Miałam zupełnie inne plany co do tego wpisu, temat miał być lekki i prosty, pozytywnie nastrajający, nawołujący do zmian i przygotowań do lata. Życie zdecydowało inaczej, bo zadziałały najsilniejsze znane mi uczucia i emocje. To mój kolejny ukłon dla refleksji, tyle że teraz nie o blogowanie się rozchodzi, a życie.

.zatrzymaj się .żyj

I bynajmniej nie kampanii bezpieczeństwa na drogach zamierzam poświęcić ten tekst, aczkolwiek jej nazwa idealnie wpasowałaby się w tytuł tego wpisu: zatrzymaj się i żyj. Pędzimy, przez całe życie. Odliczamy czas, spieszymy się, łapczywie chwytamy każdą wolną chwilę, by zaraz znów przywitać poniedziałek zdaniem: “…i znów do roboty” albo “wszystko co dobre, szybko się kończy”.

.żyjemy przeszłością

Żyjemy przeszłością, rozpamiętując dawne niesnaski, złości, urazy, zdrady i wszelkie bolesne wspomnienia, które pielęgnujemy niczym ogrodnik swoje rośliny. Żyjemy przeszłością, bo nie potrafimy pójść na przód, wspominamy dawne czasy mówiąc, jak było dobrze, a teraz nic nie jest tak, jak powinno i że jesteśmy nieszczęśliwi bo to, bo tamto, bo “kiedyś było lepiej”. Bo nie mamy odwagi przyznać się przed sobą, że schrzaniliśmy albo że pozwoliliśmy, by ktoś to zepsuł, biernie przyglądając się jego poczynaniom, a co gorsza – nie mamy odwagi, by to zmienić.

I wciąż nie robimy nic, znajdując tysiące wymówek, w tym “ja już nie mam siły”, bo “zrobiłem już wszystko, co mogłem”. Dopóki żyjemy, to się nigdy nie skończy – do ostatniej sekundy musimy mieć siłę, by walczyć – o życie, o siebie, o tych, na których nam zależy, bo w kolejnej upływającej minucie, godzinie, dniu i miesiącu, wciąż będziemy żyć tym samym życiem. Warto o nie walczyć. O każdą jedną chwilę.

.żyjemy przyszłością

Planujemy, planujemy i jeszcze raz planujemy. Nim zdążymy zasnąć, dokładnie wiemy, co będziemy robili dnia kolejnego, dokąd pojedziemy na następny urlop, choć dopiero co wróciliśmy z ostatniego, od przyszłego miesiąca zapisujemy się na fitness, a od poniedziałku przechodzimy na dietę; na zakupy pojedziemy do sklepu X, najlepiej około 21, bo jest mniej ludzi, na obiad zjemy kurczaka po chińsku, a z samego rana trzeba jeszcze wyprasować kilka koszul…

Skończyć dobre studia, zdobyć dobrą pracę, wspinać się po szczeblach kariery, zarywać noce, tracić zdrowie, zarabiać więcej, więcej i więcej, znaleźć męża / żonę, powiększyć rodzinę, kupić samochód, później mieszkanie / dom, psa, pracować po nocach na utrzymanie tego wszystkiego, bo przecież odpoczywać będziemy na emeryturze. Czasem wyobrażam sobie, że za 40-45 lat, zmęczona spojrzę w lustro, będąc na upragnionej “emeryturze”, najpewniej z jakąś samodzielnie odłożoną sumą, której… nie będę miała nawet chęci wykorzystać, rozpamiętując, jaką idiotką byłam, że swoją młodość dałam zabić w czterech ścianach korporacji, w wirze wiecznych planów i nieustającego pędu. Że nie żyłam tu i teraz, ciesząc się każdą, nawet najmniejszą chwilą i radością dnia codziennego, czekając, aż wydarzy się coś “dużego” w moim życiu.

.szczęście zaklęte w chwilach

…dnia codziennego. Bo to właśnie z tych krótkich momentów składa się nasze życie. Z małych – dużych chwil, pojedynczych uśmiechów, uścisków, dobrych słów, obecności bliskiej nam osoby, słońca, wychodzącego zza chmur, z doceniania tego, co mamy tu i teraz, a nie dopiero, gdy to utracimy.

Dawniej stanowczo obstawałam przy tym, że: dla każdego dany problem może mieć zupełnie inny wymiar i odmienną powagę, to że jedna osoba cierpi z powodu choroby i to faktycznie jest naprawdę dużym problemem, nie oznaczało, że dla mnie moje były mniej ważne, choć na mniejszą skalę. Życie zweryfikowało te poglądy. Otóż naprawdę – kalectwo, utrata wzroku, ciężka choroba, strata bliskich, głód, wojna, porzucenie, przemoc, to naprawdę są problemy. I szczerze? Ja ich nie mam. A nieustannie łapię się na tym, że moje zachowanie świadczy o tym, jakbym je miała. Ludzie często narzekają na pracę, rutynę, na brak kasy na nowego iPhone’a, na wylewające się boczki, które najchętniej by usunęli plastycznie, zbyt krzywy nos albo na to, że zupa była za słona… Wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, im więcej mamy, tym więcej chcemy, ale poważnie – jak wielu z nas skupia się bardziej na wszystkim innym, tylko nie teraźniejszości, chwytaniu chwili i… po prostu cieszeniu się nią? Zatrzymaj się. Żyj, bo szczęście jest zamknięte właśnie w tych małych momentach dnia codziennego.

 Photo: Creative Commons license (CC0) – unsplash.com

16 odpowiedzi

Odpowiedz

Ładnie napisane…

Odpowiedz

U mnie przestawienie się na tryb “tu i teraz” zupełnie zmienił postrzeganie rzeczywistości. Perspektywa trzech miesięcy do przodu to dla mnie niemal cała wieczność. Mam wrażenie, że potrzeba planowania i ustalania wszystkiego sporo na przód daje jakieś poczucie kontroli, ale odbiera możliwość prawdziwego cieszenia się chwilą.

Odpowiedz

Bardzo fajny wpis, przypomniało mi jak zmieniłam swoje życie dwa lata temu. Wszystko przez moją mamę, która przez lata robiła coś czego nie chciała, bo na to co chciała ciągle miała czas. Gdy w pewnym momencie przyszedł czas wolności, stwierdziła – teraz to sobie pożyję ! Zmarła dwa miesiące później od tego stwierdzenia. Miała 64 lata, zmarła niespodziewanie i w sposób zupełnie nieprzewidywalny. Powiedziałam sobie wtedy, że ja już nic nie odłożę na później. To jest TU i TERAZ i tylko to się liczy. Cieszę się każdym dniem, każdym porankiem i staram się robić to co sprawia mi przyjemność. Jestem teraz bardziej szczęśliwa niż kiedykolwiek.

Odpowiedz

Żałuję, że czasem musi dojść do smutnych i skrajnych sytuacji czy zdarzeń, byśmy odkryli konieczność wprowadzenia zmian w swoim życiu. Mam nadzieję, że Twoje podejście z każdym dniem będzie czyniło Cię silniejszą.

Odpowiedz

Pięknie to napisałaś…Staram się cieszyć się każdą chwilą i czerpać z życia wszystko co mi daje. Zdarzają się jednak chwile, kiedy jest mi źle, nawet nie wiem z jakiego powodu. Użalam się nad sobą, marudzę i ględzę, jaka to ja jestem nieszczęśliwa, że inni mają lepiej…Na szczęście opamiętanie przychodzi bardzo szybko. Jadę do pracy i widzę grupę niepełnosprawnej młodzieży, której nie było dane skorzystać z zasobów życia. Tak ciężko docenić nam to co mamy, a otrzeźwienie przychodzi najczęściej w momencie straty…Jak cudownie, że możemy żyć. Mocno Cię przytulam:*

Odpowiedz

Powinnam wydrukować sobie Twój wpis i powiesić naprzeciwko łóżka, by każdego ranka przypominać sobie, że przeszłość to przeszłość i nic z tym nie zrobimy. Jedynie teraźniejszość możemy zmieniać. Super wpis!

Odpowiedz

Pięknie to napisałaś. Może zabrzmię nieskromnie, ale zawsze staram się doceniać to, co mam. Często wręcz idealizuję moje życie – wyrzucam niezbyt pozytywne wspomnienia, a myślę tylko o tych najlepszych. To nie tak, że chcę być wybiórcza, po prostu taka już jestem w tym względzie. Zrozumiałam to nie tak dawno, gdy porównałam wspomnienia z dzieciństwa: moje i mojej siostry. Wychowywałyśmy się razem. Ona pamiętała niemalże wszystkie gorsze chwile (które przecież czasem zdarzają się w każdej rodzinie), a ja – prawie tylko te najlepsze. Okazało się, że gdyby ktoś rozmawiał z nami osobno to żyłyśmy w dwóch różnych atmosferach! Nie wiem jak to możliwe.
Cieszę się z wielu błahostek, doceniam wychodzące zza chmur słońce, podziwiam kwitnące drzewa i krzewy itd. Ale masz rację -wszyscy mamy coś takiego z czym nie potrafimy się pogodzić w przeszłości i coś, do czego dążymy. Dobrze mieć cele, ale ważne, żeby widzieć to, co jest po drodze. :)

Odpowiedz

Ludzie tak są skonstruowani, aby pamiętać to co złe i smutne, to wyciąga emocje wszystkich dookoła. Nie każdy potrafi wzbudzić pozytywne odczucia sukcesami, ludzie są zazdrośni, nie lubią kiedy innym się dobrze wiedzie. Dla mnie jest to problem niezrozumiały i nie do przeskoczenia, nie rozumiem zawiści i złożyczeń. Jestem hedonistką, staram się wyciągać z życia to co najlepsze, celebrować każdą chwilę, pamiętać to co dobre i właśnie ze względu na to podejście do życia często spotykałam się z negatywnymi komentarzami otoczenia: nie planujesz, nie myślisz o przyszłości, nic nie osiągniesz. Przejmowałam się tym do pewnego czasu, kiedy zaczęłam dostrzegać ile już osiągnęłam, ile jeszcze chcę osiągnąć i całkiem nieźle idzie mi wyznaczanie tej ścieżki. Nie lubię oceniać innych, bywam egoistką, jestem ważna dla siebie, czuję się szczęśliwa bo chcę i żyję naprawdę łapiąc to co dobre i wyciskam do ostatniej kropli :)

Odpowiedz

Smutne… ale takie prawdziwe. (Chociaż uwielbiam planować, więc akurat w tej kwestii się nie zgodzę :P). No nic. Nie ma co się użalać, trzeba raczej dać sobie w twarz i otrząsnąć z tego marazmu i łapać same dobre momenty! Dobrze, że jest wiosna, będzie łatwiej!

Odpowiedz

Przyznam Ci się szczerze, że planowałam wszystko odkąd pamiętam. Ostatnio musiałam nauczyć się funkcjonować zupełnie inaczej, bo przynosiło mi to przytłaczająco wiele przykrości i problemów, jednak mam nadzieję, że Tobie to wychodzi znacznie, znacznie lepiej i w efekcie o wiele korzystniej :) A co do wiosny – ta myśl jest tak pokrzepiająca!

Odpowiedz

Docenianie pierdół to taka moja specjalizacja, dzięki czemu jestem w stanie wiecznej ekstazy. A post idealny na wieczorną herbatę, jak i poranną kawę. Z takim nastawieniem świetnie się zaczyna, bądź kończy dzień.

Odpowiedz

Odkąd zamieszkałam w Barcelonie, doceniam każdy dzień. Nawet te najtrudniejsze chwile. Być może dlatego, że od początku towarzyszyło mi poczucie, że robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Warto być tu i teraz. Codziennie pamiętać o tym, że chodzi o coś więcej. O chęć przeżywania, nie egzystowania.

Odpowiedz

Właśnie. To są szczęścia na których powinno opierać się nasze życie. Sama bardzo często łapię się na tym, że traktuję problem jako coś wielkiego, dobijam się a tych problemów, które są wielkimi tragediami także nie mam. Tak naprawdę to często nie zastanawiam się nad tymi emocjami w ogóle, żyję w takiej nieświadomości, tylko rozdrabniam się nad czymś nad czym nie powinnam. Obiecuję poprawę!

Odpowiedz

Ciekawy post, który mnie poruszył… Coś wiem o tym, co zabiera poważna choroba. Zwłaszcza taka, która pojawia się w młodym wieku i nie można znaleźć na nią żadnego leku. Która zabiera wiele i pod względem fizycznym i umysłowym. Wtedy nie myśli się ani o zakupie IPhone’a ani o podróżach ani o dalszym rozwoju. Dobrze, że zauważyłaś, że powinnaś doceniać to co masz, bo masz naprawdę bardzo wiele. Nie piszę tego z zazdrością – jesteś na dobrej drodze i widać, że się rozwijasz i masz głębokie przemyślenia. Pamiętam, że przed chorobą byłam podobna, miałam nawet podobny styl pisania :) Potem tak wiele się we mnie zmieniło… – czuję żal, gdy widzę co utraciłam, ale jednocześnie chcę iść do przodu. I może jest teraz inaczej, może obiektywnie gorzej, ale to moje życie i wciąż mam szansę na to, by nie tylko cieszyć się chwilami, ale i zmieniać moje życie. Bo bez tej zmiany cieszyć się nimi w pełni nie potrafię…

Odpowiedz

Zdałam sobie sprawę z tego, że za kilka lat prawdopodobnie spojrzałabym z utęsknieniem na czas, który mam teraz, a którego tak bardzo nie doceniam. Zmienię to dlatego, że bardzo chcę przeżyć to życie będąc szczęśliwą. To niemalże szalenie naiwne, ale w tej naiwności jest prostota i prawda, a tego mi potrzeba.
Mam szczerą nadzieję, że uda Ci się wprowadzić zmiany, o których wspominasz, z całego serca Ci tego życzę. Ściskam Cię mocno.

Odpowiedz

Dziękuję Ci Ada :) mam nadzieję, że znajdziesz prawdziwe szczęście – szczerze Ci tego życzę :*

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.