Malediwy już od dawna były na mojej liście before I die, nie sądziłam jednak, że tak szybko uda mi się zrealizować ten punkt. Zaproszenie do udziału w projekcie #travelwithTJD było dla mnie całkowitym zaskoczeniem – pojawiło się nagle i równie szybko zostało wprowadzone w życie. Było dla mnie tym bardziej znaczące, że oprócz kolejnej pinezki na mapie, spełnienia jednego z marzeń, poznałam przede wszystkim ludzi, którzy w zaledwie tydzień, byli wstanie całkowicie wywrócić mój świat do góry nogami, pozwalając mi na nowo odkryć siebie. Minął miesiąc, a ja wciąż czuję się szczęśliwsza, niż kiedykolwiek wcześniej w moim życiu, choć patrząc z perspektywy twardych faktów, wcale nie mam ku temu więcej powodów.

Do dziś jestem wdzięczna Michelle, że od pierwszej wiadomości z zaproszeniem, aż do lądowania w Dubaju, minęły zaledwie trzy tygodnie – inaczej trudno byłoby wytrzymać w oczekiwaniu, a w ten sposób czas pędził dosłownie nieubłaganie, podczas gdy ja ze wszystkich sił pragnęłam go zatrzymać. W moim życiu osobistym, zawodowym także, trwała wtedy prawdziwa rewolucja. Jednak gdyby termin podróży był znacznie odleglejszy, dni ciągnęłyby się w nieskończoność, a ja miałabym w głowie tysiące myśli związanych wychodzeniem poza strefę komfortu. Nie codziennie lecisz w inną część świata tylko po to, by poznać ludzi, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś, a którzy mają sprawić, że przeżyjesz jedną z najwspanialszych podróży swojego  życia, właśnie dzięki ich obecności.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Jeśli czytaliście wpis Praga, jakiej nie znałam, to wiecie już, że moja podróż zaczęła się w stolicy Czech. W ramach współpracy z linią lotniczą Fly Dubai, moim pierwszym przystankiem była Praga, jako że przewoźnik jeszcze nie obsługuje naszych rodzimych lotnisk. Jednak umówmy się, podróż z Wrocławia do Pragi to jakieś 3,5, w porywach do 4 godzin drogi – nie było nawet o czym mówić i z przyjemnością przejechałam się do stolicy Czech, by stamtąd udać się już bezpośrednio na spotkanie z całą ekipą. Z szybką przesiadką w Dubaju, jeszcze tej samej nocy wyruszyliśmy na Malediwy. I teraz czas na kilka słów o projekcie #travelwithTJD, czyli fragment, który moi stali czytelnicy mogą pominąć, bo pewnie czytali go już na Facebooku :)

W ubiegłym roku autorka bloga traveljunkiediary.com, Michelle Karam, rozpoczęła projekt o nazwie #TravelwithTJD – inicjatywę, której celem jest przede wszystkim wspólne dzielenie zamiłowania do podróży przez zupełnie obcych sobie ludzi. Podróżując wgłąb siebie, inspirując, a także nawiązując nowe przyjaźnie, #TravelwithTJD, w ramach współprac z wieloma partnerami na całym świecie, daje możliwość przeżycia zupełnie nowych doświadczeń, dzięki możliwości zapraszania swoich gości do najodleglejszych zakątków świata. Do czasu naszego wyjazdu odbyły się już trzy podróże z serii – blogerów ugościła wcześniej Sri Lanka, Zanzibar oraz Austria, w końcu przyszedł czas na czwartą edycję – Malediwy. Razem z Coco Bodu Hithi oraz Fly Dubai, miałam prawdziwy zaszczyt wziąć udział w tej niezwykłej podróży, jako jeden z 7 zaproszonych uczestników projektu.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

.co robić na Malediwach?

Zanim jednak odpowiem Wam na to pytanie, warto wziąć pod uwagę fakt, że Malediwy to obecnie 1200 wysp i wysepek, z czego tylko około 200 jest zamieszkanych, z kolei resortowych na chwilę obecną mamy około 100. Różnica między nimi jest taka, że te drugie stworzone zostały dla turystów, przez co całkowicie dostosowano je do standardów europejskich, podczas gdy na lokalnych wyspach spotkamy się przede wszystkim ze społeczeństwem muzułmańskim. Z szacunku dla kultury i religii rdzennych mieszkańców, turyści muszą dostosować się do obowiązujących zasad, o czym będę jeszcze Wam pisała w osobnym tekście (a trochę ich jest).

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Zatem jak spędzać czas na Malediwach? Niech Was nie zmylą zdjęcia znad basenu – podczas całego pobytu spędziliśmy tam naprawdę niewiele czasu (i całe szczęście, bo to by była straszna nuda). Co więc robić na wyspie, która w całości stanowi jeden resort?

W opcji mamy przede wszystkim:

  • nurkowanie (scuba diving, snorkeling) – Malediwy to prawdziwy raj dla entuzjastów podwodnego świata
  • zabawę na skuterach wodnych, ale także na nartach
  • wyprawy w morze (nie tylko aby ponurkować – niektóre ośrodki organizują dla swoich gości zwykłe wycieczki po okolicznych wodach, wyspach i wysepkach)
  • poszukiwanie skarbów, czyli odkrywanie zakątków wyspy, na którą przybyliśmy. W naszym przypadku była to prawdziwa mini-dżungla ;)
  • zazwyczaj resorty oferują nam pełną ofertę zabiegów SPA, czy dostęp do siłowni z nie byle jakim widokiem, nie zabraknie również wielu restauracji, nierzadko podzielonych na poszczególne kuchnie świata
  • kino pod gwiazdami (jeśli tylko ośrodek daje taką możliwość)
  • połów ryb (poranny lub nocny, połączony z późniejszym grillowaniem)
  • wyprawy na inne wyspy, zwłaszcza te, które mają do zaoferowania coś więcej, niż tylko plażowanie, czyli np. stare ruiny (i tu ukłon w stronę Kudahuvadhoo)
  • zorganizowanie wieczornego pikniku na plaży (albo romantycznej kolacji)
  • wybranie się na jeden dzień do stolicy (mimo że Male ma niespełna 6 km² powierzchni, to jest tam kilka miejsc, które warto zobaczyć)
  • … lub na dziką wysepkę, na której znajdziemy wyłącznie biały piasek
  • aż w końcu możemy rozważyć słoneczne kąpiele, czyli po prostu plażowanie.

My skupiliśmy się głównie na nurkowaniu, wyprawach po okolicznych wodach i przede wszystkim – spędzaniu każdego wieczoru przy wspólnej kolacji, podczas której smakowaliśmy w lokalnej kuchni, rozmawiając i poznając się do późnych godzin.

(kliknij w obrazek, aby powiększyć i wyostrzyć zdjęcie)

Czas mijał w zawrotnym tempie, zresztą… nie tylko wtedy. Zachód słońca na Malediwach następuje już około 18-19, gdzie faktycznie nastaje ciemna noc, z kolei wschód uraczy nas między 5 a 6. Dzień niestety dość krótki, ale staraliśmy się wykorzystywać ten czas jak najlepiej. I choć nie mam zdjęć to zdradzę Wam, że nigdy w życiu, nawet w Norwegii, nie widziałam tak wielu gwiazd, co właśnie na Malediwach. Około północy niebo wprost świeciło do nas z góry.

W drodze powrotnej zatrzymałam się na niecałe dwa dni w Dubaju, o czym mogliście nieco więcej przeczytać w tekście Pocztówka z Dubaju, natomiast stamtąd wyruszyłam do Bratysławy, gdzie spędziłam ostatni dzień tej cudownej wyprawy. Byłam jednak już tak wyczerpana, że w stolicy Słowacji nie udało mi się zrobić zbyt wielu zdjęć, ale możliwe, że jeszcze uda mi się sklecić z tego jakiś krótki post.

I na koniec, dla wszystkich wytrwałych, 5 dni zamkniętych w 2 minutach:

Często pytaliście mnie w komentarzach na Instagramie, o co chodzi z tym #travelwithTJD, dlatego mam nadzieję, że ten wpis kompletnie przedstawi ideę tej inicjatywy, a jeśli nie, to przygotowany przez Ubaida i Michelle film z pewnością już tak :) A tak swoją drogą, czy zdecydowalibyście się na samotną wyprawę na inny kontynent, po to tylko, by spotkać się i przeżyć tydzień z ludźmi, o których istnieniu nie mieliście dotąd pojęcia? Michelle poznałam niespełna rok wcześniej (właśnie przez Instagram), o składzie ekipy dowiedziałam kilka dni przed podróżą. Jedyne co musiałam zrobić, to spakować małą walizkę, wziąć paszport i liczyć na to, że nic dziwnego nie wywinę podróżując przez 4 różne kraje. Było lepiej, niż mogłam sobie wyobrazić.

PS Jeszcze w tym tygodniu pojawi się trzeci, tym samym ostatni już wpis z Malediwami w tle, jednak będzie on bardziej od strony „co warto wiedzieć”. W ten sposób zakończę relację z raju, dlatego dla wszystkich tych, którym wciąż mało zdjęć, mam dobrą wiadomość – ostatnia, dotychczas nieopublikowana partia zdjęć, pojawi się już za 3 dni! :)

Thanks to Coco ResortsFly DubaiClarins Middle East for the gorgeous summer collectionThe Ritz Carlton, DIFC and of course… thanks to Michelle for the incredible experience and beautiful memories.

10 odpowiedzi

Odpowiedz

Kolory, widoki, kokosy wszystko! Moje oczy tego chcą i to teraz! Pięknie <3 Ściskam, Daria xxx

Odpowiedz

Ale cudownieeeee! <3 w BB dziś pada więc najchętniej bym się tam teleportowała :)

Odpowiedz

Przez moje ostatnie prywatne zawirowania mam spore zaległości. Właśnie nadrobiłam na IG – matko, jak tam wszędzie było pięknie! Z przyjemnością obejrzałam zdjęcia, widać, że podróżowanie to Twoja wielka miłość. Adrianna, super robota, cieszę się, że będziemy miały okazję poznać się na see bloggers (mam nadzieję, że się odnajdziemy – ma być niemal 1K ludzi!!!)

Odpowiedz

Cudowne zdjęcia, ktora naprawdę mogłabym oglądać w nieskończoność! Te widoki są niesamowite, ale z pewnością nic nie zastąpi samych wspomnień dotyczących tego doświadczenia! Czekam na więcej :)

Odpowiedz

Zawsze podziwiam sposób, w jaki kolorystycznie porządkujesz zdjęcia w swoich wpisach. Pięknie! :)

Odpowiedz

Gratuluję! Propozycja udziału w takim projekcie to sukces i marzenie wielu osób :) Świetna relacja, aż czuć te niesamowite emocje. Myślę, że gdybym otrzymała taką ofertę, to również bym z niej skorzystała, nawet ze średnią umiejętnością języka. Życzę kolejnych sukcesów!

Odpowiedz

Ale katujesz mnie z rana takimi pięknymi zdjęciami! Podczas kiedy ja siedzę w robocie a za oknem deszcz, plucha i w ogóle koniec swiata:( ale zdjęcia cudowne! W ogóle cała inicjatywa cudowna! Spontaniczne, niezaplanowane rzeczy najczęściej okazują się najlepsze:)

Odpowiedz

Jestem pod ogromnym wrażeniem widoków, pięknych kadrów i organizacji wyjazdu :) Malediwy też są na mojej liście, już byłam krok od ich odwiedzenia, ale ostatecznie wybrałam inny kierunek i ostatecznie trochę żałuję.

Odpowiedz

Na mojej liście też od wielu lat są Malediwy i wierzę, że uda mi się tam wybrać, bo po Twojej relacji tylko nabrałam wiekszego apetytu! Cudne widoki, rewelacyjną przygodę przeżyłaś. No i miło Cię zobaczyć “ruszającą się” na filmie, prawie jak na żywo;)

Odpowiedz

Odpowiadając na Twoje ostatnie pytanie, TAK – bez cienia wątpliwości. To w życiu jest najpiękniejsze, spontaniczne chwile, nowi ludzie, świat, który zaskakuje Cię każdego dnia. Szkoda, by było nie korzystać.
Ach, Malediwy… teraz będą mi się śnić po nocach :) Cóż, trzymam kciuki, może kiedyś się uda… ;’)

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny publicznie.