Barcelona w pigułce: co, jak i dokąd

Barcelona w pigułce: co, jak i dokąd

Od naszego powrotu z Barcelony minęły już ponad dwa tygodnie (jak ten czas leci!), dlatego to dla mnie ostatni moment, nim zupełnie zapomnę o istotnych szczegółach, aby wrzucić jeszcze jeden tekst o stolicy Katalonii.

Pisałam Wam niedawno o 3 miejscach, którymi tak urzekła mnie Barcelona, a także podzieliłam się kilkoma refleksjami w ramach travel diary, dlatego tym bardziej zależało mi, aby ten tekst zamykał cykl, zawierając w sobie wyłącznie praktyczne informacje, na wypadek, gdybyście akurat wybierali się w tamte strony (co naprawdę jest warte fatygi, tak swoją drogą).

.dojazd z lotniska do centrum Barcelony

Pocieszający jest fakt, że pomimo tak licznych tanich połączeń, stolica Katalonii ma jedno główne lotnisko, dlatego niezależnie czy za bilet zapłacimy 200 złotych czy 1000, lądujemy na Barcelona El Prat Airport, a nie jak w przypadku np. Paryża czy Londynu, w miejscu oddalonym o mniej więcej 60-80 km od centrum miasta, gdzie konieczny jest dojazd specjalną koleją bądź dedykowanym autokarem, co nierzadko kosztuje drugie tyle, co bilet lotniczy tanimi liniami.

Wysiadając na Barcelona El Prat od razu możemy skierować się w stronę ruchomych schodów wiodących na poziom +1. Tam dotrzemy do łącznika, który rozciąga się ponad parkingiem, łącząc lotnisko z budynkiem kolei. Dalej już z górki. W jednym z biletomatów kupujemy bilet na komunikację miejską i wsiadamy w pociąg linii R2 (choć z tego co pamiętam – innych tam nie ma). Ten rodzaj środka transportu (Renfe) w niektórych miejscach współdzieli swoje stacje z metrem, dlatego bez problemu już na drugim przystanku możemy przesiąść się na linię metra.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć)

.komunikacja w Barcelonie

Cała Barcelona znajduje się w pierwszej strefie, ba! nawet Castelldefels się do niej zalicza, co akurat przyjęłyśmy z wielką ulgą i entuzjazmem, bo po pierwsze – mają przepiękną plażę, a po drugie – to właśnie tam znajdował się nasz hotel. Lotnisko także znajduje się w 1-zone (mapa metra oraz kolei, z zaznaczeniem stref, dostępna jest tutaj: fgc.es). Koszt jednorazowego przejazdu wynosi 2,15€, dlatego od razu warto się zastanowić, jak często zamierzamy korzystać z komunikacji miejskiej, a następnie zaopatrzyć się w stosowny bilet. Karnet 2-dniowy to koszt 14€, 3-dniowy 20,50€, 4-dniowy 26,50€, 5-dniowy 32€. Można również pomyśleć o T-10, karta ta upoważnia do 10 przejazdów i mogą z niej korzystać dwie osoby, przekazując sobie bilet na bramce. Karta nabija wejście każdorazowo, dlatego będąc we dwójkę, skorzystamy z niej 5 razy (przekazywanie biletu jest całkowicie „legalne”). Więcej na temat rodzajów karnetów znajdziecie na oficjalnej stronie: tmb.cat

Zapomniałabym! Będąc jeszcze na lotnisku, zaopatrzcie się w mapkę metra, można ją otrzymać za darmo w punkcie informacji – niesamowicie pomocna rzecz, a przy tym bardzo przystępnie rozrysowana!

.miejsca, które warto zobaczyć

• Bunker del Carmel – wzgórze El Carmel to w głównej mierze pozostałości po bunkrach, jednakże to właśnie stamtąd rozciąga się obecnie najpiękniejsza panorama Barcelony. Widok 360° zapiera dech!
→ Dojazd do wzgórza jest możliwy za pośrednictwem linii metra L5, stacja El Carmel.

• Els Encants Vells – miejscowy pchli targ, jednak nie byle jaki. Els Encants jest jednym z najstarszych targów w Europie, a mimo to umieszczono go w futurystycznym dziele architektury, który za sklepienie posiada lustro – uwierzcie mi, trudno oderwać wzrok od tego budynku. Na targu znajdziemy najróżniejsze skarby i starocie, jednakże wybierając się, koniecznie wcześniej sprawdźcie, czy nie pojedziecie na darmo – targowisko jest czynne tylko w niektóre dni tygodnia. Więcej możecie się dowiedzieć na stronie: encantsbcn.com.
→ Dojazd do Els Encants jest możliwy za pośrednictwem linii metra L1, wysiadamy na stacji: Glòries.

• Parc del Laberint d’Horta – park z labiryntem, stanowiący jednocześnie miejsce całkowicie odcięte od tłumów turystów i zgiełku miasta. To właśnie tam kręcono niektóre sceny do filmu Pachnidło. Jeden z najstarszych parków Barcelony, który koniecznie powinien znaleźć się na Waszej liście miejsc do odwiedzenia. Koszt wstępu wynosi 2,23€.
→ Dojazd do Parc del Laberint d’Horta jest możliwy za pośrednictwem linii metra L3, wysiadamy na stacji Mundet.

• Sagrada Familia – główne osiągnięcie Antoniego Gaudíego. Świątynia, obecnie już ze statusem bazyliki mniejszej, z powodzeniem zyskała sobie tytuł jednej z najbardziej charakterystycznych budowli Barcelony. Budowa tego kościoła miała swój początek w 1882 roku, a jej zakończenie zostało przewidziane na lata 2026-2028. Koszt wejścia do bazyliki zaczyna się od 15€ (bez przewodnika), więcej informacji możecie uzyskać na oficjalnej stronie: sagradafamilia.org, przy czym lojalnie uprzedzam – kolejki zabijają, więc lepiej zaopatrzyć się w bilet kupowany online – oszczędzacie niesamowitą ilość czasu.
→ Dojazd do Sagrada Familia jest możliwy za pośrednictwem linii metra L2 i L5, wysiadamy na stacji Sagrada Familia.

• La Rambla – to jedna z najpopularniejszych (o ile nie najpopularniejsza) ulic Barcelony – tam życie tętni od rana do nocy, przez co stanowi jedną z głównych atrakcji turystycznych. La Rambla to ciąg sklepów z pamiątkami, butików, kiosków, barów, restauracji, kwiaciarni i lodziarni, a nocą – główny punkt sprzedawców podróbek.
→ Dojazd – najlepiej jest dostać się linią L1 do stacji Catalunya. La Rambla ma ponad 1 km, więc nawet, jeśli wysiądziecie z linii L3 na stacji Liceu, to już będzie w jej połowie.

• Parc de la Ciutadella i Arc de Triomf – więcej na temat tego niesamowitego miejsca możecie przeczytać w poprzednim wpisie dotyczącym 3 miejsc, które urzekły mnie w Barcelonie – Parc de la Ciutadella było jednym z nich.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć)

Ponadto warto zainteresować się:

• Casa Batlló – jeden z domów Gaudiego, niestety ceny zwiedzania są bardzo wysokie, bo zaczynają się od 18,5€, ale dla miłośników nietuzinkowej architektury jak i samych dzieł Gaudiego, może jednak warto się pokusić. Bilety kupicie między innymi online na oficjalnej stronie: casabatllo.es
• Plaça d’Espanya – to jeden z głównych placów stolicy Katalonii, a rozciąga się tuż u podnóża Montjuïc. Potęgę tego miejsca możecie śmiało podziwiać z wieży widokowej na Las Arenas, aby później oddać się spacerowi w stronę wzgórza.
• Gothic Quarter (Barri Gotic) – cała dzielnica gotycka (jest wspaniała!) z okazałą katedrą.
• Parc Güell – przepiękny mozaikowy park z jaszczurką i panoramicznym widokiem na Barcelonę, jedna z głównych atrakcji turystycznych Barcelony (wstęp wynosi obecnie 7€, ale warto kupić bilet online, aby uniknąć kolejek. Więcej na stronie: parkguell.cat).
• Casa Milà (La Pedrera) – kolejne niezwykłe dzieło Gaudiego. Dojazd do Casa Milà liniami: L2, L3, L4 – stacja Passeig de Gracia, natomiast bilety (27€) możecie zakupić na oficjalnej stronie: lapedrera.com.
• Wzgórze Montjuic – jedno z najlepszych miejsc, by podziwiać przepiękną panoramę Barcelony.
• Wieża widokowa na centrum handlowym Las Arenas (wjazd windą to koszt 1€, ale naprawdę warto), dojazd liniami L1, L3 – Plaça d’Espanya.

.„kuchnia”

To te momenty, w których cieszę się, że nie prowadzę bloga kulinarnego – po takich wyjazdach nie byłoby nic, czym mogłabym się z Wami podzielić (oprócz listy dostępnych smaków lodów). Otóż problem ze mną jest taki, że jestem uzależniona od lodów i podczas podróży (o ile trwają do kilku dni), porzucam wszelki rozsądek, po czym jem to na co mam ochotę, nie martwiąc się o odpowiednio zbilansowane posiłki. Nie jest to rozsądne z jednej strony, a z drugiej – nie trwa to na tyle długo, by spowodowało jakiekolwiek trwałe szkody, w tym przybranie na wadze – ciągle tłumaczę sobie, że to przez te dziesiątki pokonywanych kilometrów, bo przy 75 km pieszo w 3,5 dnia, te 10 gałek lodów naprawdę nie robi mi większej różnicy :)

Ale wracając na ziemię – będąc w Barcelonie, koniecznie skuście się na Horchatę (koszt: 2-3€). To chłodzący napój podawany głównie latem przy akompaniamencie kruchych biszkoptów. Połączenie wywaru z cibory jadalnej z wodą i cukrem, daje nam finalnie lekko orzechowy posmak – moja miłość od pierwszego łyku (niestety jak się później okazało – mam reakcję alergiczną na tę roślinę).

Mohito, tapas, wszelkie wyroby cukiernicze z ciasta francuskiego, lody (zwłaszcza smaki: dulce de leche i crema catalana) – koniecznie w czekoladowych rożkach z orzechami (które są oblane całkowicie, a nie tylko w górnej części, co stanowi idealną drogę ku cukrzycy na zawołanie), a także calzone w postaci małych pierożków, to między innymi te smakołyki, którymi naprawdę warto się zainteresować.

Nie miałyśmy wystarczająco dużo czasu, by szerzej poznać lokalne knajpki i kawiarnie, ale z czystym sumieniem odsyłam Was do tych, do których zajrzałyśmy dzięki Dagmarze, a dokładniej mam na myśli niesamowitą cukiernię Chök oraz świetną lodziarnię Topping Circus (wybieracie smak loda, a także jeden z około setki dodatków, po czym na Waszych oczach, na zimnej płycie, łączy się ze sobą wszystkie składniki).

Zapomniałabym – w barcelońskim McDonald’s z powodzeniem zakupicie… makaroniki! I to wcale nie takie złe, ba! zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że były naprawdę dobre (koszt to 0,75€/szt.).

(kliknij w obrazek, aby powiększyć)

.pozostałe: warto wiedzieć

Barcelona jest przepiękna i tego nie można jej odmówić, ale gdy spojrzycie na mapę nieco szerzej, szybko zorientujecie się, że np. taka Costa Brava znajduje się ledwie godzinę drogi od stolicy Katalonii, a Castelldefels jakieś 20-25 minut drogi koleją (a mają tam naprawdę przepiękną plażę!), Sitges – kolejne małe, lecz niesamowicie urokliwe miasteczko, czy chociażby park wodny połączony z delfinarium w Palafolls, oddalony o 60 km, jadąc w stronę Costa Brava.

O czym jeszcze warto wiedzieć? Kilka detali: jako obywatele Polski, do Barcelony udajemy się wyłącznie na dowód osobisty bądź paszport. Na miejscu powinniśmy pamiętać, że miejscowi słabo władają językiem angielskim, dlatego czasami trudno uzyskać pożądaną odpowiedź. Tę trudność wynagradza jednak fakt, że są niesamowicie przyjaźnie nastawieni i przy tym bardzo pomocni. A jeżeli palicie papierosy, weźcie pod uwagę fakt, że wybór w maszynach (ustawionych w barach) jest bardzo ograniczony, natomiast sklepy (nawet te maleńkie), nie prowadzą tego rodzaju sprzedaży. Wyjątkiem są punkty zaopatrzone stricte w wyroby tytoniowe, jednakże tych ze świecą szukać. Przez niespełna 4 dni natknęłyśmy się na zaledwie trzy. No i w końcu torebki, plecaki oraz wszelkie rzeczy wartościowe – pilnujcie ich jak oka w głowie, zwłaszcza w popularnych miejscówkach, Barcelona niechlubnie słynie z drobnych kradzieży, dlatego torebka zawsze przy sobie!

Na koniec jeszcze coś dla miłośniczek mody – hiszpański Vogue to koszt 3,5€, a francuski 5,95€ (tylko 1€ więcej, niż zapłacilibyśmy we Francji), gdzie dla przypomnienia warto dodać, iż w naszym Empiku dostaniemy je kolejno za 39,90 zł i 59,90 zł.

I tym wpisem tymczasowo kończę cykl z odwiedzin Barcelony. Mam nadzieję, że niektóre z zebranych tu informacji okażą się dla Was przydatne, a jeśli znacie miejsca, które moglibyście mi dodatkowo polecić – proszę zróbcie to! :)

Total
0
Shares
Komentarze: 14
  1. Żałuję, że nie trafiłam na tego posta wcześniej! Byłam kiedyś na 2 dni w Barcelonie i po pierwszym dniu już mi się znudziło :) Ale tylko dlatego, że nie mogłam znaleźć dla siebie żadnych atrakcji :) Teraz będę wiedziała, gdzie warto zaglądać przed kolejnym wyjazdem :) Dzięki!

  2. To jest dopiero super przewodnik! Gdybym teraz jechała do Barcelony na pewno skorzystałabym z tego co napisałaś. Zdjęcia lodów i słodyczy powodują u mnie ślinotok. Piękne zdjęcia i super relacja, naprawdę! :)

  3. Wiesz, że znowu rozpraszasz zdjęciami i nie pozwalasz się skupić na czytaniu? :) Chciała bym się tam na chwile wybrać jednego dnia, wygląda magicznie i teraz już tak dużo wiem.

  4. Te słodycze! <3 Żałuję że nie miałam okazji spróbować (nie miał mi kto podpowiedzieć adresów takich świetnych cukierni), zajadałam się wtedy głównie owocami.

    Ja swój pobyt połączyłam właśnie tak jak mówisz z wizytą na Costa Brava, dojazd był parę lat temu bardzo dobry, podejrzewam że to akurat się nie zmieniło, a trasa pociągu który tam jedzie częściowo wiedzie nad morzem, więc jest to co podziwiać. Nie polecam imprezowego Lloret de Mar, ale za to po sąsiedzku jest Blanes, z wielkim ogrodem botanicznym i znacznie mniejszą liczbą turystów (jeśli są, to głównie emeryci) ;)

    W Barcelonie koło Rambli zdarzyła nam się próba kradzieży, więc również przestrzegam – dzielić dobytek na kilka osób albo rozkładać po kieszeniach i innych miejscach, kserować dokumenty. U nas obyło się bez problemów, ale portfel z dokumentami drugiej osoby i biletami na powrót już był w rękach złodzieja, brr, nie chcę myśleć, 'co by było gdyby'!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wpisy, które mogą Cię zainteresować