Pocztówka z Dubaju

Pocztówka z Dubaju

Od mojego powrotu minęło już kilka długich dni, jednak z powodu sesji, do dziś nie znalazłam nawet chwili wolnego czasu, by przebrnąć przez ponad 1,5 tysiąca zdjęć, przywiezionych z malediwskich wysp. Dubaj okazał się być pod tym względem znacznie łaskawszy, zwłaszcza, że moja wizyta nie trwała nawet dwóch pełnych dni, dlatego zdecydowałam, że to właśnie Złote Miasto pokażę Wam jako pierwsze.

Zjednoczone Emiraty Arabskie stanowiły dla mnie dość nieplanowany przystanek – zatrzymałam się tam tylko dlatego, że połączenie z Bratysławą, na którym mi zależało, było dostępne dopiero następnego dnia, uznałam więc, że to świetna okazja, by pobieżnie zobaczyć miasto (a było tego warte). Zanim jednak załatwiłam formalności, a także odbyłam dwa spotkania, po zatrzaśnięciu drzwi do pokoju, zdałam sobie sprawę, że do zachodu słońca zostało mi zaledwie kilka godzin, więc jeśli chciałam cokolwiek zobaczyć, musiałam się pospieszyć. W Dubaju, podobnie zresztą jak na Malediwach, zachód słońca o tej porze roku następuje już w okolicach 18:00 – 18:30, dlatego mogłam zapomnieć o spacerze pod jasnym sklepieniem w około 21:00.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

.dubaj w kilka godzin

To było najbardziej ekspresowe, a jednocześnie najbardziej wyjątkowe zwiedzanie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Gdy pod hotelem wsiadłam do taksówki, poprosiłam jedynie o podwiezienie mnie na najbliższą plażę, tak abym mogła zobaczyć Burj Al Arab (jeśli się nie mylę, jest to jedyny 7-gwiazdkowy hotel na świecie). Ostatecznie wylądowałam w okolicach Jumeirah Beach, skąd miałam niemalże doskonały widok na ten budynek. Niestety z powodu korków, dojazd zajął nam prawie 40 minut, choć z hotelu Ritz-Carlton DIFC, w którym się zatrzymałam, miałam do pokonania zaledwie 15 kilometrów.

Mimo to nie żałowałam czasu spędzonego w taksówce, bo zamknięta przez kilka godzin w otoczeniu samych drapaczy chmur, naprawdę zdążyłam zatęsknić za otwartą przestrzenią, a plaża całkowicie mi to wynagrodziła. Ostatecznie stanęłam przed wyborem – gonić taksówkami z miejsca do miejsca, byle tylko zobaczyć jak najwięcej (w możliwie najkrótszym czasie), albo wybrać jedną lokalizację, której naprawdę poświęcę swój czas i uwagę, będąc po prostu tu i teraz (jako że zdjęć miasta jest niewiele, to pewnie już się domyślacie, którą opcję wybrałam).

.taksówki

Taksówkę powrotną złapałam niemalże od razu, wystarczyło, że zaczęłam rozglądać się po ulicy, dosłownie idąc chodnikiem wzdłuż plaży, a pierwszy napotkany taksówkarz od razu zwolnił, patrząc pytająco, czy potrzebuję taryfy. Wiedziałam, że do hotelu powinnam trafić najpóźniej o 18:50, gdyż o 19:15 miałam zaproszenie na uroczystą kolację, ale Dubaj wciąż kusił niemiłosiernie. Ostatecznie kierowca okazał się być przemiłym i rozmownym człowiekiem, organizując mi ekspresowy objazd po mieście, podczas którego uwzględnił nawet trzy przystanki na zdjęcia – to było cudowne z jego strony. W gratisie dorzucił kilka istotnych informacji, za co byłam mu niewymownie wdzięczna.

Swoją drogą, taksówki w Dubaju są wyjątkowo tanie, spokojnie możecie porównać ceny do naszych (plus warto pamiętać, że 1 AED = ∼ 1 PLN), dlatego też cała wycieczka wcale mnie nie zrujnowała, a wręcz przeciwnie, aż miałam ochotę zapłacić mu więcej, bo podarował mi coś bezcennego.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

.czym jest Ramadan?

Dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego jest święty, wtedy też wyznawcy islamu rozpoczynają Ramadan, czyli 30-dniowy post mający na celu przerwanie rutyny związanej z zaspokajaniem codziennych potrzeb, co finalnie przynosi rozróżnienie prawdy od fałszu i odkupienie grzechów. Ramadan ma wyjątkowo surowe zasady, dlatego nie ukrywam, że miałam pewne obawy związane z pojawieniem się w ZEA podczas jego trwania – na szczęście niepotrzebnie.

W czasie trwania postu, wszyscy muzułmanie powyżej 10. roku życia, są zobowiązani do przestrzegania zasad, wśród których znajdziemy między innymi: zakaz spożywania pokarmów oraz napojów od świtu do zmierzchu, zakaz palenia tytoniu, spożywania alkoholu, używania kosmetyków, uprawiania stosunków, czy przełykania śliny. W skrajnie wysokich temperaturach wyznawcy mogą przepłukać swoje gardła wodą, po czym jednak powinni ją wypluć, nie wolno im także zanurzać całej głowy w wodzie. Jednak gdy zapada zmrok, rozpoczyna się Iftar, czyli pierwszy posiłek po zachodzie słońca – i to właśnie na taką ucztę dostałam zaproszenie. Doświadczenie było niesamowite, ponieważ Iftar to czas, w którym muzułmanie spotykają się z rodzinami i przyjaciółmi, biesiadując przy stole przez długie godziny. Oglądanie tego było przyjemnością. To także tam spróbowałam najlepszych słodyczy pod słońcem! :)

A jak wygląda czas Ramadanu dla turystów? Oprócz tego, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni, powinni mieć zakryte nogi oraz ramiona (co raczej eliminuje typowe, wakacyjne stroje, mimo iż na zewnątrz średnia temperatura wynosi około 42°C), a także nie wolno im publicznie jeść, pić oraz palić, to jednak hotele są wyrozumiałe i przygotowują specjalne strefy dla osób, które nie uczestniczą w poście. Hotelowe restauracje są otwarte, przy czym najczęściej pozasłaniane ciężkimi kotarami (z szacunku dla poszczących).

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

.co warto zobaczyć w Dubaju?

Choć sama nie miałam możliwości odwiedzenia wszystkich tych miejsc, tak o niektórych z nich wprost nie dało się nie słyszeć, dlatego przygotowałam dla Was małą pigułkę na wypadek, gdybyście planowali wizytę w Złotym Mieście.

  • Burj Khalifa – najwyższy budynek świata. Mierzący ponad 800 metrów, stanowi bezapelacyjnie najlepszy punkt widokowy na świecie. Wizytę w tym miejscu, dokładniej na 125. piętrze, możecie złożyć kupując bilet online, za kwotę około 125 lub 200 złotych (zależy od godziny). Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie: tickets.atthetop.ae
  • The Burj Al Arab – jeden z najwyższych i jednocześnie najbardziej luksusowych hoteli na świecie. Niezwykle charakterystyczny znak Dubaju – budynek w kształcie żagla. Znajdziecie go w okolicy plaży Jumeirah.
  • The Palm Jumeirah – jedna z zespołu trzech Palmowych Wysp w Dubaju. Palma Jumeirah jest z całą pewnością najbardziej okazałą, a cały kompleks stanowi trzy największe, sztucznie usypane wyspy na świecie.
  • Wielki Meczet w Dubaju – co prawda wyznawcy innych religii nie mogą wejść do środka, to jednak jest to miejsce, które warto zobaczyć chociażby z zewnątrz – architektoniczny kunszt.
  • The Dubai Fountain – największa multimedialna fontanna na świecie (zaczynam się zastanawiać, czy w Dubaju powstaje jeszcze coś, co nie jest „naj”), znajdująca się nieopodal Burj Khalifa.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Za wyjątkową gościnność chciałabym bardzo serdecznie podziękować The Ritz-Carlton – Dubai International Financial Centre, w szczególności Lisie oraz Ivanie, dzięki którym mój pobyt w Dubaju był – i tu wcale nie przesadzę – niezapomnianym przeżyciem. Możliwość podpatrzenia i przede wszystkim samo uczestniczenie w Iftarze podczas Ramadanu, było pięknym doświadczeniem. To te momenty, w których nasze podróże okazują się być czymś więcej, niż tylko kolejnymi zdjęciami w albumie, czy dodaną pinezką na mapie – to doświadczanie całym sobą.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Dubaj zdecydowanie pozostaje na mojej liście miejsc, które (ponownie) chcę zobaczyć, choć niekoniecznie już teraz, ale na pewno kiedyś. A czy zdradzicie mi jakie kraje (bądź nawet poszczególne miasta) Wy chcielibyście odwiedzić w pierwszej kolejności? Jestem pewna, że także macie takie listy! :)

Total
0
Shares
Komentarze: 19
  1. Świetne zdjęcia :) Tam raczej prędko moja noga nie postanie, o ile w ogóle ;) (niespecjalnie ciągnie mnie w te rejony). Mi marzy się miasto o wiele wiele bliżej, a mianowicie Lisbona :)

  2. cudowny wpis – a tak btw. to czekałam na niego! :) Dubaj jest oczywiście na mojej liście “before I die”, ale przyznam, że w nieco dalszej kolejności. swoją drogą moja lista jest dość długa (…i pewnie nie tylko moja!), ale zdecydowanie mam kilka miejsc, do których wzdycham z utęsknieniem i mam nadzieję znaleźć się w nich w ciągu kilku najbliższych lat. w poprzednim roku mogłam z czystym sumieniem odznaczyć dwa miejsca, a w tym roku po dość intensywnym okresie mam zamiar odznaczyć kolejne dwa. grunt to – tak jak sama wspomniałaś – “być tu i teraz”. <3

  3. ale cudowne zdjęcia :) mam nadzieję, że kiedyś uda nam się dotrzeć do Dubaju, choćby na chwilkę, aby doświadczyć tego miasta i zobaczyć te wszystkie NAJ na żywo :) A tak swoją drogą, spędziłam w Turcji 4 ramadany i tam akurat turystów żadne zasady nie obowiązują, ani co do ubioru, ani co do zakazu jedzenia i picia. Nie spotkałam się też nigdy z tym, że w tym czasie nie wolno korzystać z kosmetyków – miałam wiele poszczących koleżanek i żadna z nich nie żałowała sobie makijażu ;) Co kraj to obyczaj :)

  4. Nawet chwila wystarczy, żeby zauroczyć się Dubajem! Ja też mam fantastyczne wspomnienia, przede wszystkim dzięki poznanym na miejscu ludziom ☺️
    Jeśli kiedyś znów będziesz się wybierać, to polecam Ci też krótki wypad na rejs do Khasab w Omanie: jest blisko, przepięknie i spotkasz tam dziko żyjące delfiny ☺️

  5. Chyba za dużo naczytałam się o “ciemnej stronie” Dubaju, żeby ciągnęło mnie tam tak bardzo. I myślę, że podobnie jak w Twoim przypadku – Dubaj byłby u mnie raczej miejscem przesiadkowym niż docelową destynacją. Ale kto wie, co przyniesie życie :)
    Moje top z listy miejsc do zobaczenia? W tym momencie cały szczyt okupuje Ameryka Południowa, ze szczególnym podkreśleniem Peru :)

    1. To powiem Ci szczerze, że gdy w Dubaju wybrałam się na samotny spacer przed 1 w nocy, czułam się bezpieczniej, niż w Polsce. I wcale teraz nie żartuję, co jest lekko przerażające. We Wrocławiu, a w zasadzie w wielu miastach Polski, po zmroku nigdy nie czuję się zbyt komfortowo, a tam to miasto po prostu żyło. Nikt mnie nie zaczepiał, nikt nie gwizdał, nikt nie obcinał wzrokiem, nikt nie rzucał głupich komentarzy… to była ogromna odmiana w porównaniu z tym, z czym spotykam się na co dzień u nas.
      Swoją drogą, Peru stało się ostatnio coraz częsciej wybieranym kierunkiem wśród moich znajomych :)

  6. W Dubaju byłam w lutym tego roku i nie, tam nie powstaje nic co nie jest naj. ;) A często ta sama budowla bije wiele różnych rekordów. Będąc tam warto zrobić sobie wycieczkę na pustynię. Tam i wszędzie indziej, pustynie są fascynujące. Nasi chłopcy zjeżdżali po wydmach na deskach surfingowych. :) Dla mnie nr1 jest Islandia. Chętnie też bym wróciła co Chin, Zakazane Miasto uwielbiam. Praga jest super, Budapeszt, ale najbardziej lubię wracać do Rzymu. Rzym jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. :)

  7. Jak zawsze świetne zdjęcia!
    Jak można zdobyć zaproszenie by uczestniczyć w Iftarze? Czy to było spontaniczne czy już lecąc do Dubaju miałaś zaproszenie? Jak wygląda taki posiłek? Czy różni się czymś od europejskich, czy są podawane jakieś potrawy, które były dla Ciebie nowością?
    Czemu tak mało jest Ciebie na zdjęciach na blogu?

    1. Wow, to było dużo pytań ;) Jeżeli chodzi o zaproszenie na Iftar – ze względu na wyjątkową gościnność hotelu Ritz-Carlton DIFC, dostałam zaproszenie od managera, a sama kolacja została zorganizowana w sali bankietowej hotelu (możesz zobaczyć ją na jednym ze zdjęć). Zamożniejsi goście mają możliwość wynajęcia nieco mniejszych sal, mieszczących nawet kilkadziesiąt osób, ale dla dużych rodzin to w sam raz. Pamiętajmy, że muzułmanie mogą mieć po kilka żon i wiele dzieci, dlatego podczas Iftaru, nikogo nie dziwi fakt, że wszyscy spotykają się przy jednym stole. Wtedy takie prywatne pokoje świetnie zdają egzamin.

      I przyznaję, że wyjeżdżając z Polski, nie wiedziałam o zaproszeniu. Dostałam je dwa dni wcześniej, w ramach wymiany korespondencji i dopinania szczegółów mojego przyjazdu. Dlatego też nie byłam należycie przygotowana – na Malediwy zapakowałam dość okrojoną garderobę, pamiętając tylko, by zapakować na wszelki wypadek długi, czarny kardigan i takie same spodnie oraz top. Ostatecznie wybrnęłam bez większych komplikacji, ale nie obyło się bez stresu (ostatnie, czego chciałam, to w jakiś sposób obrazić ich kulturę i tradycję).

      Iftar został przygotowany w postaci otwartego bufetu ze względu na skalę wydarzenia, ale że była to impreza zamknięta, bardzo dokładnie weryfikowano każdego gościa i kierowano do odpowiedniej strefy. Podczas trwania kolacji, mogłeś doświadczyć dosłownie nieopisanej fuzji smaków – do znalezienia było tam dosłownie WSZYSTKO (oprócz alkoholu), od owoców morza, przez sushi, tradycyjne arabskie potrawy, różnego rodzaju mięsa, kasze i ryże, fontanny z hummusu, najróżniejsze pieczywa, pierożki, owoce, warzywa, kończąc na ogromnej sferze słodyczy (która jest dla nich bardzo ważna i to nierzadko od takich przystawek zaczynają), gdzie oczywiście królowały świeże daktyle (gwóźdź programu), puddingi, koktajle, czy fontanny czekolady.
      A co do nowości – ichniejsze pierogi były naprawdę przepyszne, raz że zrobione z kruchego ciasta, a dwa – farsz zdominował żółty ser w najróżniejszych kombinacjach. Mają także wersję pizzy na cienkiej tortilli, a gofry robią w formie wytrawnej, co bardzo mnie zaskoczyło :) No i hummus – najlepszy, jaki kiedykolwiek jadłam (a w Polsce kupuję go nałogowo).
      A jako, że poznałam prywatnie kilka osób będących mocno zakorzenionych w tamtejszej kulturze, mogę podglądać na Snapie jak wygląda ich Iftar w warunkach nieco o bardziej kameralnych, znacznie mniej komercyjnych – to trochę jak nasza Wigilia, tyle że u nich trwa przez 30 dni ;)

    2. Kacper, jeśli kiedyś trafiłbyś w czasie Ramadanu trochę bliżej – do Turcji – to spokojnie załapiesz się na iftar bez żadnych zaproszeń :) Każda knajpka, bufet, hotel organizują menu specjalnie na tę okazję. Na ogół zaczyna się od śniadania – czyli są warzywa, jajka, oliwki, chleb, sery, a potem stopniowo przechodzi się do bardziej obfitych, obiadowych posiłków. No i koniecznie trzeba wtedy zjeść ramazan pidesi, przepyszny, świeżo wypiekany chleb – kolejki po niego ustawiają się do piekarni już godzinę przed zachodem słońca :) Nie wiem jak w Dubaju, ale w Turcji są też organizowane publiczne iftary, miejsce gdzie można zjeść razem z ludźmi posiłki wydawane przez państwo. No i często iftar = piknik, grill, rodzinne spotkanie w parku, przy drodze, w ogrodzie, na balkonie – no gdzie się da ;) Pokazywaliśmy to w jednym z vlogów w zeszłym roku :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisy, które mogą Cię zainteresować