Nigdy nie zaczynam podróży od przewodnika. Nierzadko na tym tracę, ale zdecydowanie częściej zyskuję, zagłębiając się w randomowe uliczki i poznając tym samym miasto od wewnątrz, poniekąd jakby z perspektywy mieszkańca. Zanim wybrałam się po raz pierwszy do stolicy Katalonii, jedyne co przychodziło mi do głowy, gdy myślałam o Barcelonie, to Sagrada Familia, La Rambla, Plac Hiszpański i Gaudi. Ileż przez to traciłam, nieustannie odkładając wizytę w tej części Hiszpanii.

Sagrada choć wciąż niedokończona, to jednak prawdą jest, że jej monumentalność, a także zatrważająca szczegółowość, wywołują nic innego jak zachwyt i podziw, dom Gaudiego oraz park jego projektu, pod względem kolorów i architektury stanowią prawdziwą ucztę dla oczu, natomiast Plac Hiszpański widziany wieczorową porą z wieży widokowej, na długo jeszcze pozostanie w moim sercu – to właśnie tam uświadomiłam sobie kilka ważnych rzeczy, co mam nadzieję, zaowocuje w niedługim czasie.

Jednak wspominam o tym tylko z jednego powodu – gdybym zobaczyła wyłącznie te miejsca, Barcelona nie pozostawiłaby na długo śladu w mojej pamięci. To nie atrakcje turystyczne mną zawładnęły i nie Gaudi skradł moje serce. Zapragnęłam sięgnąć głębiej.

 

.parc del Laberint d’Horta

To niesamowite, że będąc w tak popularnym mieście, niezwykle szybko można odciąć się od całego zgiełku i tłumów turystów. Wybrałyśmy się nieopodal centrum, by prędko odkryć, że Barcelona to nie tylko Sagrada i Gaudi. To ogrom pięknych terenów zielonych, które choć tak blisko, raczą nas harmonią i spokojem. Taki właśnie był Parc del Laberint d’Horta, a najprościej – park z labiryntem. Uprzedzając Wasze pytania – tak, zdarzyło nam się nawet na chwilę zgubić w tej plątaninie żywopłotów!

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

Byłyśmy bardzo zaskoczone faktem, jak niewiele osób zapuszcza się w tamtejsze rejony, a przecież jakieś ledwo 2-3 kilometry dalej, mamy słynny bunkier El Carmel (i widok na niesamowitą panoramę miasta), czy chociażby Park Güell. Labirynt był całkowicie wolny od tłumów, co zresztą możecie zaobserwować na zdjęciach.

Koszt wejścia: 2,23€
Dojazd: metro, linia L3, stacja Mundet, choć my przeszłyśmy pieszo z Vall d’Hebron (około 1 km).

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

 

.parc de la Ciutadella

Zaprojektowany przez Josepa Fontseré, stanowi najstarszy park w Barcelonie. Nie zamierzam ukrywać, że Park Ciutadella niemalże natychmiast, wysoko uplasował się na mojej liście ulubionych miejsc, w których kiedykolwiek byłam. Odwiedziłam ponad 20 krajów, niezliczoną ilość miast, a mimo to, przynajmniej jak do tej pory, mało które lokalizacje, tak silnie mnie zauroczyły.

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

Ten park to nie tylko fontanna, którą widzicie na zdjęciach, choć niewątpliwie jest ona najpiękniejszym punktem tego miejsca. Integralną częścią ogrodu jest ogromna powierzchnia terenów zielonych, z których tłumnie korzysta lokalna społeczność jak i rzecz jasna – turyści. Jeżeli chcecie odpocząć, leżąc na kocu, pobawić się z psem, poćwiczyć jogę, wyprawić urodziny, pograć na instrumencie, poczytać książkę, czy napić się kawy, to Parc de la Ciutadella będzie miejscem do tego idealnym.

Co jeszcze zastaniemy na w parku? Z pewnością niemało sztuki, w postaci licznych rzeźb, palmiarnię, muzeum minerałów i skał, place zabaw, wejście do ogrodu zoologicznego, bary, niewielkie łódki, z których każdy może skorzystać, bodajże za drobną opłatą, budynek parlamentu, ozdobne fontanny… piękno i ogrom możliwości tego miejsca, onieśmielają i zachwycają jednocześnie.

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

Nie pamiętam ile czasu spędziłyśmy w otoczeniu tamtejszej zieleni. Park Ciutadella był pierwszym miejscem, do którego skierowałyśmy swoje kroki tuż po tym, jak załatwiłyśmy wszelkie hotelowe kwestie i w tamtym momencie, po prostu przestałyśmy dbać o czas, czy o to, że nie zdążymy zobaczyć wielu innych, pięknych miejsc Barcelony. Pozwoliłyśmy sobie na chwilowe, błogie zatracenie i odpoczynek – było warto.

Koszt wejścia: bezpłatnie
Dojazd: metro, linia L1, stacja Arc de Triomf lub L4, stacja Ciutadella / Vila Olímpica. My akurat wysiadałyśmy zwykle z kolei linii R2, na Estació de França i stamtąd poruszałyśmy się pieszo.

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

 

.festa Major de Gràcia

Właściwie to myśląc o Gràcia, myślę od razu o całym dystrykcie, festiwal był choć pięknym, to jednak wciąż dodatkiem (takim, który na długo pozostawi niezapomniane wrażenia), bo to właśnie te wąskie uliczki, między urokliwymi, starymi kamieniczkami, zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie. Zakochałam się w klimacie tych splotów, w uśmiechach mieszkańców i ich uprzejmości, w maleńkich lokalnych sklepikach, pysznym jedzeniu i najlepszych lodziarniach :)

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

To był czysty fart, bo choć słyszałam o festiwalu, to nie kupowałam biletów lotniczych stricte pod tym kątem. Z perspektywy czasu wiem, że bardzo bym żałowała, gdybym zobaczyła później zdjęcia, nie załapując się akurat na te dni, a tak to wpadłyśmy w sam środek całodobowej, tygodniowej zabawy.

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

Raz w roku, mieszkańcy dzielnicy Gràcia, ozdabiają własnoręcznie swoje ulice, przygotowując wszystkie ozdoby już na wiele miesięcy wcześniej. Podobno większość z nich jest pozyskiwana z materiałów z recyklingu, co dodatkowo budzi podziw, bo niektóre dekoracje zapierały dech. Zabawa trwa tydzień, podczas którego za dnia organizowane są atrakcje z ukłonem w stronę dzieci, a wieczorową porą uaktywnia się głównie dojrzała część społeczności – ot, zabawa dla dorosłych :)

Pod koniec festiwalu wybierana jest najpiękniej ozdobiona ulica, ale także i indywidualny balkon, by niedługo po tym, rozpocząć przygotowania do kolejnej, przyszłorocznej zabawy. W tym roku można było zajrzeć na ulicę Moulin Rouge, znaleźć się w kraju kwitnącej wiśni, w świecie avatara czy legolandu, obejrzeć i posłuchać Czterech Pór Roku Vivaldiego, zaczerpnąć inspiracji na ulicy artystycznej, a także obejrzeć pola kukurydzy, czy rejon robotniczy, o skażonym nie wspominając, a to i tak jeszcze nie wszystkie!

(kliknij w zdjęcie, aby powiększyć)

Wciąż jednak uważam, że to nie same miejsca sprawiły, że myślę o Barcelonie z takim rozentuzjazmowaniem. Jak pisałam Wam w travel diary, nieustannie rozchodzi się o atmosferę, panujący tam klimat i lokalną społeczność, towarzystwo, w którym miałam przyjemność spędzić te kilka choć krótkich, to jednak cudownych dni, całkowicie odcinając się tym samym od zmartwień i problemów. Będąc w stolicy Katalonii, nie mogłam przestać się uśmiechać, absolutnie udzieliły mi się wszelkie pozytywne impulsy napływające zewsząd. Jeżeli będziecie chcieli kiedykolwiek spróbować czegoś podobnego, Barcelona świetnie Wam w tym pomoże, gwarantuję :)

16 odpowiedzi

Odpowiedz

Mam nadzieję, że po następnym pobycie ta lista będzie znacznie dłuższa!

Odpowiedz

Wciąż zbieram się w sobie, by ogarnąć wpis dot. znacznie dłuższej listy miejsc, które warto zobaczyć będąc w Barcelonie, ale… no dobrze, przyznam się – zrobiłam bardzo mało zdjęć! Tak bardzo byłam zaaferowana podziwianiem wszystkiego i przede wszystkim Gracią, że aparat częściej siedział w torebce. Naprawdę nie wiem jak to się stało ;)

Odpowiedz

Nic straconego! :) Na szczęście październik już niedługo :)

Odpowiedz

Przepiękna ta dzielnica, miałaś wiele szczęścia, że trafiłaś tam o właściwej porze :) Labirynt też mnie urzeka!, a przyznam, że przegladając kilka przewodników, nigdy go tam nie znalazłam. Ach, Barcelona kusi i zaprasza mnie do siebie już od roku :)

Odpowiedz

zdjęcia z festiwalu wyglądają niesamowicie – podejrzewam, że choć piękne, to i tak nie oddają prawdziwego uroku. tak właśnie wyobrażałam sobie Barcelonę, niewymuszony czar, urokliwa architektura i mnóstwo ukrytych miejsc, które rozkochują w sobie każdego :)

Odpowiedz

Niesamowite, że akurat przypadkiem trafiłaś na ten festiwal. Byłam przekonana, że specjalnie tak zaplanowałaś podróż.:) Cudnie tam. Od lat marzę o tym, żeby się zgubić w takim ogrodowym labiryncie. Faktycznie dziwne, że było tam pusto.

Odpowiedz

Dagmara wspominała mi o nim wcześniej, jednak z początków rozmów pamiętałam tylko, że wypadał w sierpniu, dopiero gdy kupiłam bilety, napisała mi, że akurat będzie trwał w tym czasie :) Szukałam najdogodniejszego połączenia i wtedy to właśnie ten element był priorytetem, dlatego tym bardziej niesamowicie się cieszę z takiego obrotu spraw!

Odpowiedz

Dzięki Tobie ja też się teraz uśmiecham…ile w tym wpisie pozytywnej energii, no i zdjęć Twojej przecudnej osoby:)

Odpowiedz

Cudownie! Żałuję, że nie udało mi się zobaczyć parc del Laberint d’Horta. Ale to kolejny powód żeby jeszcze odwiedzić Barcelonę :)

Odpowiedz

Przepięknieeeee! Uwielbiam Twoje wpisy podróżnicze! <3 A Barcelona wciąż na liście marzeń, albo lepiej: celów!

Odpowiedz

Naprawdę warto :)

Odpowiedz

to rozumiem! .. a festa Major de Garcia skradła moje serce. Muszę odwiedzić moich znajomych tam w tym terminie ;) .. tak mnie zastanawia – a jak tam z jedzeniem? Bo ja bezpamiętnie się zakochałam w tapas!

Odpowiedz

Wiesz, akurat w kwestii jedzenia nie mogę powiedzieć zbyt wiele po tym pobycie, chyba, że chcesz poznać wszelkie dostępne smaki lodów i wypieków z ciasta francuskiego :x Ewentualnie coś o napojach wysokoprocentowych dorzucę ekstra ;)

Odpowiedz

Widzę, że mogłybyśmy się dogadać :D

Odpowiedz

Jeszcze do tych miejs nie dotarlam, bo z malymi dziecmi nie jest latwo podrozowac póki co zachwycam sie malutkimi uliczkami prowadzacymi nad morze. Pozdrawiam serdecznie beata

Odpowiedz

Dawno już nie byłam w ramach wypoczynku nad naszym morzem, a z przyjemnością i tam bym się wybrała :)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.