoby, które mają podobne “wysokie C”…problem się zaczyna gdy u jednego gołąbeczka rodzice zamiatali problemy pod dywan i nie było krzyku, a u drugiego gołąbeczka analizowana wszystko i wszystkich unosząc się przy tym emocjami…Czy takie osoby są w stanie się szanować…rozumieć się nawzajem… tak, ale muszą stawić czoła faktom… “U mnie w domu było gwarno, i jeśli ja się czymś emocjonuję, to też za tym idzie mój głos, co nie znaczy, że na Ciebie krzyczę…” – To nie lada wyzwanie uszanować swoją odmienność, zrozumieć dlaczego krzyczę i postawić sobie pytanie…czy potrzebuję/chcę to zmienić…

Odpowiedz

Od razu przypomniało mi się jak kiedyś już pisałaś o krzykach za Twoją ścianą i głośną muzyką, którą starasz się je zagłuszyć. Współczuję takiej sytuacji u sąsiadów, bo to z pewnością nic przyjemnego także dla Was… Co do Twoich pytań, myślę że najlepiej byłoby nie doprowadzić nigdy do takiej sytuacji, ale wszyscy wiemy, że życie to nie bajka. Sama kieruję się w związku jedną zasadą – nie pozwólmy sobie zapomnieć o tym co nas łączy, a nie pojawi się nic tak wielkiego co mogłoby nas podzielić. Ale Twoje rady są bardzo trafne, mam nadzieję, że trafi tu ktoś komu pomogą! Niesamowite jak szybko ludzie coraz bardziej się od siebie oddalają…

Odpowiedz

Faktycznie mogłam coś o tym wspominać, zwłaszcza, że sytuacja utrzymuje się już dwa lata (ależ ten czas leci!). Najprostszym rozwiązaniem dla nas z pewnością będzie zmiana lokum, mimo to szkoda, nie ze względu na fakt, że każda przeprowadzka to kłopot, tylko dlatego, że są związki, które utrzymywane są niezmiennie właśnie w tak przykrym klimacie.

Odpowiedz

bardzo mądre, dobrze skonstruowane pytania, które będąc w związku cyklicznie powinniśmy sobie zadawać. bycie razem (szczęśliwe bycie) to ciężka praca obydwojga – jak się o coś nie dba to po prostu zaczyna rdzewieć i się niszczyć. tak jest z samochodem, tak jest ze związkiem. a ja sama się łapię często na tym, że mój ton głosu nie jest odpowiedni do tego, co chcę przekazać i przez to podnoszę temperaturę w naszym związku ;) tak więc myślę, że to 10-90% nie jest przesadzone :D

Odpowiedz

Grunt to rozmawiać i wyjaśniać wszystko na bieżąco, a gdy tylko jest możliwość – próbować korygować własne zachowania w miarę upływu czasu i gromadzonego doświadczenia :) Mając na względzie rzecz jasna zdrowie psychiczne obu stron ;)

Odpowiedz

Pięknie napisane, szczególnie trafne są pytania, a do mnie najbardziej przemówiło drugie! Bo w 90% (tutaj ten rozkład procentowy pasuje) jest dokładnie tak jak piszesz- ‘nieważne’ z reguły jest BARDZO ważne :)

Odpowiedz

Bardzo wartościowy wpis i chętnie poczytałabym więcej takich lub podobnych tekstów w Twoim wykonaniu! Rozmowa to najważniejsza część bycia w związku i w relacjach z innymi :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.